Diabelski owoc

18:44

Nocą Świętego Jana, która najkrótsza jest w całym roku, kwitnie paproć, a kto jej kwiatuszek znajdzie, urwie i schowa, ten wielkie na ziemi szczęście mieć będzie.
J.I. Kraszewski

Po Kwiat paproci można się wyprawić do lasu pod rękę z leśnikiem, w tym celu wymykać się z domu w nocy o północy czy też rozpocząć poszukiwania, gdy zauważy się pierwsze oznaki burzy czerwcowej. Można także spróbować odnaleźć ten magiczny kwiat w debiucie literackim Dominika Sokołowskiego.  Opis wydawniczy jak i fakt, że powieść  jest fantastyką rodzimą, skusiły mnie do zagłębienia się w lekturę...

Fantastyka to mój ulubiony gatunek literacki, a że niedawno przezwyciężyłam swoją fobię do polskich autorów osadzających swe fabuły w magicznym świecie, nie mogę się powstrzymać, gdy tylko mam możliwość sięgnięcia po debiut. Chociaż nie zgadzam się z niektórymi osobami, które mówią, że fantastyka nie jest wartościowym gatunkiem, to trudno nie przyznać racji przy stwierdzeniu, że pisarze w takowej tematyce posiadają naprawdę bardzo duże pole do popisu. Właściwie wszystko zależy od tego, jak bardzo jednego czy drugiego poniesie fantazja. Tworzy się z tego wyścig – komu uda się napisać coś innowacyjnego? Stworzyć powieść interesującą i  wciągającą? Po przeczytaniu „Kwiatu paproci” nie byłam pewna, od której strony do książki podejść, aby napisać z niej recenzję. Chociaż po lekturze powieści mogłabym przyporządkować ją do kategorii standard, to w drugiej części książki pojawiło się tak wiele dziwnych, a miejscami absurdalnych wątków, że tylko łapałam się za głowę. 

W powieści ze strony na stronę zaczyna przybywać coraz więcej mitologii, podań, legend, bajek… Wszystko naraz i nic osobno. Nawałnica tych różnorodności jest przytłaczająca. Z rozdziału na rozdział przestawałam pojmować fabułę, która, choć złożona, to nie była spójna. Przez cały czas nie potrafiłam odnaleźć jakiejś myśli przewodniej, kierującej bohaterami. Fakt – mieli jasno wytyczone cele, ale czy jednak, aby je osiągnąć, nie powinni realizować jakiegoś planu? To wszystko nadawało utworowi chaotyczności, co nie przeszkadzało w niczym, aby książka była po prostu przewidywalna, a przez co także miejscami nudna. 

Bohaterowie „Kwiatu paproci” wydawali mi się zwyczajnie nierealni. Postępowali niekonsekwentnie i nielogicznie. Miejscami zachowywali się zwyczajnie głupio czy wręcz idiotycznie. Przykładem mógłby być chociażby osiłek i wojskowy – Łamignat, którego zadaniem było strzec młodego cesarzewicza. W momencie, gdy starszy wiekiem i mądrością człowiek dowiedział się, iż jego podopieczny ma już za sobą inicjację seksualną, zarządził, że nie ma co siedzieć na wsi, a cała władza należy się młodemu. Kogo interesuje fakt, że wcześniej był rygor i obowiązki? Teraz czas słuchać głosu niedoszłego władcy! Issakios, a tak miał na imię ów młodzieniec, był postacią najmocniej mnie drażniącą. Chłopak zachowywał się jak przedszkolak, który, gdy tupnie nogą, oczekuje posłuchu. Nie ważne, że jego zarządzenia są niepoprawne, złe i do chrzanu. Musi być tak, jak on chce. Koniec. Kropka! A jak nie, to on jeszcze wszystkim pokaże, aż popamiętają… Więc co robi cała reszta ferajny? Zostawia go na pastwę losu? Ależ nie – to byłoby za proste. Chodzą za nim potulnie jak owieczki i robią co im się każe. 

Później przyszła kolej na dziecko dziczy, wychowane samopas, kradnące, bijące się w ciemnych uliczkach. Była to dziewczynka, która nie potrafiła zaufać absolutnie nikomu. Nikomu powtarzam! Jednak, gdy przyszło co do czego, to poszła z nieznajomym w siną dal,  bo mężczyzna  ten powiedział, że jej krzywdy nie zrobi…

Jak widać powyżej, wymieniać można długo. Zachowanie, charakter czy takie, a nie inne postępowanie bohaterów potrafiło doprowadzić mnie do szewskiej pasji oraz skutecznie i nieodwracalnie zabić ciekawość, która gdzieś w środku książki, delikatnie zaczęła się rodzić. Niestety kwiat tego uczucia został destrukcyjnie i bestialsko rozdeptany.

Największą przywarą książki jest jednak styl pisarza. Pan Dominik pisze topornie, sucho i nie ma za grosz serca do opisów, a chociaż ich wielką fanką nie jestem, to z samych dialogów czytelnik  też nie przeżyje. Tekst wydawał mi się napisany „aby szybciej, aby dalej”, brakowało mi obrazu tych wszystkich wydarzeń. Chociaż powieści słyną właśnie z tego, że odbiorca treści sam wizualizuje sobie świat przedstawiony, bohaterów czy różnorakie sytuacje, to pomoc ze strony autora też jest mile widziana.  Od czasu do czasu miałam wręcz wrażenie, że dialog czy opis jest wyrwany z kontekstu, ponieważ do miejsca, w którym z niewiadomego powodu się pojawił, zwyczajnie nie pasował.

„Kwiat paproci” miał możliwości, dobry start też z resztą, ale niestety… nie dobiegł do mety. Przewidywania były co najmniej mylne i niepoprawne.  Jeśli chodzi o podejście do książki, to chociaż mówi się, że gusta są różne, to do mnie powieść pana Dominika nie trafiła.  Nie chcę zostać źle odebrana, ale jestem całkiem pewna, że gdyby niektóre rzeczy zmienić, docisnąć czy zwyczajnie poprawić, to zamiast schematycznej książki o dość oklepanej fabule, wyszłaby powieść niecodzienna, swojska i z potencjałem na kontynuację.



seria/cykl wydawniczy: Kroniki arkadyjskie tom 1
wydawnictwo: Rebis
data wydania: lipiec 2012
ISBN: 978-83-7510-884-2
liczba stron: 400
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier



Egzemplarz dostałam od Domu Wydawniczego Rebis za co serdecznie dziękuję. :-)

Również może Ci się spodobać

12 nie zagryzła klawiatura

  1. Nierealni bohaterowie? Mało opisów i prawie same dialogi? Nie, dziękuję. Nie mam czasu na schematyczne i niedopracowane historie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tytułem spoileru moich przygód czytelniczych, to teraz przerabiam tytuł Fabryczny, który najprawdopodobniej zbierze plusy i owacje, a jest debiutem polsko - fantastycznym, że się tak wyrażę ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro tak, to nie ma sensu sięgać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż się wzdrygnęłam - z pewnością nie sięgnę ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja się jeszcze zastanowię nad lekturą...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam tę książkę, lecz chyba wolę jej nie komentować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Skoro książka jest niedopracowana, a wydarzenia wręcz absurdalne, będę trzymać się od niej z daleka. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. @AnnieK - chyba wiem dlaczego XD

    Querida - trzy metry odległości wystarczą XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Żeby nie było - są tacy, co polecają i naprawdę im się podoba. Tak więc, to tylko moje zdanie, czy przeczytacie książkę to już wasza decyzja. XD

    OdpowiedzUsuń
  10. Podobają mi się tytuły Twoich recenzji. ;D Nigdy nie wiem, czego się spodziewać. :3 A recenzja świetna! :D Ciekawiła mnie ta książka, ale nie spodziewałam się, że wyszło tak nieciekawie. :( Szkoda, bo zapowiadało się tak dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. W takim razie sobie daruję. Wystarczy mi na razie męczarni jakie przeżyłam w trakcie czytania "Lare i t'ae" :/

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl