"Rozumiejąc wreszcie tę jedyną rzecz"

18:57



Po świetnych wrażeniach, które zaoferowały mi dwa pierwsze tomy trylogii „Proroctwa sióstr”, nadszedł czas, abym sięgnęła  po ostatnią część. Robiłam to z pewnym uczuciem nostalgii, ponieważ byłam całkowicie przekonana, że pani Zink stworzyła świat, który podbijając serca milionów czytelników, dał im także coś niezwykłego. Nie mogłam tłumić ciekawości, która oplotła mnie swoimi stalowymi ramionami po skończeniu „Strażniczki Bramy”. Z nutką niecierpliwości, którą skutecznie tłumiła ufność w styl autorki, zaczęłam zmierzać ku końcowi historii, opowiadającej o dwóch siostrach bliźniaczkach, dzielących wszystko oprócz przeznaczenia …


 Michelle Zink mieszka w Nowym Jorku. Od zawsze była zafascynowana dawnymi mitami i legendami. Nigdy nie usatysfakcjonowana ich lekturą, na ogół kończyła ją pytaniem "A co będzie... jeśli?". Czasami to pytanie prowadziło jedynie do jeszcze większej liczby pytań, ale zawsze wtedy, kiedy wszystko zaczynało być jasne, rodziła się opowieść. "Proroctwo sióstr" jest jedną z takich historii.

Lia jest całkowicie zdeterminowana, aby doprowadzić proroctwo do końca. Dziewczyna czuje, że nie pozostało jej zbyt wiele sił na bez przerwy ciągnącą się walkę, w której nikt nie może zwyciężyć. Podążając po śladach historii i szukając wskazówek, główna bohaterka niezłomnie dąży do odkrycia prawdy. Położyła na szali własne życie. Czy jest gotowa przegrać? Może się wydawać, że w tej rozgrywce nie ma wygranych, jednakże Amalia musi zaryzykować.  Próbując dokonać niemożliwego, dziewczyna za wszelką cenę stara się przeciągnąć siostrę na stronę dobra. Nie przypuszcza, że na horyzoncie czai się o wiele większy wróg – ona sama…

„Krąg Ognia” to niewątpliwie lektura nie obiegająca poziomem od swoich poprzedniczek. Napięcie, które kazało wstrzymywać mi oddech za każdym razem, gdy akcja przyspieszała, nie pozwalało mi nigdy do końca się rozluźnić. Autorka umiejętnie „żonglowała” wątkami sprawiając, że jako wymagający czytelnik nigdy nie czułam się znudzona. Wraz z główną bohaterką poszukiwałam prawdy. Nie sądzę, aby znalazła się osoba, której nie przytłoczyła nieuchronność końca przygody, rozpoczynającej się wraz z pierwszą stroną „Proroctwa sióstr”.  Chociaż od dawna się go domyślałam, to do samego końca nie potrafiłam przewidzieć zakończenia, które szczerze powiedziawszy, bardzo mną wstrząsnęło.

Tak jak i wcześniej, bardzo widocznym faktem jest, iż pani Michelle nie postawiła na rozwój akcji ani żywiołowość bohaterów. Czytelnika w ciągu zapoznawania się z książką, wciągał sam jej klimat. Mroczny i momentami nieprzystępny. Doskonale wyważony. Zmienne miejsca akcji nie wprowadzały zawirowań, a czasy, w których autorka osadziła wydarzenia sprawiały, że powieść stawała się w moich oczach jeszcze bardziej wartościową lekturą.

W ostatnim tomie trylogii w stosunku do poprzednich, dynamiczność postaci jest najbardziej widoczna.  Bardzo prostym przykładem jest sama główna bohaterka. Gdyby tak postawić dziewczynę, którą była Lia w „Proroctwie sióstr” obok kobiety jaką się  stała dzięki wszystkim późniejszym wydarzeniom, dostałabym dwie bardzo do siebie podobne bohaterki, które owszem, posiadają wiele cech wspólnych, ale także mających masę różnic. Nie mówię tutaj tylko o cechach charakteru, ale także postawach, zmienionym światopoglądzie. Mogłabym także pokusić się o stwierdzenie, że nawet zewnętrznie, dziewczyny wyglądałyby całkowicie inaczej. Wartym podkreślenia jest, iż podczas czytania opisane wyżej zmiany nie były, aż tak bardzo widoczne. Pisarka włożyła ogrom  pracy w przemiany postaci, dodając im odwagi i energii oraz doświadczenia, które płynęło wprost z przeżytych przygód.

„Rozumiejąc  wreszcie tę jedyną rzecz, która ma znaczenie” – w taki sposób zatytułowałam swoją recenzję. Nie zdziwiłabym się, gdyby osoba, która na nią wpadła, źle ją zinterpretowała. Tak naprawdę głębię tego zdania, które jest jednocześnie nie do końca jasnym podsumowaniem całej trylogii, mogłaby zrozumieć osoba, która tę powieść ma już za sobą. Bowiem w tym wyrażeniu, moi mili, kryje się o wiele więcej niż można by było przypuszczać. Ukryta pod warstwami zazdrości rodzinna więź. Poświęcenie. Przyjaźń. To tylko krople w oceanie uczuć, które wywołuje bądź opisuje „Krąg ognia”.  Jestem oczarowana nie tylko tym tomem, ale także całą trylogią. Dla mnie ciąg przygód sióstr Milthorpe dobiegł końca i szczerze zazdroszczę tym, którzy dopiero je rozpoczynają. Mam dla Was wskazówkę - nie czytajcie tych książek, a smakujcie je. Cieszcie się z lektury tych powieści tak długo jak będziecie mogli, ponieważ jest to niewątpliwie jeden z lepszych cyklów młodzieżowych, jakich dane mi było przeczytać.

Ocena: 8/10

Tytuł: Krąg ognia
Tom: III
Wydawnictwo: Telbit
Wydanie: I
premiera: 2012

Na cykl składa się:

3) "Krąg ognia" <--------





Książkę do recenzji otrzymałam dzięki serwisowi nakanapie za co serdecznie dziękuję ;)



Również może Ci się spodobać

14 nie zagryzła klawiatura

  1. Przede mną wciąż pierwszy tom, ale już nie mogę się doczekać przeczytania go ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. czytałam jedynie pierwszy tom... nie mogę dostać kolejnych książek w bibliotece :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam całą serię i bardzo mi się podobała.;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka czeka na półce, ale przede mną jeszcze drugi tom, więc recenzję czytałam raczej dość pobieżnie :D

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Kusisz mnie, więc szybko rozglądne się za pierwszym tomem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tą trylogię mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam taki plan, żeby się zająć tą serią w wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam ani jednej części i chwilowo w planach nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam tylko pierwszą część, ale kiedyś wrócę do tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na tą trylogię już od dawna mam ochotę, muszę się w końcu za nią zabrać ;)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl