Biblioteczny wywiadowca

22:45


Recenzja:  „Prawdziwe morderstwa” Charlaine Harris

Ch. Harris  napisała w życiu wiele książek. Serio, było ich baaardzo dużo. Wszędzie jakieś wzloty i upadki, niektóre pozycje to całkiem niezłe czytadła, które bym kilka chwil pozachwalała. Inne powieści nieco bardziej niż „dużo” gorsze, których nie potrafiłabym polecić najgorszemu wrogowi. Utarło się jednak, że Charlaine to przede wszystkim pisarka dobrych kryminałów, więc gdy w zapowiedziach pojawiły się „Prawdziwe morderstwa”, wiedziałam, że książkę przeczytam. Przeczytałam. Zauważcie jednak, że nie byłam świadoma faktu, iż ta książka będzie dobra. I nie była.

Aurora Teagarden to dziewczyna, która już swoim imieniem i nazwiskiem gwarantuje ciekawe zjawiska, wykraczające między normy wszelakie. Dziewczyna jest bibliotekarką, mieszka w małym miasteczku i nigdy w życiu nie myślała o przeprowadzce. Nie posiada życia towarzyskiego, chyba że zaliczyć tutaj można comiesięczne spotkania z osobnikami o wieku zróżnicowanym (najczęściej lat 50). Taki club. Czyli, że co oni tam właściwie robią? Nie powiecie mi chyba, że siedzą w kółeczku, z przekąskami i opowiadają sobie o krwawych morderstwach sprzed lat… A jednak. Do sennego i nudnego miasteczka wpada jednak coś nowego! Jest to… trup. Świeży nawet! Główna bohaterka, używając swej nieomylnej intuicji oraz drogi dedukcji, zauważa, że sposób w jaki ofiara została zamordowana,  przypomina słynną zbrodnię sprzed lat. Cień oskarżenia pada na klub „Prawdziwych morderstw” i …

I właściwie tyle, bo wszystkie wątki, które nie są związane z zagadką zbrodni czy tajemnicą  mordercy, są w pewnym sensie absurdalnie bzdurne. Jednak po kolei.

Brakowało mi czegoś tutaj. Fakt - aż do samego końca nie mogłam znaleźć zabójcy, ale to nie świadczy o tym, że kryminał jest od razu nie wiadomo jak dobry. Pomijając sprawę kolejnej powtórki motywów (To już następna seria, w której mamy małe miasteczko, bohaterkę, którą coś wyróżnia itp.), to na "Prawdziwych morderstwach" zawiodłam się przede wszystkim przez akcję. Niby coś się działo, niby kogoś znowu zabijali, ale prawda jest taka, że, jak dla mnie, wiało nudą. 
Może inaczej - zagadka była godna Lily, ale cała reszta już nie. Ja nie wiem o czym myślała pisarka kreując bohaterów - za bardzo jej nie wyszło. 

Zaczynając od protagonistki - ta dziewczyna była naprawdę bardzo irytująco - denerwująca i przez cały czas, gdy czytałam książkę, Aurora drażniła mnie na różne sposoby. Tutaj powiedziała coś głupiego, tam dziwnie się zachowała... Tak naprawdę nic sobą nie przedstawiała. 
Weźmy na przykład Lily. Dziewczyna miała pracę, hobby, traumatyczną przeszłość - coś o czym dało się czytać, coś co miało potencjał do ciągnięcia przez kolejne części. Aurora była okropnie nijaka i naiwna. Niby miała ten cały swój klub i wielką pasję, ale przez większość książki nie robiła nic oprócz chodzenia do pracy, biadolenia i sprzątania domu z nudów. 
Można było ją też podejrzewać o dwubiegunowość, bo popadała od skrajności w skrajność. Tu taka nieśmiała i bez nikogo, a potem podrywa dwóch facetów na raz. Tam zabłyśnie ze dwa razy intelektem, żeby później robić z siebie głupią idiotkę. Masakra po prostu. 
Reszta bohaterów przedstawiała się podobnie.

Dlaczego nie piszę o niczym innym? Ponieważ, nie licząc zagadki i dziwnych zabiegów romantycznych w wymienionym wcześniej trójkąciku, innych wątków tutaj ze świecą szukać. Autorka nawet nie strudziła się, aby podać czytelnikowi jakiekolwiek poszlaki, wskazówki, wytyczyć ścieżkę myślenia. Czy nie na tym polega kryminał? Już pomijając fakt, że mnie na lekcji języka polskiego uczono, że kryminał z wątkiem romantycznym to nie jest kryminał…
No ale… Wszystko można zwalić na wadliwą edukację, nieprawdaż? 
Mordercy po prostu najpierw nie było, później się pokazał, a czytelnik nie powinien zadawać pytań, bo rozboli go głowa! 

Podsumowując, w „Prawdziwych mordercach” brakuje prawdziwych zabójców. Chociażby takich, jakich można by było szukać. Po kolejną część sięgnę, ale bez większego entuzjazmu czy pozytywnego nastawienia. Książka nie jest gorsza od „Martwego aż do Zmroku” (tak jakby coś mogło), ale nie jest to także jedna z lepszych książek pani Harris. Pokusiłabym się raczej o stwierdzenie, że jedna z gorszych.  Wystąpiło tutaj wiele znanych elementów, które można spotkać w poprzednich seriach tejże autorki. Czuję się zawiedziona, ponieważ odkładając książkę, pierwsze co przyszło mi na myśl to: nudna.  Jeśli ktokolwiek sięgnie po tę książkę, ponieważ pragnie przeczytać kryminał z portretami psychologicznymi, zagadkami i poszlakami, to się rozczaruje. Po prostu strach się bać.


tłumaczenie: Martyna Plisenko
tytuł oryginału: Real Murders
seria/cykl wydawniczy: Aurora Teagarden tom 1
wydawnictwo: Replika
data wydania: lipiec 2012
ISBN: 978-83-76741-82-6
liczba stron: 284
słowa kluczowe: morderstwo, biblioteka, sensacja
kategoria: thriller/sensacja/kryminał
język: polski
typ: papier




Również może Ci się spodobać

15 nie zagryzła klawiatura

  1. Lubię książki Pani Harris, choć geniuszem nie powalają ^^ Chyba i tak sięgnę po tą książkę, żeby przekonać się na własne oczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to teraz t na pewno ją sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przede mną cztery inne książki Charlaine Harris (przeczytasz o nich na moim blogu), ale i na tę poluję ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. miałam ochotę na tę książkę, ale ostatnio widzę nieco niższe jej oceny, niż zakładałam, także nad lekturą się jeszcze trochę zastanowię

    OdpowiedzUsuń
  5. Tej książce mówię: "nie!". Twój opis zachowania głównej bohaterki skutecznie mnie odstraszył od tego "kryminału". ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. "kryminał" nie był po prostu zbyt interesujący XD
    Jak chcesz przeczytać coś autorstwa Harris to polecam cykl o Harper, albo Lily. Nigdy Sookie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi się podobała ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie spasuję.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że nie ma co marnować czasu na tę pozycję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z autorką jeszcze się nie zapoznałam, ale po twojej recenzji chyba jednak wkrótce to uczynię ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z każdym zdaniem. :) Chociaż patrząc na pozostałe książki tej autorki to naprawdę można było się spodziewać miernych rezultatów także i po tej książce

    OdpowiedzUsuń
  12. Blair, dziękuję za radę. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie będę się zabierać za tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Od jakiegoś czasu planowałam sięgnięcie po tą książkę, ale chyba jednak sobie odpuszczę :/

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl