Recenzja: Błękit szafiru Kersin Gier

23:07

Chciałabym napisać, że czytanie książki dzieliłam sobie na mniejsze części, aby w spokoju się nimi delektować. Chciałabym wam zakomunikować, że był to bardzo przyjemny kredyt, dzięki któremu łatwiej zniosę rozłąkę z serią pani Kerstin Gier na następne dwie pory roku. Niestety, albo może raczej „stety”, było by to wierutne kłamstwo! Powieść zakupiłam kilka dni temu, a nazajutrz skończyłam.  Nie mogłam się oderwać, a gdy już to robiłam, żeby wykonać tak nieistotną czynność jak nauczenie się do sprawdzianu z fizyki, czyniłam to z wielkim żalem i oporem.



Gwendolyn to szesnastoletnia „prawie” normalna dziewczyna. Bowiem od pewnego czasu posiada rzadką umiejętność podróży w czasie. Od wydarzeń z pierwszej części minęło raptem kilka chwil, jeśli już nie użyć określenia, że prawie żadna. Autorka zaczyna snucie opowieści od miejsca, w którym uprzednio skończyła. Wszystko powróciło do mnie jak bumerang. Postacie. Fabuła. Emocje. Czułam się tak, jakbym ani na moment nie puszczała „Czerwonego rubinu” z rąk, a zmiana koloru okładki była tylko nieistotną halucynacją.
 
Główna bohaterka  przyciąga kłopoty i konflikty jak magnes. Nie dość, że nie rozumie sytuacji uczuciowej, która wytworzyła się pomiędzy nią a Gideonem, to jeszcze nie jest pewna winy swoich wrogów. Na domiar złego nikt nie chce jej nic mówić, a za plecami nowi znajomi nazywają ją zdrajczynią.  Niespodziewany fakt przymusu, aby więcej czasu spędzała z kuzynką także nie pomaga.  Jak tu żyć… w teraźniejszości?

Spodobało mi się wprowadzenie postaci Xemeriusa – kościelnego gargulca. Nowy przyjaciel Gwen, nie raz wywoływał na mojej twarzy przysłowiowego „banana”, jeśli nie był to pospolity wybuch śmiechu. Nie zabrakło Leslie, mojej ulubionej postaci. Dialogi pomiędzy nią, a główną bohaterką przez cały czas były przeboskie, chociaż osobiście uważam, że było ich stanowczo za mało! Był też taki jeszcze jeden, nowy gość, o pięknych zielonych oczach… Ale! Ale! Pssss… Będę sadystyczna, a co mi tam!  Zielonooki jest zarezerwowany tylko dla wąskiej grupy. Zespołu wielbicieli Trylogii czasu, którzy sobie przeczytają książkę :-P

Podróże w czasie, były dla mnie prawdziwą śmietanką na kawie, gdy zabijał mnie powoli sen. Wiedziałam wtedy, że nie ma mowy o jakimkolwiek zaprzestaniu czytania. Byłam troszeczkę skonsternowana, ponieważ sądziłam, że w drugim tomie  wyjaśni się ciut więcej rzeczy z pierwszej części, a bohaterowie odbędą podróże, o których  poprzednio była mowa. Tutaj troszeczkę się zawiodłam, ale sądzę, że pani Gier zostawiła to sobie na część trzecią. 

Zrobiłam także pewien eksperyment. Próbowałam zauważyć w lustrze, błysk w moim oku, gdy dzięki barwnym opisom, wyobrażałam sobie te wszystkie cudowne stroje. Niestety poniosłam na tym polu klęskę. Nie udało się. Jednak czytając dialogi, pomiędzy Gwen i Gideonem tak się chichrałam, że brat zapytał czy coś brałam, bo i oczy mi dziwnie się świecą. Tak więc moi drodzy! Tak czy inaczej, ale cel osiągnięty.

Po „Czerwieni rubinu” postawiłam bardzo wysoką poprzeczkę „Błękitowi szafiru”. Bardzo chciałam przeczytać książkę, aby dowiedzieć się, czy powieść spełnia moje oczekiwania. Jednocześnie wzbraniałam się przed tym z widmem klęski przed oczyma. Teraz szczerze mogę powiedzieć, że znalazłam tutaj wszystko, czego szukałam. „Błękit szafiru” to książka kierowana do młodzieży, ale w zasadzie zauważyłam, że trafia także do starszych odbiorców.  Z  jednej strony tajemnicza, wodzi nas za nos. Z drugiej totalnie romantyczna, sprzyjająca ponurym wieczorom.  Akcja pędzi jak szalona, ale nie ma co martwić się wpadnięcia w istny labirynt szczegółów. Wiele tajemnic pozostało na następną i już niestety ostatnią część, która – o zgrozo – wyjdzie dopiero na wiosnę.  Jeśli nie chcecie popaść w depresję, radzę dawkować sobie powieść – stronę na dzień. Jednocześnie jestem całkowicie pewna, że wam się  to nie uda. W momencie, gdy weźmiecie „Błękit szafiru” do ręki, nie będzie już odwrotu. Będziecie musieli dokończyć. Potem tylko płacz i zgrzytanie zębów, bo o drugiej w nocy okaże się, że musicie uczyć się jeszcze fizyki.

Moja ocena: 10/10

Dla spragnionych „WIĘCEJ!”, link do wywiadu z Kerstin Gier, którego udzieliła dla magazynu 13.


PS  Nie sądzicie, że nasze okładki są jakieś takie... bardziej? :-)


Również może Ci się spodobać

11 nie zagryzła klawiatura

  1. Koniecznie muszę poznać tę serię, a nasze okładki faktycznie beznadziejne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno przeczytam ten tom, bo Czerwień rubinu tylko narobiła mi apetytu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczęłam właśnie Czerwień rubinu, i muszę przyznać, że zapowiada się całkiem obiecująca:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, też czasem postanawiam powoli "delektować się" lekturą, ale raczej nigdy nic z tego nie wychodzi ;) Mam straszną ochotę na tę serię, okładki są nieziemskie, a treść chyba jeszcze lepsza... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Skończyłam czytać pierwszą część w czwartek i byłam nią tak zachwycona, że od razu pobiegłam do empiku po drugą część, która teraz czeka u mnie na biurku i mam nadzieję, że już niedługo uda mi się za nią zabrać ;) Ta książka jest tak wciągająca, że połknęłam ją na jeden raz, co niezwykle rzadko mi się zdarza. Mam nadzieję, że "Błękit szafiru" również nie zawiedzie moich oczekiwań :)
    Ale zagraniczne okładki mi się podobają, mają coś ciekawego w sobie, chociaż polskie są zdecydowanie ładniejsze xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę dopaść tę serię. Pochlebne opinie o tych książkach coraz bardziej kuszą... Mam nadzieję, że wpadnie mi w ręce:))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj w pełni cię rozumiem griffin :-)

    Szczerze powiem, że nie raz już gorsze okładki widziałam Catalino, ale nasze, polskie, podobają mi się bardziej niż niemieckie. Chociaż w tym momencie muszę przyznać, że nie zważając na okładkę i tak cała trylogia stała by u mnie na półeczce ;-)

    Kasandro, Marudo, Dusiu, Taki świecie - tylko spróbujcie mi przeczytać i napisać negatywną reckę ;-)

    Natulu, to nie są nasze okładki, ale fakt faktem - oka nie przyciągają :-P

    OdpowiedzUsuń
  8. Przede mną jeszcze Czerwień rubinu, ale coś czuję, że mi ta seria się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwszą część przeczytałam już jakiś czas temu. Po twojej recenzji nabrałam większego apetytu na Błękit szafiru ;). Na pewno w niedługim czasie po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham tę serię i nie mogłam się od niej oderwać! Z niecierpliwością czekam na ekranizację!

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl