Urok Pyłu Motyla

15:43


Recenzja: Siła Trucizny Maria V. Snyder

Wiele razy powtarzam sobie, że ocenianie książki po okładce jest pozbawione jakiegokolwiek sensu.  Nie zawsze pierwsze wrażenie, jakie robi na potencjalnej książkoholikowej ofierze powieść, posiada wyraźne powiązania z tym, co można znaleźć w środku. Nie robię sobie jednak nadziei, iż będę na tyle inteligentna, aby wysłuchiwać własnych rad. Jestem przede wszystkim zwykłym czytelnikiem i nie raz ulegam pod napływem bodźców wzrokowych. Pierwsze wrażenie jakie zrobiła na mnie „Siła trucizny” było co najmniej niekorzystne. Po spojrzeniu na okładkę byłam już całkowicie pewna, iż niewątpliwie trzymam w ręku romans, który szybko się czyta, jednak jego lektura nie wnosi do życia klasycznego odbiorcy nic ciekawego. Czy się myliłam? Może właśnie stało się odwrotnie i świat Yeleny pochłonął mnie do reszty?


Maria V. Snyder urodziła się i wychowała w Filadelfii w stanie Pensylwania. Ukończyła studia z dziedziny meteorologii, jednak praca w zawodzie nie przynosiła jej satysfakcji. Dlatego w 1995 roku zajęła się pisaniem. Tworzenie świata fantasy, gdzie samemu ma się wpływ na pogodę, to o wiele większa przyjemność, twierdzi autorka. Na początku Snyder pisywała jedynie do gazet i magazynów, by z czasem skupić się na powieściach. Pierwszą książkę – Siłę trucizny napisała w 2005 roku, a rok później otrzymała za nią nagrodę Compton Crook przyznawaną za najlepszy debiut powieściowy. Snyder w wolnych chwilach uprawia sport, ma brązowy pas w karate, gra na wiolonczeli i dużo podróżuje.

Yelena siedzi skulona w mrokach zimnej celi. Czeka na śmierć. Zabiła w samoobronie, ale nawet jeśliby ktoś jej w to uwierzył, to i tak jej przyszłość zmierza w określonym kierunku. Ceną za zabójstwo jest śmierć  i nikt nie ma prawa zmienić okrutnych zasad, panujących w królestwie. Chyba, że wyrok zostanie wystarczająco przeciągnięty… Dziewczyna dostaje szansę, aby zadecydować o swoim losie. Albo zginie szybko teraz, lub zostanie wystawiona na życie w ciągłym stresie i oglądaniu się za siebie, w celu szukania cienia peleryny śmierci.  Jak długo wytrwa w roli testera posiłków samego Komendanta, tajemniczego despoty, który żelazną ręką pilnuje porządku wśród mieszkańców Iksji?

Muszę szczerze przyznać, że popełniłam błąd tak szybko oceniając powieść pani Snyder. „Siłę trucizny” nie można nazwać niewartościową literaturą. Chociaż w przeszłości nie raz spotykałam się z leszym kunsztem pisarskim, a teraz będę potrafiła wytknąć autorce kilka błędów, to i tak książka prezentuje się całkiem dobrze. Jej poziom jest wystarczający, aby zadowolić potencjalnego czytelnika – mało tego – „Siła trucizny” to lektura bez miar wciągająca. Czytając tę powieść, zapomniałam o całym bożym świecie. Zagłębiałam się w świat stworzony przez panią Marię, zawsze wtedy gdy tylko mogłam. W szkole, w domu, w przerwach pomiędzy codziennymi zajęciami. Kończąc, wiedziałam, że sięgnę po kontynuację.  Pierwszy tom Twierdzy Magów był bezsprzecznie miłym zaskoczeniem.

Ogromnym plusem w całej powieści jest akcja, która tak naprawdę przez cały czas podtrzymuje poziom lektury. Nie mniejszą rolę w tym spektaklu odgrywają bohaterowie.  Były to postacie tajemnicze, nie codzienne wręcz. Bardzo przyjemnie mi się zgłębiało ich „jestestwo”.  To kim byli i jak żyli. Dlaczego podejmowali takie, a nie inne decyzje. Pisarka w pewnych chwilach grała na zwłokę, bawiła się ze mną w kotka i myszkę, wprowadzając w fabułę nieoczekiwane zwroty akcji, które po ich pojawieniu się, mogłam określić jako łatwe do przewidzenia. Niesamowitym akcentem był tutaj fakt, iż wątek fantastyczny występował bardzo rzadko, ale gdy już się pojawiał, siał zamęt, oczywiście bardzo dobrze zaplanowany przez autorkę. „Siłę trucizny” z tego powodu nazwałabym przede wszystkim literaturą kobiecą, kryminalną, z delikatnie wtrącanymi sytuacjami wyjątkowymi.

To byłoby tyle, jeśli chodzi o plusy. Mam niestety także kilka boleści do pisarki, które bardzo chętnie wypiszę, żaląc się Wam na ramieniu. Pierwszym z nich, i moim zdaniem najważniejszym, są źle rozpisywane wydarzenia. Bardzo często miałam wrażenie, że pani Snyder opisując jakiekolwiek sytuacje, wprowadza w nich początek i zakończenie, zapominając o rozwinięciu. Sądzę, że właśnie z tego powodu książka jest tak cienka. Tak moi drodzy, chociaż „Siła trucizny” posiada prawie czterysta stron, to jestem zdania, że z tej historii można by było wycisnąć więcej, wcale nie dodając nowych wątków.  Autorka w swym szale zachowywała się jak niewykwalifikowany krupier. Kończyła grę, zanim ta jeszcze się zaczęła i, niezbyt często, ale jednak, nie potrafiła powiedzieć dość w odpowiednim momencie. Nie wpływało to dobrze na samą fabułę.

Yelena była postacią bardzo interesującą. Silna kobieta odbijała się bardzo wyrazistym kontrastem pośród wielu potężnych postaci męskich. Narracja pierwszoosobowa została poprowadzona całkiem umiejętnie. Dzięki niej miałam wgląd w emocje, które targały główną bohaterką. Potrafiłam zrozumieć ambicje nią kierujące. Powiedzmy sobie szczerze, pani Snyder tworząc Yelenę, delikatnie rzecz biorąc, nie dawała jej zbyt wielkich chodów. Dziewczyna jest postacią zaszczutą przez własne życie i wydarzenia, których do końca nie rozumie. Szukając odpowiedzi na pytania, stawiające jej przez życie, główna bohatera jednocześnie zagłębia się w gęste odmęty własnej świadomości.

Kolejnymi bohaterami, których mogłam poznać bliżej, był Komendant oraz Valek. Z początku bardzo szybko zdefiniowałam sobie tych dwóch mężczyzn i wydawało mi się, że wiem jaka będzie ich rola w przyszłych wydarzeniach. Jak widać pani Snyder miała inne plany. Im dalej skupiałam się na przebiegu wydarzeń i zagłębiałam się w fabule, tym lepiej zauważałam dynamikę bohaterów. Postaci stworzone przez autorkę „Siły trucizny” były nieobliczalne. Co tylko potęgowało moje zaintrygowanie, które wzbudzała we mnie lektura książki.

Pisarka opisuje świat przedstawiony w bardzo interesujący sposób. Pierwszą rzeczą jest dojrzały i wyrazisty język. Autorka posługując się kilkoma prostymi słowami potrafiła w moim umyśle wygenerować bardzo złożone obrazy. Jednocześnie ubolewam nad faktem, że pani Maria nie poświęciła temu szczegółowi więcej swojej uwagi. Opisy, które występowały w książce są skąpe i ubogie.  Widocznym faktem jest, że pisarka skupia się przede wszystkim na dialogach, które chociaż popędzają występujące wydarzenia, to jednocześnie nie mogą przedstawić czytelnikowi świata wykreowanego przez panią Snyder. Osobiście bardzo chętnie bliżej zapoznałabym się z krainą jaką jest Iksja.

 „Siła trucizny” to książka warta wszystkich pozytywnych opinii, których się na jej temat nasłuchałam. Jednocześnie, podobnie jak niektórzy czytelnicy, nie mogę się doczekać kontynuacji. Świat wykreowany przez panią Snyder, chociaż opisany bardzo ogólnikowo i zdawkowo,  zachwycił mnie. Muszę przyznać, że stworzona przez nią główna bohaterka była osobą, do której bardzo łatwo poczułam sympatię oraz mogłam się  z nią utożsamić. Mam tylko nadzieję, że autorka książki podreperuje swój warsztat pisarski i przy kontynuacji raczy zaskoczyć mnie większą ilością opisów Iksji. Pozostaje mi tylko polecić wam, abyście sami zmierzyli „Siłę trucizny” i wydali werdykt, czy jest dla Was zabójczą dawką.

Ocena: 6/10

Tytuł: Siła trucizny
Autor: Maria V. Snyder
cykl: Twierdza Magów
Wydawnictwo: Mira
Wydanie: I
premiera: luty 2012
liczba stron: 384



Również może Ci się spodobać

16 nie zagryzła klawiatura

  1. Książka już za mną i miło ją wspominam:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej mnie nie przekonuje, jak na razie mam na oku dużo innych ciekawych propozycji, ale może kiedyś:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mam nadzieję, że te "kiedyś" nadejdzie szybciej niż później XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Jutro powinnam już mieć tą książkę! ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. miałam nadzieję zostać wylosowaną na nakanapie.pl do recenzji tej książki, ale się nie udało
    mam nadzieję, że w przyszłości dane mi będzie zapoznać się z lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka mi się podobała, ale denerwuje mnie to, że tom drugi będzie tylko w formie e-booka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Swoją drogę, ciekawa jestem jaki oni sobie wyobrażają te ebooki. Dla mnie to przegięcie. Bardzo dużo osób było zaciekawionych tą trylogią, a teraz nie chcą tego wydać :-/

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś na pewno przeczytam;] Ale z tymi ebookami to przesadzili;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Na te błędy jestem w stanie przymknąć oko ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ją na oku już od jakiegoś czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznam, że mam ochotę na tę książkę, ale nie przepadam za błędami :(((

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka może mnie nie urzekła, ale jest w niej coś co przyciąga. Dlatego wkurza mnie, że kolejne części będą jedynie jako ebooki :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Może bardziej nazwałabym to potknięciami niż błedami, tak więc możecie śmiało sięgać, bo chociaż autorka kilka razy się potknęła, to nadal stoi ;)

    Kurczę, wyszła mi bardzo pokrętna metafora. Mam nadzieję, że zrozumiecie XD

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie podobała się bardzo, ale kierowana impulsem już się jej pozbyłam na fincie. Powód bardzo prosty - Mira nie wyda następnej części w papierowej formie, a ja nie mam ochoty trzymać niepełnej kolekcji na półce. Strasznie się zasmuciłam, bo naprawdę bym ten cykl polubiła :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Teraz bardzo dużo cykli nie jest kontynuowanych. Przykładem jest na przykład "Zapadlisko" Kim Harrison. Tak bardzo obiecująca się seria, wydali 3 tomy na 10, i wydawnictwo się już od roku zastanawia czy wydać czwarty :-[

    Normalnie foch, bo wydają takie powieści, które po prostu czasami lepiej idą, a jak spojrzę na pewne tytuły to się zastanawiam "Kto to czyta"? O_o

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl