Zawsze zmienny, tak jak jego imię...

23:37


Recenzja: Imię wiatru Patrick Rothfuss

„Kiedy Legenda opowiada własną historię”

„Imię wiatru” to pierwsza część „Kronik Królobójcy”. Książka wyszła dawno, bo cztery lata temu, ale ja miałam przyjemność ją przeczytać dopiero teraz i bardzo się z tego powodu cieszę. Widzicie, wszystko zaczynało się bardzo niewinnie. Na początku byłam pewna, że będzie to jedna z tych książek, które szybko się czyta i równie szybko zapomina. Był to wielki błąd. Okazało się, iż początek był tylko dobrym wabikiem. Im bardziej zagłębiałam się w historię Kvoth’a, tym szczelniej zaciskała się pułapka. W końcu  nie liczyło się nic oprócz tej powieści.



Patrick Rotfuss urodził się w Madison, od dziecka był nałogowym czytelnikiem książek, jak sam twierdzi głównie ze względu na brak kablówki i paskudną pogodę. Do dziś pisuje we własnej kolumnie akademickiej pod intrygującą nazwą „Przewodnik przetrwania na colleg’u”. Zakończył studia po dziewięciu latach jako magister literatury angielskiej, a w 2002 roku rozpoczął pracę jako wykładowca akademicki.

Głównym bohaterem jest Kvothe, który w zaciszu gospody snuje swoją historię. Dla wszystkich, którzy choć raz o nim usłyszeli, mężczyzna jest legendą. Śpiewa się pieśni o jego bohaterskich czynach i plotkuje o potknięciach. Jedne wydarzenia są wysnute rodem z nieistniejących mitów, inne to czysta prawda. Kronikarz, który długo wędrował, aby wysłuchać historii Kvoth’a, ma tylko jeden cel – opisać prawdę. Oddzielając  fakty od kłamstw oraz czyszcząc historię od wszelkich zabarwień poznajemy ponurą prawdę o młodości bohatera. Wszystkie tragedie i radości. Każdy uśmiech losu. To wszystko poznajemy śledząc losy człowieka, o którym później i tak stwierdzimy, że niewiele wiemy.

Pierwszy tom jest jedynie przedsmakiem. To tak jakby nasz długoletni kolega próbował przekazać nam, że jeśli tylko wyciągniemy rękę, dosięgniemy upragnionej słodyczy. Robimy to w nadziei, że uda nam się zasmakować niebiańskiej rozkoszy. Niestety jedyne na co natrafiamy to powietrze. Próbujemy jeszcze raz i jeszcze, a każda próba zbliża nas do punktu kulminacyjnego, albo nam się tak wydaje. Zanim jednak do niego dotrzemy, po drodze możemy znaleźć na trawie wiele umyślnie zgubionych cukierków…

Czytałam książkę i w pewnym momencie odłożyłam ją zawstydzona. Wszystkie lektury, które czytałam ostatnio wydawały mi się nieodpowiednie. Nie do końca dobre. Wszystkie oceny nie do końca uczciwie przyznane. Pamiętałam, że czułam przyjemność czytania tych książek, że wędrowanie przez opisane w nich przygody, sprawiało mi przyjemność. Uczucie, które mną targało podczas czytania „Imienia wiatru” było inne. Takowe bardzo rzadko do mnie przychodzi i dlatego potrafię  je już rozróżniać. Książka mnie nie oczarowała. Nie zakochałam się w niej. Ona stopniowo mną zawładnęła. Byłam niczym więcej, tylko porcelanową kukiełką w ręku aktora. Nie znałam sztuki, która się rozgrywała i poznawałam kolejne akty, poprzez branie udziału w niej.


Główny bohater budził moje zainteresowanie od samego początku. Wydawał mi się inny. Na miejscu, ale jednocześnie pasujący gdzie indziej. Kvothe opisując swoje dzieciństwo, walkę o przetrwanie i tragedię, która odcisnęła na nim piętno na całe życie, stawał się dla mnie przyjacielem . Jak czasami lubię myśleć „Przyjaciel to osoba rozumie nas nawet wtedy, kiedy nie rozumie”. Tak więc nie miałam bladego pojęcia gdzie zaprowadzi mnie ta historia. Nigdy nie byłam pewna, co wydarzy się na kolejnej stronie. Ale Ufałam. Dawałam się prowadzić za rękę, wiedząc że chociaż w ten sposób posmakuję świetnej przygody. Poznam człowieka legendę i jego historię, która zabarwiona w najróżniejsze emocje przez cały czas wydawała mi się całkiem… żywa.

Przeczytawszy do końca cały tom, dałam sobie chwilę na przemyślenie wszystkiego. Zdałam sobie sprawę, że chociaż bohater był z Kronikarzem cały czas szczery i opisywał swoją historię najlepiej jak umiał, to nawet skończywszy lekturę, nie potrafiłam sobie odpowiedzieć na tak banalne pytanie jak : ”Dlaczego trylogia nazywa się Kronikami Królobójcy”? Świadczy to o wyśmienitym kunszcie pisarskim autora. Pan Rothfuss napisał dla nas nie wypowiedzialnie dobrą książkę, która potrafiła zachwycić, omamić, a pod koniec pokazać figę z makiem, uśmiechając się łobuzersko i każąc czekać na swoją długo oczekiwaną przyjaciółkę, której imię brzmi „Strach Mędrca”. Teraz nie mogę się doczekać, aż sięgnę po następny tom, który leży sobie grzecznie u mnie na półeczce, a jednocześnie się tego boję. Co zrobię jeśli autor na ostatnią część trylogii każe mi czekać następne cztery lata? Będę wiernie czekała i się nie załamię! Uwierzcie, warto!

Ocena: 10/10

Książkę przeczytałam dzięki Domu Wydawniczemu Rebis, za co serdecznie dziękuję !




Ciekawostki:

http://www.imiewiatru.pl/fragment.html - trzy rozdziały z „Imienia wiatru”, czyli naparstek dla zapoznania się ze smakiem J


Również może Ci się spodobać

9 nie zagryzła klawiatura

  1. Naprawdę niezwykle zachęcająca i ciekawa recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O wow. Wcześniej o książce nie słyszałam, nie widziałam - nic. A ty mi tutaj z taką ocena wyskakujesz :O Muszę przeczytać!
    A ta btw. - podoba mi się zmiana wyglądu,szablon jest piękny. :-)
    Buziak ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Cass :-* Zanim znalazłam coś odpowiedniego, prześwietliłam z tysiąc szablonów i sądzę, że ten na razie zostanie :-)

    A książkę polecam. Baardzo polecam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba wiem, komu mogłabym podarować tę książkę:)). Recenzja kusząca i to bardzo. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na niektóre książki warto czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ale na pewno jej nie przepuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo wysoko ją oceniasz, a wrażenia niesamowite, wiec przeczytam ją z pewnością i nadzieją, że moje serce także podbije.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj muszę przeczytać, muszę!

    Również czuję się zaskoczona pokrewieństwem naszych gustów estetycznych :P Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy współdzieliły image, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczywiście, że nie słońce! My tu wyznaczamy teraz trendy :-)

    A książka naprawdę świetna i polecam :*

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl