Recenzja: Nieśmiertelny Gillian Shields

10:29


Recenzja: Nieśmiertelny Gillian Shields

Nie znalazłam w tej książce nic, co by mnie „pociągało”. Jeszcze gorsze wrażenie zrobił na mnie opis brzmiący :”Miłość jak ze Zmierzchu, tajemnica jak ze Świata Nocy, atmosfera jak z Wichrowych Wzgórz”. Okładka też nijaka. Nie przyciągająca wzroku, nie intrygująca.  Na poczekaniu wiedziałam jak można jednym słowem opisać całość. Owo słówko brzmiało – chała. Tak więc teraz pewnie zastanawiacie się – „po co to czytałaś? Życie Ci nie miłe?”. Może nie życie, a tylko tamten felerny dzień, a raczej chwila,  w której zapomniałam, że będę się potwornie nudzić , czekając na zajęcia dodatkowe, jeśli nie wezmę ze sobą książki. Widzicie moi drodzy, sęk w tym, że nie wzięłam… ze sobą WŁASNEJ książki.



Evie to dość pogubiona nastolatka. Właśnie przechodzi trudny okres. Musi rozstać się z nieliczną rodziną z powodu przewlekłej choroby babki i wiecznie nieobecnego ojca. Trafia do szkoły z internatem. Elitarnego Wyldcliffe Abbey, mieszczącego się na wrzosowiskach w wiekowym budynku. Biedaczka sądzi, że spotkało ją największe nieszczęście. Jedyną pociechę czerpie ze spotkań nad jeziorem, gdzie rozmawia z tajemniczym Sebastianem. Chłopak jest jak ze snu, jak nie z tego świata. Dziewczyna wymyka się do niego niemal co noc. Dzielą się największymi troskami, ale nawet jemu Evie nie wyznaje swojego sekretu. Od czasu do czasu dziewczyna na szkolnych korytarzach widzi tajemniczą zjawę – zdumiewająco podobną  niej samej. Nieznajoma chce coś jej powiedzieć, przed czymś ostrzec. Tak jakby znała jakąś tajemnicę Evie i Sebastiana…

Przyznam się szczerze, że pisząc tę recenzję jestem w kropce. Nie wiem jak delikatnie i z wyczuciem powiedzieć, że powieść wieje nudą, fabuła jest do niczego, a bohaterowie są płytcy jak brodzik. I nie. Wcale nie mam na myśli tamtej aktorki (którą właściwie lubię). Ale, ale! Zacznijmy od początku.

Fabuła… co ona tam? A, tak! JEST DO NICZEGO. Pewnie zapytacie, dlaczego? Widzicie napisanie dzisiaj badziewnej książki to nic trudnego, trzeba mieć tylko talent, żeby znaleźć wydawnictwo, które to wyda.  Większość fantastyki ociera się o te same motywy, a różni się naprawdę w niewielu detalach! Bardzo trudno znaleźć powieść, która nie tylko Cię oczaruje, ale coś po sobie zostawi. Będzie Ci kazać rozpamiętywać, każdą sytuację, aż w końcu stwierdzisz, że dialogi znasz na pamięć. Przeczytawszy streszczenie książki – wzdrygnęłam się. Naprawdę nie lubię, kiedy jedno dzieło porównuje się do drugiego. Powiedziałam sobie, że to nic i przeczytałam. Czekało mnie wielkie rozczarowanie. Co najważniejsze. Kiedy czytam, że coś jest podobne, do czegoś tam, to raczej nie oczekuję, że dany motyw jest wprost, no cóż nazwijmy to po imieniu, zerżnięty. „Zmierzch” sam z siebie mnie oczarował, „Świat nocy” w ogóle nie przypadł do gustu, ale jakieś pojęcie na jego temat mam, a „Wichrowe wzgórza” to powieść z klasą. „Nieśmiertelny” zaś jest kiepską parodią tamtej trójcy. Całokształt wygląda tak jakby autorka pisała na siłę.

Bohaterowie. Właściwie to nie wiem za wiele na nich temat, bo tematem tygodnia była ogromna i niezniszczalna miłość głównych postaci. Oczywiście nieszczęśliwa, bo jak by mogło być inaczej? Może być gorzej? A może! Uczucie Evie i Sebastiana było bowiem… głównym wątkiem! Akcja kręci się tylko wokół tego tematu. Miałam wręcz wrażenie, że wątek fantastyczny był wprowadzony tylko i wyłącznie po to, aby umożliwić bohaterom zapoznać się i z miejsca obdarzyć głębokim i niewygasającym uczuciem.

Lady Agnes była w porządku. Tylko ona trzymała tutaj moje nerwy na wodzy i głosy w mojej głowie, które chórem wręcz krzyczały, abym wyrzuciła książkę przez okno. Fragmenty z pamiętnika do mnie przemawiały. Chociaż nie  do końca zdobyły moje uznanie, można powiedzieć, że to one były napisane na troszeczkę większym poziomie.

Tak więc jeśli macie chęć się odmużdżyć i popaść w otępienie, to proszę bardzo. Czym prędzej łapcie za tę książkę. Po lekturze popadniecie w chwilowy amok. Nie będziecie wiedzieli co robić, śmiać się czy płakać. Przeczytanie tej powieści jest jak rozlanie soku pomidorowego na dywan. Nie ważne jak mocno będzie się trzeć – plama i tak zostanie.

Ocena: 2/10
(Tylko  i wyłącznie dlatego, że Lady Agnes wraz z pamiętnikiem była „spoko”).  

Również może Ci się spodobać

10 nie zagryzła klawiatura

  1. Nie znam tej książki ani autorki. Będę miała na uwadze Twoją opinię. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie brzmi zbyt zachęcająco, powiedziałabym nawet, że nieco nudnawo i nieciekawie. Myślę, że ominę książki Gilliana Shieldsa szerokim łukiem... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mimo, że kiedyś lubiłam książki tego typu, to teraz ich poziom jest tak tragiczny, że szkoda w ogóle zwracać na nie uwagi. w kółko jedno i to samo, dlatego podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zostawiłaś suchej nitki na tej biednej powieści. :) Podejrzewam, że i tak bym jej nie wybrała, bo okładka w ogóle nie rzuca się w oczy, a opis nie zachęca.
    BTW, jak można porównać WICHROWE WZGÓRZA do jakiegoś nędznego paranormal romance?! Trzeba wstydu nie mieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ocena nie zachęca do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Od początku mało mnie zachęcała ta pozycja, ale miałam wyrzuty sumienia, że oceniałam ją po okładce. Dlatego dzięki CI, że mnie od nich uwolniłaś i przestrzegłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Twierdzenie, że książka ma w sobie jednocześnie coś ze Zmierzchu i Wichrowych Wzgórz to moim zdaniem nieporozumienie. Zgadzam się co do okładki - jest raczej nijaka. Będę omijać tę książkę szerokim łukiem!

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Porównanie z tyłu zdecydowanie by mnie nie pociągało... I widzę że jak najbardziej słusznie

    OdpowiedzUsuń
  9. No cóż... proszę bardzo ;-)

    BlackFairy, ta powieść nie była warta nawet kawałka makaronu :-P

    Gosiarellu, służę recenzją ;-)
    Dusiu jak widać Twój instynkt działa bezbłędnie ;-P

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się w stu procentach! A okładka jest nijaka. Ta twarz dziewczyny jest jakaś rozmazana i mam wrażenie jakby była ucięta gilotyną. Nic dodać nic ująć.

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl