Recenzja: Strąceni Gwen Hayes

23:12

Recenzja: Strąceni Gwen Hayes

 Opis Wydawcy: W jej snach jest jak ze snów: uwodzicielski,
czuły, piękny.
To dlaczego odtrąca ją na jawie?
Życie siedemnastoletniej Thei zawsze pełne było zakazów i nakazów. Ojciec nie pozwalał jej spotykać się z koleżankami ani umawiać z chłopcami. Nigdy nie miała takiej swobody, jak inne dziewczyny w jej małym miasteczku.
A potem zaczęły ją nawiedzać sny. Straszne i piękne. Gdzie błądziła w labiryncie cierni i przemierzała rzekę łez. I gdzie był On.
I nagle chłopak ze snów pojawia się w jej szkole.


Jest cudowny. Pociągający jak magnes. Ale inny niż w snach.
Dlaczego za dnia ją odpycha?
Jaką skrywa tajemnicę?
Miłość Thei jest silniejsza niż strach, nawet gdy odkryje jego straszliwy sekret.
I gdy przyjdzie jej wybierać między miłością a sobą samą…

Ostatnio biblioteka  w moim mieście zakupiła nowe książki. Bibliotekarka, znając mnie i moje zamiłowanie do świata fantasy, postanowiła ukrócić moje cierpienia odkładając  mi  „Strąconych”. Była to dla mnie niespodzianka – nie na tą powieść czekałam. Jednakże darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, więc zaczęłam swoją przygodę w świecie pani Gwen Hayes.

Theia nie jest normalną nastolatką. Nie zrozumcie mnie źle. Jej życie jest tak przeciętne jak tylko mogłoby być. Dziewczyna nie obsypuje nikogo magicznym pyłkiem ani nie wyje do księżyca. Jednakże różni się od swoich rówieśników. Wszystko przez surowego ojca, który ma własne wyobrażenie na temat wszystkiego, co dotyczy Thei. Dziewczyna żyje jak w średniowieczu. Nie może spotykać się z chłopcami, zakładać spodni ani wychodzić ze znajomymi. Niszczy w sobie wszystko, co w jakikolwiek sposób mogłoby przypominać jej matkę. Pewnego  razu na jej idealnie skoszony trawnik spada z nieba płonący chłopak. Z rozpaczą Theia spędza wraz z nim ostatnie minuty jego życia. W końcu spoglądają sobie w oczy, a on obraca się w pył. Jednak to nie koniec. Od tamtego momentu dziewczynę zaczynają nawiedzać okropne koszmary. Ze zgrozą odkrywa, że nowy chłopak, który przeniósł się do jej szkoły, regularnie odgrywa pierwszoplanową rolę w jej sennych marzeniach.
Dlaczego za dnia jest dla niej nieprzyjemny i wrogi, a nocą miły i czuły?
Co z tym wspólnego ma płonący chłopak?
Pierwsze co przyciągnęło mój wzrok, to okładka. Miła dla oka. Zachęcająca. Dzięki niej od razu, niezależnie od zawartości wiedziałam, że będę miała do czynienia z paranormal romance. Niestety dziewczyna w czerwonej sukni, w żaden sposób nie ima się do treści książki, a tutaj było ubogo. Choć powieść miałam w ręku po raz pierwszy, wydawało mi się, że już ją czytałam. Znów możemy odnaleźć wątek nieszczęśliwej miłości. Słabej i zagubionej dziewczyny, która spotyka swojego rycerza – wybawcę.
Głównym wątkiem jest uczucie bohaterów. Nie ma absolutnie niczego ważniejszego. Haden i Theia są w stanie zrobić dla siebie wszystko. Nawet oddać duszę. To mnie ogromnie irytowało. Od początku do końca wędrowało za mną  nie przyjemne uczucie, że Haden to nastolatek bez charakteru. Czy powinno tak być skoro chłopak ma co najmniej ponad wiek? Theia. Słodka. Niewinna. Dopiero pod koniec zaczynała pokazywać trochę więcej niż zapłakaną chusteczkę.
Lektura lekka. Akurat na deszczowy wieczór, kiedy jesteś osobą samotną, lubującą się w łzawych dramatach. Nie pobudziła mojego zaciekawienia. Kończąc nie chciałam wiedzieć co będzie dalej, a to już źle wróży.
Wniosek? Powinnam sama składać w bibliotece zamówienia książek do zakupienia.
Moja ocena: 4/10


Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl