"Oddasz mi swe serce ty, którą Śnieżką zwą"

17:24


Znacie to uczucie, kiedy po dosłownie jednym zwiastunie, wiecie już na sto procent, a może i więcej, że musicie obejrzeć dany film? Czy kiedykolwiek krótka zajawka tego,  co będziecie mogli poznać już niedługo, już niebawem, wstrząsnęła Wami do reszty? Postawiła Was przed trudnym zadaniem, którym było miesięczne czekanie? Czy w końcu, gdy dane Wam było usiąść w sali kinowej, lub chociażby w domu przed telewizorem, od początku do końca chłonęliście każde zdanie bohatera? Każdy dźwięk z osobna? Właśnie w ten sposób czułam się czekając na „Królewnę Śnieżkę i Łowcę”.


Dawno, dawno temu, w odległej krainie żyła zła królowa, która poleciła swemu myśliwemu zgładzić jedyną niewiastę piękniejszą od niej samej. Nie spodziewała się jednak, że podwładny sprzeciwi się jej rozkazom i zamiast zabić Królewnę Śnieżkę… nauczy ją sztuki wojny. Niezwykłe nowe wcielenie legendarnej baśni autorstwa Joe Rotha. Jedna z najbardziej oczekiwanych premier roku.*

Pierwsze wrażenie po obejrzeniu filmu? Szok.
Jednak czym? Fabułą? Klimatem? Muzyką?
Nieee.

Grą aktorską pani Stewart. Dziewczyna totalnie każdą emocję potrafiła wyrazić jedną miną. Nie żeby mnie to dziwiło. Wcześniej oglądałam kilka filmów, w których grała, a jeden nie był nawet "Zmierzchem"! Trudno jest nie napisać, że panna Kristin jest najsłabszym ogniwem całego filmu. Z wyglądu pasuje idealnie. Niestety najwidoczniej ekipa czuwająca nad ekranizacją zapomniała o kilku innych, ważniejszych szczegółach, dzięki których widz naprawdę potrafi docenić aktora.

Ogromnie cieszyłam się, że powstanie takie dorosłe odzwierciedlenie bajki o Śnieżce, ponieważ gdy byłam dzieckiem, nie lubiłam pierwotnej odsłony, którą serwowali bracia Grimm. Gdzieś w podświadomości miałam nadzieję, że będzie tutaj podobnie jak przy "Alicji w krainie czarów" - tej bajki z resztą też nie lubiłam, a zobaczywszy wizję Tima Burtuna po prostu oniemiałam. Mroczny klimat, to było to, czego właśnie potrzebowałam. Wiedziona potrzebą, w ostatnich miesiącach poprzedzających premierę "Królewny Śnieżki i Łowcy", zaczęłam odliczać dni. Film dane mi było obejrzeć kilka tygodni później i muszę przyznać, że chociaż ekranizacja mi się spodobała, nie było to tym, czego oczekiwałam.

Jak wspomniałam wcześniej, odtwórczyni roli głównej troszkę położyła sprawę. Na szczęście nie był to film jednego aktora, a prym zdecydowanie wiodła Charlize Theron. Było bardzo dobrze widać, że aktorka potrafi grać. Bawiła się swoją rolą, kreowała własną postać, dodając do jej charakterystyki coś od siebie. Kobieta dobrze wiedziała jak przekazać samą sobą elementy tej baśni,  lekko przerysowując stereotyp złej królowej, nie zapomniała także dołączyć do tego mrocznej nutki czegoś poważniejszego, pokazując, że ekranizacja w wersji Ruperta Sandersa jest kierowana do troszkę starszych widzów. Była to jedna z bardziej ekspresywnych postaci, niezwykle klimatyczna, ciesząca oczy widza za każdym razem, gdy tylko się pojawiała.

Niewymiernie ważnym elementem w filmie jest muzyka, a "Królewna Śnieżka i Łowca" na tym polu wypadła bardzo dobrze. Dźwięki potrafiły przemawiać, wtapiać się w ciąg zdarzeń, nadając im ... Majestatu? Powagi? Trudno mi to określić, jednak za każdym razem, gdy tylko pojawiała się muzyka, zauważałam, że idealnie współgra z resztą szczegółów, składających się na film. Czasem były to tylko emocje bohaterów, innym razem otoczenie, w którym się znajdowali. Nie byłabym sobą, gdyby nie wspomniała o "Breath of life", singlem zespołu Florance and the Machine, promującym film. Chociaż został on puszczony dopiero pod sam koniec, gdy widz był raczony napisami końcowymi, skłamałabym mówiąc, że nie wpisała się w klimat filmu. Powiedziałabym nawet, że była jego wyśmienitym uwieńczeniem. Już dawno moje ucho tak łapczywie nie chłonęło dźwięków, które były komponowane specjalnie do produkcji filmowej. Co tu dużo mówić, Flo pokazała klasę i nawet, gdyby ekranizacja mi się nie spodobała, nie pozwoliłabym powiedzieć o niej zbyt wiele złego. Taka właśnie dziwna jestem.

Ale, ale! Warto wrócić do samej fabuły, którą przez swoje rozemocjonowanie  troszkę pominęłam. Jeśli kiedykolwiek mieliście styczność z tą bajką, a jestem pewna, że większość miała, muszę powiedzieć, że „Królewna Śnieżka i Łowca” całkowicie Was zadziwi.  Reżyser pozostał przy  przedstawieniu wydarzeń w czasach, które można skojarzyć z epoką średniowiecza. Głęboka wiara w Boga, rycerze i damy serca czy też brudne i zatęchłe dzielnice. Wszystko to zostało bardzo dobrze pokazane. Można by było pomyśleć, że twórcy filmu postawili na bardziej realistyczną część tej opowieści, jednak tylko do momentu. Później zaś można śledzić poczynania Śnieżki, gdy odkrywa baśniową krainę, zaprzyjaźnia się z krasnalami, czy też w momencie kiedy toczy śmiertelną bitwę z macochą. Pytam więc: Co reżyser chciał w ten sposób osiągnąć? Przedstawiając w filmie obydwie te sfery, czasami udaje się mu je połączyć, ale nie zawsze. Chwilami byłam wręcz pewna, że gdyby zdecydował się na jedną, film został by odebrany o wiele lepiej.

Wątek romantyczny nie jest prawie w ogóle rozwinięty, ale nie było to śmiertelnym ciosem dla filmu. Od pierwszej sceny widać, że ekranizacja będzie się skupiać na czymś innym, chociaż obcałowywanie Śnieżki, wzbudziło wiele emocji. Szczerze powiedziawszy, nie jestem do końca pewna, czy zamiarem scenarzystów było przedstawienie Willa i głównej bohaterki jako pary, czy tylko jako przyjaciół z dawnych lat. Szala prawdopodobieństwa przechyla się bardziej w stronę tej pierwszej opcji, jednak w tym momencie nie wiadomo co zrobić z Łowcą. Mężczyzna ma swoją upiorną przeszłość, w której stracił miłość swego życia, jednak nie łatwo jest powiedzieć, że on i Śnieżka nie mają się ku sobie. Ach te wybory!

Wizualna strona filmu jak i muzyka jemu towarzysząca, to zdecydowanie rzeczy, dzięki którym ekranizacja głębiej zapadnie w pamięć widza. Nie mogę z czystym sumieniem go jednak polecić, ponieważ nie tylko spodziewałam się czegoś innego, ale  myślałam także, że od strony aktorskiej wypadnie lepiej. Teraz stoję pomiędzy młotem, a kowadłem, ponieważ wiem, jak dużo zależy od aktorów i ich kunsztu, który przecież powinien być przekonujący, nieprawdaż?

Nie wątpię jednak w to, że gdy w przyszłości będę miała do wyboru przeczytanie „Królewny Śnieżki” braci Grimm lub obejrzenie „Królewny Śnieżki i Łowcy”, to wybiorę numer dwa. Nie ma co się oszukiwać. Film wypadł naprawdę dobrze, reżyser wiedział co robi, a klimat tak samo jak i świat przedstawiony to aspekty, które wprost przyciągały.  Chociaż obejrzenie tego filmu kosztowało mnie wiele cierpliwości, o czym może wiedzieć tylko moja rodzinka, to nie żałuję, że się z nim zapoznałam. Jest to najlepsza reinterpretacja wcześniej wspomnianej bajki, jaką kiedykolwiek oglądałam. 


czas trwania:     2 godz. 7 min.
gatunek:             Fantasy, Przygodowy
premiera:           1 czerwca 2012 (Polska) 31 maja 2012 (świat) 
produkcja:          USA
reżyseria:           Rupert Sanders
scenariusz:         Evan Daugherty, Hossein Amini 





Również może Ci się spodobać

15 nie zagryzła klawiatura

  1. Świetny film! Bardzo spodobały mi się efekty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba jednak sobie odpuszcze;/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Obejrzę, kiedyś, lubię tego typu filmy, mój mąż zresztą też i często nawet nie zrażając się bardzo niskimi ocenami innych oglądamy, sami dla siebie, żeby później stwierdzić, czy faktycznie było [albo i nie] warto
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba jednak nie dla mnie...
    Mi się pierwotna wersja Królewny Śnieżki podobała :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam. Zrobiłam sobie z przyjaciółka prezent w Dniu Dziecka. Film całkiem niezły. pokochałam łowce. A Kristen z tymi swoimi wiecznie rozdziawionymi ustami strasznie irytowała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam i całkowicie się z tobą zgadzam. Również polecam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Koniecznie muszę obejrzeć ten film :D Tylko jak na to namówić opornego męża?? :P

    Świetna recenzja. Gdyby nie to, że od początku mam ogromna ochotę na ten film, to po przeczytaniu Twojej recenzji na pewno bym się na niego zdecydowała :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mi się podoba Twoja recenzja, ale nie mogę powiedzieć tego samego o filmie. Poszłam tam tylko dla Chrisa, jednak nieźle nie wynudziłam. Gdyby nie Charlize Theron, to bym chyba w ogóle zasnęła. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Qrcze co raz bardziej mam ochotę na ten film :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Skoro tak chwalisz to muszę obejrzeć, choćby i dla (podobno) świetnej Charlize Theron :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Może kiedyś. Na razie nie mam ochoty na nową wersję i wgl

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie ten film wprost zachwycił... pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. A już myślałam, że może Kirsten się wykaże ; p

    OdpowiedzUsuń
  14. Nom, jakoś jej nie wyszło XD

    Dziękuję za tak miłe komplementy, chociaż i tak uważam, że troszkę przesadzacie ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl