O letniej dziewczynie, która skradła serce zimowemu chłopcu

15:50


Recenzja: Drżenie Maggie Stiefvater

Wychodząc na dwór, wdychasz chłodne powietrze. Małe płatki śniegu, o różnorakich kształtach, przylepiają Ci się do włosów. Jest Ci chłodno. Znów zapomniałaś kurtki. Jednak co z tego? Śmiejesz się, wirując w białej otchłani. Ta chwila jest magiczna. Jedna na milion. W końcu przestajesz. Śmiech zamiera Ci w gardle. Patrzysz na ogrodzenie. Za nim stoi On. W końcu na Twych ustach wykwita uśmiech. Tak długo przecież czekałaś. Jak dobrze, że w końcu pada śnieg…


Maggie Stiefvater jest autorką książek. Niektóre są o morderczych  wróżkach inne o zimowych wilkołakach.  Prowadzi dość ekscentryczne życie w szczerym polu, w stanie Wirginia z uroczym mężem, dwójką dzieci oraz małymi dwoma pieskami i jednym kotem.


„Zróbcie coś dla mnie - nigdy się nie zmieniajcie.”

Gdy jeden z kolegów Grace zostaje zagryziony przez wilki, zaczyna się w mieście wielkie polowanie na krwiożercze stwory. Sytuacji nie pomaga fakt, że to nie jest pierwsze takie wydarzenie. Przed laty wilki zaatakowały tę samą dziewczynę, która teraz tak zaciekle ich broni. Mowa oczywiście o głównej bohaterce. Jaki jest jej motyw? Czy nie powinna się bać? Przecież o mało co, nie straciła życia! Grace jednak od lat jest oczarowana jednym  z dzikich zwierząt, który zawsze przychodzi pod ogrodzenie jej domu w momencie, gdy robi się zimno.

Kto wygra tę rozgrywkę? Czy Grace uda się uratować jej jedyną, wielką miłość? A co jeśli okaże się, że to nie strzelba w rękach żądnego zemsty człowieka, jest największym problemem zakochanych?

„Ona była przeszłością, teraźniejszością, przyszłością. Chciałem jej odpowiedzieć, ale nie mogłem. Rozpadłem się na kawałki.”

Z miejsca odpowiem na zasadnicze pytanie, czyli czy „Drżenie” jest typowym romansem paranormalnym, skierowanym do młodzieży? Otóż, powiem Wam, że ładniej już nie dało się tego określić. Książka wręcz kipi od nastoletnich uczuć, perypetii miłosnych i problemów emocjonalnych. Oczywiście wszystko jest opisane lekko, zwinnie i dosyć przyzwoicie. Akurat w taki sposób, żeby po lekturę mogła sięgnąć spragniona miłości dwunastolatka. Momentami mignęła mi myśl umoralniająca, czy chociażby pouczająca sytuacja. Z większości powieści jednak nic nie udało mi się wynieść i była ona dla mnie książką, z którą miło spędziłam czas i do której nie wrócę. Jednak po kolei.

O opisanej wyżej pozycji czytałam wiele recenzji i pozytywnych opinii. Sama mam co do niej mieszane uczucia. Najpierw spotkałam się z przetartymi motywami jak nieszczęśliwa miłość, czy brak zrozumienia u rówieśników. Oprócz tego autorka nie stworzyła zbyt wielu wątków pobocznych, przez co czytając książkę wydawało mi się, że jedyną ważną rzeczą w życiu głównej bohaterki jest jej wielka miłość. Było to dosyć męczące. Uwierzcie mi – dałabym radę. Naprawdę! Gdyby tylko nie to jedno, cały czas powracające skojarzenie – do sagi Zmierzch. Nie zrozumcie mnie źle. To nie jest jakoś niewiadomo jak bardzo okropna powieść. Sama mam z nią wiele dobrych wspomnień. Niestety jest teraz tak wiele książek, które zahaczają o podobne, jeśli już nie o takie same motywy, że zaczyna się to robić… nudne. Po co czytać następną lekturę, jeśli wiem, że  jedyną wyróżniającą się rzeczą, będą  imiona, i przy masie szczęścia także zachowania, bohaterów?

„Cokolwiek to jest, poczeka do rana. A jeśli nie, to i tak nie jest tego warte.”

Atutem powieści są na pewno jej bohaterowie. Żywi i emocjonalni, wprowadzają wiele zamętu na stronice książek , tak samo jak i porządku. Czasami nawet zaczynałam bardziej interesować się żywotem kilku pobocznych postaci niż Grace i Sama, ponieważ w przeciwieństwie do głównych bohaterów, przy tych drugoplanowych nic nie było pewne. Momentami czułam się tak jakbym oglądała kiepski serial produkcji polskiej, gdzie tylko los złych charakterów nie jest przesądzony.

Tak więc, chociaż „Drżenie” jest całkiem przystępną powieścią, która zapewne trafi do serc wielu czytelników, ja niestety nie potrafię, bądź już się oduczyłam, umiejętności przemawiania w tym samym języku. Jak dla mnie jest to książka zbyt  cukierkowa, gdzie autorka, tworząc fabułę, zużyła zbyt wiele odcieni różu. Co nie oznacza, że nie zapoznam się z kontynuacją – zrobię to. Stanie się to zapewne w jakiś deszczowy wieczór, kiedy za oknem burza zacznie złowieszczo grzmieć, wprowadzając w me serce 
Niepokój

Ocena: 4/10

Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: Drżenie
Wydawnictwo: Wilga
okładka: miękka bez skrzydełek
premiera: 2011




Co czeka nas w kolejnym tomie?

Współczesna powieść o wilkołakach? Tak! A w niej nowi bohaterowie, wielka miłość, która musi pokonać wszelkie przeszkody, wielka przyjaźń i prawdziwe poświęcenie.Nadchodzi wiosna. Sam jest człowiekiem, ale tym razem to z Grace zaczyna się dziać coś dziwnego. W dodatku rodzice próbują ją rozdzielić z Samem – skupieni jak zwykle tylko na sobie, nie zwracają uwagi na to, jak bardzo ranią córkę. Isabel po śmierci brata zaprzyjaźnia się z Grace. Po długiej zimie w domu Sama pojawia się nowy wilk, Cole – niepokojący gość, który odmienia życie każdego z nich.„Nie wiedziałam, że istnieje tyle różnych sposobów na to, żeby powiedzieć żegnaj….”.

Również może Ci się spodobać

20 nie zagryzła klawiatura

  1. Jestem bardzo ciekawa tej serii. Mimo tego, że jak sądzisz ocieka lukrem, czasami potrzebne mi są takie książki ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Może nie powinnam, ale cieszę się, że jeszcze ktoś oprócz mnie uważa, że ta książka nie wywyższa się ponad inne wszechobecne romanse paranormalne. W końcu wychodzi, że nie tylko ja czepiałam się zbyt małej ilości wątków pobocznych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, po prostu nie każdemu musi się podobać ;-) Do mnie nie dotarła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Do mnie raczej też "Drżenie" nie dotarło...

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurcze. A już miałam po nią sięgać, bo od wakacji kurzy się na półce. Trochę, a właściwie bardzo mnie zmartwiłaś...

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początku pojawiało się na temat tej książki mnóstwo pozytywnych recenzji, ale ostatnio jest wiele również tych negatywnych... Ja chciałabym przeczytać tę książkę, żeby przekonać się samej jak z nią jest, ale poczekam aż będzie w bibliotece...

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam duologię o fejach tej autorki i miałam zamiar w przyszłości zabrać się też za tą serię, ale ostatnio coraz bardziej odpychają mnie paranormale, więc odpuszczę. Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w planach tę serię, przekonam się na "własnej" skórze

    OdpowiedzUsuń
  9. O, a myślałam że to jest coś lepszego - w końcu dużo się o tej serii pisało ;) No cóż, trudno
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  10. A mi się podobała i to nawet bardzo. Wydaje mi się, że trzeba z nimi trafić w odpowiedni czas :) Ja czytałam je w momencie gdy potrzebowałam właśnie takiej cukierkowatości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Twoja recenzja jest pierwszą negatywną tej książki z jaką się spotkałam. Jak na razie zaufam ci, i dam sobie z nią spokój, bo widać iż nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  12. A mi ten wszechobecny cukier nie przeszkadzał i moim zdaniem oddawał uroku całej książce. Miła odmiana od wielkich niebezpieczeństw, zagrożeń życia przez jakiegoś strasznie złego bohatera. Zmierzch tez się w sumie dużej liczbie ludzi nie podobał, a ja jestem jego oddaną fanką.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja do Zmierzchu mam pewien sentyment, bo jest jedną z serii, dzięki którym częściej zaczęłam sięgać po fantastykę, ale mi chodziło o używanie utartych motywów, które można spotkać wszędzie :)

    Bluebarry nie jestem pewna czy to dobre podejście. Najlepiej spróbuj sama kilka stron i się przekonaj, bo w gust nigdy nie trafisz ;-)

    A i to może być prawda Talu ;)

    Taki jest świat, Karolko - dobre podejście ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja i tak chcę ją zobaczyć i sprawdzić na własnej skórze jaka jest :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmm, jestem świeżo po całej trylogii..mi się podobało, ale może dlatego, że nie czytałam Zmierzchu :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Tetiisheri - zobaczymy, przeczytam drugą, a nóż mi się spodoba ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiesz, że gdybym nie czytała o niej prędzej to tytuł Twojej recenzji by mnie zachęcił do niej na 100%? ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No to teraz nie wiem czy mam się cieszyć, bo ją skrytykowałam :-)

    Jakoś tak samo przyszło - chyba jednak będę zadowolona, że Ci się spodobało ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Szkoda, że niezbyt Ci się podobała.. Ja jeszcze nie czytałam, ale zrobię to na pewno ;) I Irena ma rację - tytuł recenzji jest cudny i mnie zachęca strasznie xD

    OdpowiedzUsuń
  20. No właśnie też się dziwie, ale mimo krytyki tytuł recenzji by mnie zachęcił. Właśnie tak mam, że czasem jedno zdanie przeważa u mnie szalę nad resztą ;)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl