Gdy gentelmen daleko, dama wywija... parasolką

21:12


Recenzja: Bezduszna Gail Carriger

„Protektorat parasola, czyli poradnik jak efektywnie zdzielić kogoś parasolką”

Moje przygody z „Bezduszną” były rozmaite. Można by porównać je do gry w chowanego. Raz powieść chowała się przede mną, a gdy była gotowa na przyjście, na miejscu nie było mnie. Na szczęście w końcu udało mi się skrócić męki czekania, jednakowoż stwierdziłam, że przyjemność czytania była dzięki temu jeszcze większa.



Anglia, XIX wiek. Czasy, gdy umysł człowieka z pełną parą zaczyna pojmować świat i szukać odpowiedzi na pytania, które krążą wokół ludzi od lat. Jako tło, przedstawiając zbiorowość ludzi, którzy na pierwszym miejscu wierzą swojemu umysłowi, pani Gail Carriger zaczyna opowiadać swoją historię. Wplata nam między niebo, a ziemię, przedstawione na obrazie, w domkach i na podwórca wilkołaki, wampiry i… bezduszną. Krwiopijcy i istoty wyjące do księżyca nie są tutaj pierwszyzną ani nowością. Ludzie ze spokojem mijają ich na ulicach. W niektórych kręgach bycie posiłkiem dla jednego czy możliwością przemiany w drugiego to niezwykła szansa na życie w lepszych warunkach i obracanie się w bardziej wykwintnych kręgach. Niestety nawet tutaj nie wszyscy są świadomi istnienia bezdusznych, a raczej jednej bezdusznej. Osoby, która tylko jednym dotykiem potrafi odebrać wampirowi kły, a wilkołakowi pomóc przetrwać pełnię bez zmiany postaci…

W powieści bezduszna była to nieśmiała i cnotliwa panna, która … A! A! Chcielibyście, czyż nie? W takim razie nie wiedzielibyście co tracicie! Alexię Tarabotti nie można było nazwać nieśmiałą, czy cnotliwą. Prędzej pomylilibyście krowę z koniem. Stara panna,  z której zdaniem nie liczyła się własna rodzina, bardzo często miała pod górkę. Na szczęście wiedziała jak radzić sobie z istotami rodem z koszmarów, używając do tego jedynie… parasolki. Lub kilku parasolek właściwie. Jak mogłaby się pokazywać w towarzystwie zawsze z jedną parasolką? Do każdej sukienki? Przecież to nie przystoi damie…
Oczekiwałam lekkiej lekturki, która na moment oderwie mnie od życia codziennego rozbawiając i nakłaniając do myślenia, przy demaskowaniu wroga jednocześnie. Początki były trudne,  bo chociaż okazało się, że motywy występujące w książce już nie raz spotykałam, tutaj widziałam wszystko w innym świetle. Akcja nie chwytała za serce swoją dynamicznością, a raczej złożonością. Cięty dowcip, lekka ironia, tych dwóch rzeczy na pewno nie zabrakło w starannie przemyślanych dialogach, które nigdy nie dały mi zapomnieć o tym, że wydarzenia dzieją się na przestrzeni XIX wieku.

Główna bohaterka wydawała mi się troszeczkę przerysowana, jednak gdy nie można było jej nie polubić od samego początku. Panna Tarabotti przekonała mnie do siebie swoją niezależnością, poczuciem humoru, sprytem oraz inteligencją. Autorka sprytnie umieściła ją w środowisku, które chociaż w tamtych czasach przyjmowane za normę, odbiegało od zachowania głównej bohaterki. Chociaż można by był się kłócić, że to właśnie Alexia, nie pasowała do towarzystwa…

Zwyczaje wilkołaków nie zmieniły się za bardzo, tak samo jak i oni, bywając staromodni. W pierwszym tomie nie było nam dane poznać ich zbyt wielu, ale jeden na dłużej przytrzymał przy sobie moją uwagę. Lord Maccon. Bezsprzecznie można powiedzieć, że była to główna postać męska. Perypetie wilkołaka i bezdusznej były po prostu urzekające. Chociaż w pierwszym tomie akcja wlokła się niemiłosiernie i zaczęła przyspieszać dopiero pod koniec, nie mogę uznać, że się nudziłam. Nie pozwalał na to Lord Akeldama. Wampir o prawie tak samo dziwnych upodobaniach jak panna Tarabotti, razem stanowili niezły duet. Zaprzyjaźnieni, razem nadawali coraz to bardziej urzekających kolorów, tworzących obraz książki w mojej głowie.

Skończywszy czytać, nie mogłam nie pozwolić sobie na lekką przyganę. Strasznie żałowałam, że nie przeczytałam książki wcześniej. Długo na nią czekałam, później trochę sobie poleżała i w końcu, gdy znalazłam dla niej odpowiednią ilość czasu, zachwyciłam się. Nie powiem, że od pierwszej strony. Moje oczarowanie wzrastało proporcjonalnie względem przekładanych kartek. Teraz pozostaję pod niegasnącym urokiem powieści, czytając kolejną część.  Prawie skakałam do sufitu, gdy wyczytałam w Internecie, że pisarka planuje siedmiotomowy cykl. Teraz pozostaje mi czytać i czekać. Uwierzcie, panna Alexia Tarabotti jest godna i jednego i drugiego J

Ocena: 8/10 

Również może Ci się spodobać

17 nie zagryzła klawiatura

  1. Ciekawa recenzja. :) Chcę przeczytać tę książkę, ale jeszcze nie wiem kiedy to zrobię ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały cykl mam w najbliższych planach:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie muszę przeczytać tą serię. Jest na liście.

    OdpowiedzUsuń
  4. Również mam ten cykl w planach - zapowiada się świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem właśnie w trakcie czytania Bezdusznej i większość recenzji pominęłam, żeby nie dowiedzieć się za dużo ;) Mam nadzieję, że wybaczysz :)

    PS Uwielbiam pannę Tarabotti :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się Cassiel :-)

    To przyspieszajcie te plany dziewczyny! Książka naprawdę świetna ;-)

    Oczywiście, że wybaczę PI :-) Tylko, że szczerze mówiąc dobra recenzja to taka, z której nie dowiadujesz się nic na temat przebiegu fabuły, ale ją przeczytawszy, wiesz już czy książka jest zaje*ista, czy nie :-P

    Cóż to mój blog, więc sobie pozwoliłam! ( z cenzurą ) Ale! Ale! nie przeklinać bo będę usuwać! :-P

    Całusy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Obawiałam się tej książki bo XIX wiek nie jest moim ulubionym literackim czasem, na szczęście spotkała mnie niespodzianka - uwielbiam Alexię i uwielbiam tego kudłatego jegomościa ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Akcja osadzona w XIX wieku+ciekawa recenzja= muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  9. od pewnego czasu mam w planach, ale kto wie jak wyjdzie z czytaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam i mnie również baaardzo się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wszystkie trzy części już czekają na półce i mimo miłej zachęty z twojej strony, chyba jeszcze poczekają na swoją kolej :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze powtarzam, że uwielbiam wilkołaki i wampiry i zdecydowałam się przeczytać wszystkie książki z tymi rasami, jakie uda mi się znaleźć :) Także i tą muszę dorwać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten tom bardzo mi się podobał, ale drugiej części jeszcze nie dorwałam... Po prostu umieram z niecierpliwości, żeby się w niego wgryźć

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety jakoś specjalnie mnie do tej serii nie ciągnie choć nie wiem czemu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Anglia i do tego tak dobra recenzja. Muszę tę książkę przeczytać tylko nie wiem kiedy będzie u mnie w bibliotece. Chyba niestety będę musiała sobie trochę poczekać. :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja zażyczyłam sobie wszystkie trzy części pod choinkę i już jest po ich lekturze! :) Oczywiście nie żałuję!! Seria świetna, już nie mogę doczekać się kolejnych tomów i przygód panny Tarabotti! :) Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie przeczytali!

    Pozdrawiam,
    Patrycja (Ruczek)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tę ksiązkę czytam teraz i mogę powiedzieć, że spełnia moje oczekiwania :)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl