Recenzja : Trylogia "Igrzysk śmierci" Suzanne Collins

21:37

Kiedy dwa lata temu straszliwie nudziłam się w ferie, które spędzałam u dziadków, poszłam do… biblioteki. Po dokonaniu wszelkich formalności przeszłam całe miejsce wzdłuż i wszerz. Bibliotekarka dziwnie się na mnie patrzyła, bo prawnie przy każdej półce brałam po książce. W końcu w momencie, gdy miałam wziąć te cudeńka ze sobą, starsza pani spojrzała się na mnie jak na psychopatkę, która wyjmie nóż z kieszeni, kiedy ta będzie nie miła.  Ładnie się uśmiechnęłam, chociaż teraz nie mogę być tego taka pewna, bo pamiętam, że siedziałam w bibliotece tak długo, że w końcu przywitała się ze mną wielka potrzeba zawitania tam, gdzie król piechotą chodzi. Pani chyba nie odebrała zbyt dobrze mojego grymasu, bo tylko powiedziała; „Limit to cztery książki”. Spojrzałam na nią, później na kupkę. Jeszcze raz na nią i na książki. Stosik składał się co najmniej z dziesięciu! Cóż jak mus to mus… pomału zaczęłam odkładać co poniektóre. Nagle wzięłam do ręki powieść, gdzie na okładce widniał złoty ptak ze strzałą na czarnym tle. Nie wiedziałam co to jest i właściwie już miałam odłożyć na miejsce, gdy usłyszałam dziwny świst. Dziewczyna za mną prawie się zakrztusiła z wrażenia, a co dziwne patrzyła na moją rękę, lub raczej na to, co w niej trzymałam. Bez wahania i z pełną premedytacją poprosiłam bibliotekarkę, żeby mi ją wypożyczyła. Tak zaczęła się moja przygoda z „Igrzyskami śmierci”.


Jak widać troszeczkę się rozpisałam, ale chciałam aby wszyscy zrozumieli jak bardzo ta książka jest dla mnie ważna. Od samego początku. Mało jest takich pozycji, które musisz zabrać ze sobą do łazienki, bo najprostsze czynności sprawiają ci w wykonaniu ból, gdy musisz na moment odłożyć powieść. Mało jest takich książek, gdzie już je skończywszy, nie możesz spać po nocach i przewracasz się z boku na bok, wymyślając alternatywne zakończenia. Miałam to szczęście, że na taką trafiłam. Czytałam ją ze świadomością, że taka sytuacja może nigdy się  już nie powtórzyć. Po pierwszej części przeczytałam kolejne i wiedziałam, że się myliłam.

Zanim zrecenzuję wam książkę, chciałabym zaznaczyć coś bardzo ważnego. To nie jest książka dla dzieci, chociaż na początku, mogłoby się tak zdawać. Przede wszystkim powieść została napisana dla młodych, dojrzałych ludzi, którzy rozumieją co to okrucieństwo. Spotkali się z nim lub jego przejawami i wiedzą ile bólu można przez nie doświadczyć. Jednocześnie chcą z nim walczyć i posiadają determinację, aby mu się przeciwstawić. Widzicie, „Igrzyska śmierci” pojęłam jako bardzo dobrze rozbudowaną metaforę, która przedstawia nam życie w niedalekiej przyszłości, ale czy na pewno? Autorka skądś musiała wziąć przykład, aby stworzyć fabułę. Czy niektóre wątki nie wydawały się za bardzo znajome?

Suzanne Collins swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci.  Zanim napisała „Igrzyska śmierci”, stworzyła kilka bajek i opowiadań. Zasłynęła także z pięcioczęściowego cyklu kronik o Gregorze, chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary.

Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę?

Kapitol powstał na ruinach dawnej Ameryki Północnej. Wokół niego istnieje dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania daniny. Raz w roku, każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym, a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach. Turnieju na śmierć i życie, transmitowanym przez telewizję.
Bohaterką jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą, którą kocha nad życie. Dziewczyna po śmierci ojca jest głową rodziny.  Pierwsza część to opis świata i rozgrywek, a zarazem wprowadzenie do wiele większej bitwy. Wraz z głównym wątkiem, autorka wprowadza do akcji w pewien sposób zakazaną miłość, która tylko podsyca atmosferę. Zakończenie każdej z książek jest zaskakujące i przygnębiające.  Nawet, gdyby od tego zależało moje życie, nie potrafiłabym powiedzieć, która z części podoba mi się bardziej, ponieważ każda jest oryginalna. Odmienna. Na swój sposób wyjątkowa. Bezapelacyjnie moje serce biło szybciej, gdy opisywane były igrzyska, ale trzecia cześć, tak mocno mną wstrząsnęła, że przez tydzień nie potrafiłam zabrać się za żadną inną książkę. Cały czas miałam w głowie akcje i dialogi „Kosogłosa”. Nawet teraz, stojąc na mojej półce, książki wołają mnie. Proszą się, żeby przeczytać je jeszcze raz…

Troszeczkę pominęłam drogą część – „W pierścieniu ognia”, chociaż wcale nie była gorsza. Po prostu tutaj troszeczkę irytowały mnie więzi, które łączyły Katniss wraz z bohaterami. Żadnym spoilerem nie będzie jeśli zapowiem, że z tomu na tom coraz bardziej będzie się rozwijał trójkąt Peeta – Katniss – Gale.  Chociaż narracja jest pierwszo osobowa, a każdy szczegół poznajemy dzięki Katniss, autorka ubogo przedstawiła uczucia dziewczyny do chłopców. Wyciągnęłam wniosek, że może dziewczyna sama nie była ich pewna, ale pewne sytuacje bardzo mnie… denerwowały. Stawiały Katniss w innym świetle. Z drugiej strony to dobrze.  Trudno by było urzeczywistnić sobie bohaterkę, która jest idealna.  

 I niech los zawsze wam sprzyja !

Dochodzimy do igrzysk. Upiornej wisienki na torcie.  Ten wątek był moim zdaniem najlepszy. Uwielbiałam czytać jak Katniss strzela z łuku, biega, ucieka, walczy o swoje życie… i nie tylko.  Jednocześnie to one w pewien sposób były najbardziej okropną częścią. Autorka nie litowała się nad czytelnikiem. Opisywała sceny polowań i śmierci, tak aby stawały się one szokujące, a jednocześnie nie były przerysowane. Odstraszające. W trzeciej części bohaterka nie wraca na arenę, ale czytając książkę doświadczyłam uczucia, jakby cały czas się na niej znajdowała.

Nie mam własnego, ulubionego bohatera. Przywiązałam się do Rue. Nie najlepiej się to skończyło. Peeta był słodki, ale to Gale bardziej poruszył moim sercem. Czytając wątki z Prim, czułam się tak jakby dziewczyna była moją młodszą siostrą. Pokochałam ją siostrzaną miłością, która niestety została podeptana. Tak czy inaczej, każdy bohater wprowadza coś od siebie. Daje nam to i nie oczekuje niczego w zamian. Pani Collins świetnie rozrysowała postacie. Wydawały mi się prawdziwe. Przywiązywałam się do nich. Kibicowałam im  i obserwowałam jak się zmieniają. Na lepsze lub gorsze.

 Trylogia „Igrzysk śmierci” to wspaniały opis historii walki o własne życie. Walki o życie ludzi, na których nam zależy. Katniss mogłaby być każdym z nas. Dziewczyna staje się symbolem na lepsze jutro nie tylko w książce, ale także w naszym życiu. Dzięki niej, autorka przekazuje nam, że istnieją ludzie, którzy potrafią walczyć. Pokazywać, że wszystko jest możliwe. To jedna z moich ulubionych historii. Powroty do niej są prawdziwą przyjemnością.  „Igrzyska śmierci” to lektura obowiązkowa dla każdego szanującego się wielbiciela książek.

Ocena: 10/10

Ciekawostki:



Na marzec przyszłego roku planuje się premierę filmu pierwszej części "Igrzysk śmierci". Mam nadzieję, że mi tego nie skiełbaszą, bo pozabijam! :-)












Również może Ci się spodobać

11 nie zagryzła klawiatura

  1. Brzmi naprawdę intrygująco. Uważam, że biblioteki to jedne z najniezwyklejszych miejsc na Ziemi właśnie dzięki możliwości natrafienia na cuda, które w księgarni byśmy ominęły. Okropnie mnie ta recenzja zaciekawiła, może i w mojej bibliotece jest złoty ptak ze strzałą?

    OdpowiedzUsuń
  2. Seria bardzo mi się podobała i zapadła w pamięć jak mało która. Do tej pory "Igrzyska śmierci" górują na mojej liście ulubionych książek ;). W marcu wybieram się oczywiście na ekranizację pierwszej części :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta seria jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych :) Nie czytałam jeszcze "Kosogłosa", ale mam zamiar zrobić to w najbliższym czasie. Co do "Trylogii czasu" to ja niemieckiego nie znam w ogóle, ponieważ nigdy się go nie uczyłam. mam francuski od gimnazjum. Niestety nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na polskie tłumaczenie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Sera wciąż przede mną, ale może w końcu uda mi się ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem poznania tej trylogii. Szalenie mnie ona intryguje i mam nadzieję, że uda mi się wreszcie ją osobiście poznać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przymierzam się do Igrzysk od jakiegoś czasu, słyszałam dużo pozytywnych opinii :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Od dawna przymierzam sie właśnie do przeczytania Igrzysk Śmierci, dzieki Tobie wydaje się mi że to zostało bardzo przyśpieszone:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, czytalam ksiazke. Uwielbiam ja, i czekam na 3 czesc. Ksiazka jest wrecz boska. Katniss jest dla mnie kims wiecej niz bohaterka z ksiazki, jest inspiracja na zycie. Od zawsze widzialam w inspiracjach moich Effy Stonem, nastolatke z serialu skins. A szczerze mowiac effy pasuje idealnie na Katniss, jest jej odwzwierciedleniem. Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  9. Aleksandro, Cieszę się, że Tobie także podobają się Igrzyska. Nie wiem o jakie czekanie Ci chodzi, ale trzecia część już wyszła :-)
    Zapraszam częściej na bloga ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po wielu pozytywnych opiniach mam zamiar zakupić "Igrzyska śmierci". Chcę to zrobić jeszcze przed premierą ekranizacji bo jeśli książka mi się także spodoba chętnie wybiorę się do kina. Już nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że się nie zawiodę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie skończyłam ostatnią część trylogii... Co ja teraz przeczytam? Obawiam się, że długo będę szukać czegoś "właściwego". Obowiązkowo wybieram się do kina. Trylogia to mistrzostwo!!! Polecam

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl