Obiecuję nigdy nie zapomnieć...

21:50



Recenzja: I, że Cię nie opuszczę… (reż. Michael Sucsy)

Miłość to uczucie, które przychodzi z nienacka.  Czasem pomału skrada się do naszego serca, innymi razy wparowuje  niczym czołg, niszczący wszystko na swojej drodze. Potrafimy kochać wiecznie i krótkotrwale. Czasem porównujemy nasze uczucie do niewygasającego ogniska, momentami do nierozerwalnej więzi. Co by się stało, gdybyśmy w jednym momencie utracili to wszystko, co udało nam się stworzyć? Przez lata pielęgnować? Czy walczylibyśmy najmocniej jakbyśmy mogli? Do samego końca?

On kocha, lubi, a ona … zapomina.  Młode małżeństwo bierze udział w zdarzeniu, które wystawi ich uczucie na ciężką próbę. Paige – główna bohaterka, po wypadku samochodowym straci pamięć z pięciu ostatnich lat. Niefortunnie się ułoży, że będzie to czas, gdy zdążyła wyprowadzić się z domu, skończyć ze studiami, pokłócić się z rodziną i … poznać swojego dotychczasowego męża. Leo staje się dla niej obcym mężczyzną. Teraz musi sprawić, aby jego żona zakochała się w nim ponownie.

O dziwo, „I, że nie opuszczę cię…” to film, który nie jest kolejną komedią romantyczną, zrobioną na jedno kopyto jak ostatnio wszystkie, kolokwialnie mówiąc. Jest to melodramat, a film świetnie wpisuje się w jego ramy, ponieważ posiada charakterystyczne cechy tego gatunku. Reżyseria nie jest zła, jednakże miałam czasami wrażenie, że ekranizacja jest zrobiona bardziej pod zwykłą telewizję niż kino. Nie oglądałam żadnego wcześniejszego przedsięwzięcia pana Michaela Sucsego, jednakże  mogę stwierdzić, że przy „I, że nie opuszczę cię…”, reżyser poprzez wspomnienia bohatera jak i jego zmagania w teraźniejszości, stworzył ciepłą otoczkę romantycznej miłości, która nie tylko nie wywołuje na pierwsze skinienie w widzu mdłości, ale nawet wzrusza!

Charakterystyczną cechą tego filmu jest to, że Leo jest od samego początku narratorem. Moim zdaniem była to cel w dziesiątkę, ponieważ nie tylko poznałam dzięki temu zabiegowi myśli i odczucia względem niektórych spraw , strony, którą mogę nazwać czynną, ale także przez cały czas wydawało mi się, że mam kontakt z postacią. Mąż Paige nie jeden raz zadziwiał wytrwałością i pełną zrozumienia cierpliwością, ale też przedstawiając wydarzenia ze swojego punktu widzenia, pozwalał, aby widz darzył go pobłażliwością, gdy potknęła mu się noga.

Gra aktorów nie była najwyższych lotów. Oskara by za nią nie dostali. Nie oznacza to jednak, że była całkowicie do niczego i nie cieszyła oka- wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że sama bardzo lubię na wielkim ekranie oglądać Rachel McAdams. Aktorka ujęła mnie już w filmie „Zaklęci w czasie”. Podobnie z Chaningiem Tatumem. Co się dziwić, aktor już nie raz grał podobną rolę. Znany między innymi z ekranizacji popularnej powieści Nicholasa Sparksa, pt.:” I wciąż ją kocham”, gdzie uwodził nastoletnie, a być może nie tylko, fanki, pragnące, aby to w ich życiu wydarzyła się podobna historia.

Powiem szczerze, że film zagrał na moim sercu nutą oczarowania. Tym bardziej, że pomysł na fabułę był zainspirowany prawdziwą historią, co moim zdaniem, tylko dodało mu smaczku, ponieważ świadomość, że gdzieś tam prawdziwa para przeżyła podobną historię, wzbudziło we mnie większe zainteresowanie. Opowieść o tym młodym małżeństwie była w filmie przedstawiona delikatnie i subtelnie. Sceny nie wydawały się nie powiązane, czy też grane na siłę. Dwie godziny, które spędziłam przed ekranem były dla mnie chwilą relaksu i wzruszenia. Tym bardziej, że do końca nie byłam pewna finału tej romantycznej 
historii. Umiejętne zawirowania akcji wprowadzały lekką dezorientację, która nie nudziła ani nie irytowała.

„I, że cię nie opuszczę…” to film, który może obejrzeć każdy, o dowolnej porze. Wraz z partnerem, mamą czy przyjaciółką. Jest to historia, która mogła przydarzyć się każdemu z nas, a być może właśnie dzieje się tuż za ścianą u naszego sąsiada. Przedstawia już dosyć oklepany motyw potęgi miłości w innym świetle, przez co wzbudza w nas, a przynajmniej we mnie, być może już uśpioną nadzieję na szczęście u boku ukochanego.

Ocena: 7/10

Tytuł: I, że cię nie opuszczę
Reżyser: Miachael Sucsy
premiera: 10 luty 2012r.
gatunek: Melodramat
scenariusz: Abby Kohn, Marc Silverstein



****
PS To już mój 100 post! *-* Rany, ale zleciało....
W takim razie, skoro już pobocznie jesteśmy przy tematach obietnic, to ja Uroczyście obiecuję, że będę pisała więcej recenzji filmów ;-)


Również może Ci się spodobać

20 nie zagryzła klawiatura

  1. Dziwnym trafem wlasnie skończyłam go oglądać... Film cudny, chociaz trochę mi się humor spartaczył, no ale... poza tym zakończenie trochę... takie nie do końca jak zakończenie. Ale mimo to nie żałuję

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chętnie obejrzę taki lekki film na odprężenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lilien - mi zakończenie za pierwszym razem też nie podpadło do gustu, ale później stwierdziłam, że lepiej tak niż mieliby coś zacząć słodzić ;-)

    Catalino, cieszę się ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie oglądałam ale planuję. Skoro oceniasz film dość wysoko to chyba mogę liczyć na dobrą rozrywkę. ;)
    Pozdrawiam i zapraszam w wolnej chwili :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie oglądałam, ale zamierzam nadrobić zaległości filmowe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozwolę sobie przed filmem nie czytać recenzji. Jednak przypomniałaś mi o nim i dlatego muszę się za niego wziąć!

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam wielką ochotę zobaczyć ten film na wielkim ekranie, jednak nie mogłam, bo albo bilety były już wyprzedane na ten seans na który mogłam jechać, albo nie mogłam jechać na ten seans gdzie były wolne miejsca. Po tym co napisałaś tym bardziej nie mogę się doczekać obejrzenia go. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kadzia - Noż po prostu FOCH!! XD

    Megajara - to się dopiero nazywa mieć szczęście
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja koleżanka oglądała ten film i jej opinia nieco się różniła od twojej. Skoro jednak dwie osoby mają tak odmienne zdanie, to może warto przekonać się na własnej skórze, co to za film.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaończenie najgorsze z możliwych i tym bardziej dziwi mnie, że zdarzyło się ono naprawdę! Dla mnie katorgą by było, gdybym wiedziała, że mój partner mnie w ogóle nie pamięta do pewnego czasu, nie potrafiłabym chyba żyć z tym, że moje wspomnienia są na tyle oryginalne, że nie podziela ich osoba, która powinna. A na miejscu dziewczyny - byłoby mi źle, wiedząc, że mój partner może cały czas mnie porównywać do "starej mnie"...

    Film jak dla mnie średni, nic specjalnego, ale na przerwę świąteczną w sam raz xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Zachęciłaś mnie do tego filmu. Mam go w planach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zachęciłaś mnie, więc chętnie obejrzę ;D
    I gratuluję wytrwałości ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Film oglądałam i bardzo mi się podobał :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ooo...koniecznie:D
    I film i książkę muszę bliżej poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oglądałam tylko kawałek, i ten kawałek bardzo mi się podobał ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. No już się nie fochaj, bo teraz przeczytałam!
    Od razu jak zobaczyłam, że dodałaś recenzję to go włączyłam i bardzo mi się podobał, ale.. spodziewałam się większych wzruszeń. Raz jednak łezka mi poleciała, jak ojciec Paige próbował namówić Leo do rozwodu byłam wściekła i potem ta bójka. Sama spróbuję coś o filmie napisać, ale nie bardzo potrafię, więc nie wiem czy coś z tego wyjdzie.
    Gra aktorów nie powalała, ale przyjemnie się na nich patrzyło, więc nie było źle.
    Plus także za trochę otwarte zakończenie, chociaż do końca wierzyłam, że nagle wszystko jej się przypomni.
    Lepiej dla tych co nie oglądali, nie czytać mojego komentarza, haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro sie zrehabilitowalas to moj foch zapewne odejdzie w zapomnienie. Mnie zakonczenie tez troche rozfzarowalo, ale predzej dlatego, ze przyzwyczailam sie juz do happy endow. Pozniej jeenak stwierdzilam ze to bez znaczenia, bo caloksztalt callkiem ladnie wypadl.

      A cieniem ciekawostki, to ta kobieta, ktorej historia film byl zainspirowany, to nigdy nie odzyskala pamieci. . .

      Usuń
  17. Dość dobra ocena, a słyszałam, że dość nudny, ale kto wie, może obejrzę. ;3

    OdpowiedzUsuń
  18. Byłam niedawno na nim w kinie i myślałam, że się nieźle wynudzę, ale baaardzo mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl