Recenzja: Wściekły głód Cole Kresley

17:41

Wściekły Głód  - Cole KresleyOpis wydawcy: Kresley Cole rozpoczyna ekscytującą nową serię opowieścią o zaciekłym wilkołaku i urzekającej wampirzycy – nieprawdopodobnych kochankach oraz o namiętności, dla której ni śmierć, ni życie nie stanowią granicy. Mityczny wojownik, którego nic nie powstrzyma przed zdobyciem ukochanej… Po latach tortur w lochach wampirzej Hordy, Lachlain MacRieve, przywódca klanu lykantropów, odnajduje wreszcie partnerkę, na którą czekał od wieków. Jednakże, ku jego wściekłości, okazuje się, że jest ona wampirem. A przynajmniej w połowie. Emmaline to drobna eteryczna istota, pół-walkiria, pół-wampir, która w niewyjaśniony sposób potrafi ukoić furię, która pali jego umysł. Wampir pojmany przez swą najdzikszą fantazję… Wychowywana pod kloszem Emmaline Troy w końcu wyrusza samotnie, aby dowiedzieć się prawdy, kim byli jej zmarli rodzice.


Czasem nachodzi mnie przemożna chęć przeczytania czegoś z gatunku paranormal romance. W takich chwilach wszyscy w moim otoczeniu powinni trzymać się na baczności. Robię się kapryśna i nie miła. Wszelkie szczęśliwe rzeczy omijają mnie szerokim łukiem, dopóki się nie upewnią, że nie wyrządzę im krzywdy. W takich chwilach najlepiej usiąść i przeczekać mój ponury nastrój. Albo podsunąć mi książkę.
Ostatnio sięgnęłam po „Wściekły głód” pióra Cole Kresley. Moja koleżanka takie książki nazywa „mocnymi paranormalami”, a żeby w pełni dowiedzieć się dlaczego, trzeba to poczuć. Takie opowieści mają własną aurę.  Charakteryzują się pewnym schematem pisania. Nie wszystkim odpowiadają. Książki tego rodzaju trzeba po prostu lubić czytać.
Czasem, kiedy powieść nie jest najlepsza, zdarza mi się po odłożeniu jej, nie pamiętać imienia głównego bohatera. Nie mam Alzhaimera. Po prostu w momencie, kiedy czytam dużo książek z tego samego rodzaju, bardzo trudno o coś nowego, a większość powieści powtarza te same schematy. Tutaj też musiałam się bardzo wysilić, żeby przypomnieć sobie imię biednej dziewczyny.
Emma ( Widzicie? Udało się! ) jest zjawiskiem niecodziennym nawet pośród osób ze swojego „rodzaju”. Jest w połowie wampirem i w połowie walkirią. Prawie przez całe życie, próbuje się dowiedzieć jak do tego doszło. Otóż wampiry i walkirie co najmniej się nie lubią. Dziewczyna została wychowana przez siostry swojej matki, które pochodzą z tego drugiego rodu. Wampra ani razu nie widziała na oczy. Zna je tylko z opowieści znajomych. Jej najbliżsi martwią się o nią. Jest kruchą i słabą istotą, dosłownie muchy by nie skrzywdziła, a krew dostaje z krwiodawstwa. Jednak jej ciekawość wygrywa -  zawsze chciała odnaleźć ojca. Wyrusza do Paryża.
Spotyka tam mrocznego wilkołaka, który przez dwa millenia był przetrzymywany w katakumbach i poddawany rozmaitym torturom. Wydostał się na powierzchnię dzięki Em. Sądzi, że jest ona jego partnerką i zrobi wszystko, aby zachować ją przy sobie. Niestety rodzą się kłopoty. Wychodzi na to, że wilkołaki także, zbytnio nie przyjaźniom się z wampirami…
Bohater odgrywający główną rolę męską ma coś ze średniowiecza. Momentami wydawało mi się, że pochodzi nawet z czasów, gdy ludzie jak dzikusy, mieszkali w jaskiniach. Był arogancki i egoistyczny. Sens czytania książki znalazłam dopiero po pierwszej połowie, gdzie bohaterowie troszeczkę bardziej zaczęli się „lubić”. Oprócz tego, co tu dużo mówić? Oklepany schemat. Miłość, wojna i klepanie się po policzkach…
O wiele bardziej, gdzieś pod sam koniec, zaczęła mnie interesować postać Garreta, młodszego brata bohatera. Wydaje mi się, że autorka napisze na jego temat osobną książkę. Sądzę, że mogłaby być ciekawa. Jako postać był bardzo sympatyczny i  pomocny.   Mam nadzieję, że nie stanie się kolejnym macho, biegnącym damie na ratunek, gdy ta go nie potrzebuje.
Emma to postać niewyraźna. Można ją było określić jako „damę w opałach”, czyli właśnie charakter, którego nie lubię u bohaterki. Na samym końcu zaczęła pokazywać troszeczkę więcej werwy i stanowczości, co miało być spowodowane zmianą jej osobowości. Dla mnie było to za mało. Z drugiej strony nie można pisać tylko o odważnych i pyskatych zabójczyniach…
Polecam książkę w chwilach zwątpienia. Czasem trzeba poczytać, coś lekkiego na zmianę nastroju. W chwili, gdy skończycie, zrozumiecie, że wasze humory były z goła nieuzasadnione.  Jak strony  w opowieści się skończyły, nie pożałowałam, że ją przeczytałam, ale wylądowała na kopcu „po”, a nie „ja chcę jeszcze raz!”
Moja ocena: 4/10  

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl