"Nie da się zatrzymać czasu, lecz dla miłości czas może stanąć w miejscu"

13:00


Recenzja: Zieleń Szmaragdu Kerstin Gier

Siedziałam sobie spokojnie przy biurku i rozmyślałam. Tak wiecie – o życiu. To spojrzałam na niepościelone łóżko, to też znowu mój wzrok powędrował, gdzieś hen daleko, zagłębiając się w krajobraz za oknem. Wszędzie byle tylko nie zahaczyć o potężny stos szkolnych książek, które leżąc tak i nic nie robiąc, dosłownie krzyczały w mojej głowie, żeby je otworzyć i czytać, uczyć się, zapamiętywać… Czasem z tęsknotą błądziłam po stosiku pełnym niezmierzonych światów. Powieści opowiadających historie, które tak bardzo chciałam poznać… Przede mną, równo na biurku leżała jeszcze jedna książka. Przyciągała mnie jak syreni śpiew żeglarzy na morzu. Prosiła, błagała, perswazyjnie przekonywała… Tylko jedna strona… Tylko jeden rozdział. Pomyślałam – nie dam się, ale tylko dotknę, albo spojrzę, ten jeden, jedyny raz… Przeczytałam pierwsze zdanie i przepadłam. Zrozumiałam także żałosne położenie Golluma. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę się z niego śmiała.


Kerstin Gier znana jest z tego, że jako jedyna autorka niemiecka utrzymuje na listach bestsellerów wszystkie swoje książki. W Polsce wydawnictwo Sonia Draga wydało jej powieść „Z deszczu pod rynnę”. Trylogia czasu pobiła wszelkie dotychczasowe wyniki sprzedaży i sprawiła, że Gier z dnia na dzień stała się jednym z najlepiej sprzedających się autorów niemieckich.

„- Panno Gwendolyn, dlaczego zdjęła Pani chustę? To wbrew przepisom. - Myślałam, że to szczur – Powiedziałam rzucając Gideonowi ponure spojrzenie – I wcale się tak nie pomyliłam.”

Jak myślicie, co robi dziewczyna ze złamanym sercem? Może udaje, że jest chora, a tak naprawdę pod nieobecność rodzinki knuje plan zemsty, w który skład wchodzą tortury, trucizny oraz postawienie zakłamanego obiektu „X”przed Sądem Dziewcząt Całego Świata? Niestety rzeczywistość jest trochę mniej kolorowa. Jak wiadomo, żeby się podnieść trzeba upaść, a nasza dziewczyna z sercem z Marcepanu ostatnio przez wszelkie upadki całkiem dotkliwie posiniaczyła sobie tyłek. Jak wiadomo, każda szanująca się nastolatka musi przejść przez rytuał Zapomnienia – masę lodów wymieszanych z tworzeniem fontanny łez i obarczanie nic nie rozumiejących rodziców rachunkami za telefon. Cóż… Gwen nie jest zwykłą dziewczyną. Jest podróżniczką w czasie, która ma przed sobą ważne zadanie! Tak ważne, że … prawie w ogóle nie wie, o co w nim chodzi.

Teraz będzie zmuszona pozlepiać swoje złamane serce, stanąć oko w oko z przeciwnikiem, odkryć wszystkie sekrety, nawet te, o których nie ma zielonego pojęcia oraz nie dać się zabić… Czy da radę? A co to w ogóle za pytanie? Z resztą… myślicie, że bym Wam powiedziała? :P
Na wstępie muszę zaznaczyć, że uwielbiam tę książkę i kocham całą serię. Przez ostatnie kilka miesięcy „Zieleń szmaragdu” wręcz śniła mi się po nocach. Potrafiłam słuchać piosenek, ponieważ ich tytuły występowały w książce i godzinami wlepiać wzrok w monitor, gdzie wyświetlało się zdjęcie okładki trzeciego tomu „Trylogii czasu”. Oczekiwałam wiele, ale tyle co w przypadku innych książek, to przy tej konkretnej powieści całkowicie wiedziałam, że ostatni tom serii pióra pani Gier podbije moje serce. To po prostu nie mogło się nie udać!

„Właściwie to dziwne, że złamane serce może jeszcze bić.”

Gwen i Gideon jak zwykle byli sobą. Nie tyle oni, co ich relacja gwałtownie się zmieniła. Osobom, które cały czas wyczekują finału znajomości dwójki głównych bohaterów powiem tylko, że niezależnie jak sami obstawiacie – nie zawiedziecie się! Moim zdaniem było w tym tomie stanowczo za mało Raphaela i Leslie, ale to mówię bardzo cichutko i właściwie jest wielka szansa, że mój szept właściwie nie trafi do Waszych uszu. Tym bardziej, że reszta pozostała tak jak była i tak! Macie rację! Mowa oczywiście o Charloccie, dziewczynie, którą szczerze znienawidziłam w pierwszej części. Być może się powtórzę, ale fakt, że nie darzę miłością jednego z bohaterów wcale nie jest minusem! Wręcz przeciwnie – to ogromny plus! Jestem zdania, że bohaterzy książek powinni wywoływać w czytelniku swoim zachowaniem czy postawą gwałtowne emocje. Szczęście, gniew, szacunek czy zazdrość… Właśnie w takich momentach wiem, że epitet „barwna postać” to tylko eufemizm, a ja potrafiłabym pokochać książkę tylko dlatego, że znienawidziłam dobrego, przystojnego księcia na białym koniu i zakochałam się w jego złym bracie bliźniaku… prr! Czy to nie powinno być odwrotnie? U mnie? Raczej wątpię :D

Akcja cały czas biegnie szalenie i sądzę, że w pewnym momencie nawet zgubiła z tego wszystkiego buty! Jedno wydarzenie dogania drugie, a trzecie już wszystkich wyprzedza! Momentami nie potrafiłam dokładnie się połapać w tym wszystkim, ale nie działo się tak często. Autorka po prostu nie nudzi potencjalnego czytelnika opisami, ale także nie przesadza ze zbyt licznymi dialogami. Poziom dynamiczności potrafił z powodzeniem się wyrównać, a chwile, gdy pisarka dawała chwilę bohaterom, aby sobie troszkę odsapnęli, witałam z uśmiechem na twarzy, a nie ze znudzeniem.

Jedną z największych zalet był kunszt pisarski pani Gier. To jeden z ważniejszych elementów, który sprawił, że książka jest – nie owijając w bawełnę – zwyczajnie boska! Pisarka ma lekki  i przystępny styl. Przekaz, który potrafi oddać zawsze jest czytelny, a ja ani razu nie miałam wrażenia, że nie rozumiem zachowania bohaterów, czy też sposobu w jaki się wyrażali. Drugą z zalet jest nadzwyczaj dobrze rozwinięta fabuła. Bogata w szczegóły, cały czas się rozwijająca.  Mamy też tutaj przepis na dobrze zarysowany główny wątek.

Po raz kolejny doświadczyłam dziwnego wrażenia, że żaden z wątków pobocznych nie wybija się przed ten główny, a w pewien sposób one wszystkie ze sobą współgrają. Przeplatają się, a wynik tego wszystkiego jest niesamowity! Podczas lektury ani razu nie czułam się zawiedziona, że akurat w tym momencie dana sytuacja została przerwana, a na swoje pytania nie uzyskałam odpowiedzi. Po prostu wiedziałam, że to nastąpi. Kiedyś.

Końcówka książki wprowadziła mnie w prawdziwe oszołomienie. Praktycznie do tamtego momentu nie zastanawiałam się nawet nad tym, czy pisarka zastosuje takowy wybieg. Prawie wszystkie tajemnice zostały wyjaśnione, a zagadki odkryte. Brakowało tylko finału, w którym… wszystko od nowa się pomieszało, a na mój język wstąpiło kilka nowych pytań. Ostatnie trzy rozdziały dają mi praktycznie nadzieję, że pani Gier jeszcze kiedyś wróci do tej serii.

„ – Gotowa?  -Wyszeptał.  - Gotowa, jeśli i ty jesteś gotów. – Odpowiedziała.”*

Chociaż „Trylogia Czasu” nie jest antyutopią, to gdyby ktoś się mnie zapytał jaka seria dała radę zawładnąć moim sercem po emocjach, które przyszły wraz z „Igrzyskami śmierci”, gdzie tą trylogię przeczytawszy, nie potrafię się z nią pożegnać już od paru lat, powiedziałabym że to właśnie ten cykl To. Jest. Właśnie. To. Zadziwiające, ponieważ czytałam tyle wspaniałych książek, o których potrafię mówić bez końca. Takie „Imię wiatru” na przykład, albo „Kate Daniels”, a to tylko dwie serie … Prawdą jest, że chociaż „Zieleń szmaragdu” to wspaniała książka, jest ona także typową młodzieżówką, a takowe powieści już od pewnego czasu mają u mnie pod górkę. Więc dlaczego? Dlaczego tak bardzo pokochałam świat wymyślony przez niemiecką pisarkę, Kerstin Gier? Nie mam pojęcia. Wiem jedno. Te książki mają coś w sobie, co sprawia, że je czytając ,uśmiecham się . Sądzę, że jest  to kolejna ponad czasowa powieść, którą da się kochać przez wieki.

Ocena: 10/10

Autor: Kerstin Gier
Tytuł: Zieleń szmaragdu
Wydawnictwo: Egmont
premiera: luty 2012
Okładka: miękka ze skrzydełkami





Wcześniejsze recenzje:
3) "Zieleń szmaragdu" <-------- !!

·         *Cytaty pochodzą z pierwszego wydania książki
***„Nie da się zatrzymać czasu, lecz dla miłości czas może stanąć w miejscu” ( Pearl S. Buck)

Ehhh.... Ten komiks całkowicie przedstawia moje samopoczucie ;/

Również może Ci się spodobać

12 nie zagryzła klawiatura

  1. Muszę dopaść wcześniejsze części i jeżeli przypadną mi do gustu, sięgnę po tę prezentowaną przez Ciebie:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę trylogię, mam ją już całą za sobą, ale niedługo będę ją czytać jeszcze raz xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że Kerstin Gier napisze więcej świetnych książek. :) "Zieleń szmaragdu" to jedna z najlepszych książek wydanych w tym roku, choć jest dopiero marzec.

    OdpowiedzUsuń
  4. nie czytałam jeszcze pierwszej części, ale seria zbiera same pozytywne opinie, więc też chętnie się z nią zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna recenzja! Czerwień Rubinu czeka na swą kolej u mnie na półce. Jak to dobrze, że się w nią zaopatrzyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Od dawna szykuje się na przeczytanie tej serii, pewnie niedługo się za nią wezmę ;)
    Pozdrawiam. ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam własnie "Błękit Szafiru", a po tak zachwalającej recenzji mam coraz większą ochotę, by dokończyć ten cykl :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę dokończyć serię, na pewno przeczytam i ten tom :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przecudny cytat w tytule postu! :) Całą serię mam w planach, poluję na nią już od jakiegoś czasu i mam nadzieję, że w końcu dorwę pierwszą część :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszy akapit jest jakby całkowicie o mnie. Gdy już zacznę czytać nic nie może mnie od tego oderwać. Po tę serię z pewnością sięgnę, kusi mnie już od pewnego czasu.
    P.s. Dodałam Twojego bloga do Polecanych :)

    OdpowiedzUsuń
  12. kocham , kocham kocham ją !!!

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl