Nie wiesz dokąd masz iść? Stój w miejscu!

14:36


Nieświeża krew z dedykacją dla Agnieszki. ;-)

Ostatnio z braku chęci do robienia czegokolwiek, surfowałam po internecie  w poszukiwaniu książkowych inspiracji. Między innymi trafiłam też na bardzo dobrą recenzję, bardzo złej książki, przez co obiecałam sobie, że dana powieść nigdy nie trafi do moich łapek. Minął tydzień, a ja dowiedziawszy się, że biblioteka niedawno zakupiła kilka nowych pozycji, wyruszyłam na łowy. Za biurkiem siedziała moja ulubiona bibliotekarka, szeroko uśmiechnięta z resztą.  Widząc, że zbliżam się do regałowej ofiary, spod  blatu biurka wyciągnęła kilka powieści – oczywiście specjalnie zarezerwowanych dla mnie.
Co leżało pomiędzy jedną dobrze zapowiadającą się książką, a drugą? „Eve”…

Eve, główna bohaterka książki zatytułowanej „Eve” (tak, właśnie wywróciłam oczami), jest osiemnastoletnią dziewczyną, która ma przed sobą wszystko.  To młoda kobieta z ambicjami, chcąca zmienić coś na tym ziemskim padole. Kujonka z wykształcenia i naiwna gąska z serca, ślepo wierzy w lepsze jutro. Niestety pewnego dnia, mrożące krew w żyłach doświadczenie, otwiera jej oczy na ponurą rzeczywistość, której wcześniej nie chciała zauważyć. Zostawiając przyjaciół na pastę losu, ucieka w świat przesiąknięty złem, aby szukać dobra. Oczywiście wszystkie jej pobudki są C-A-Ł-K-O-W-I-C-I-E altruistyczne.  Ona nie potrafi inaczej…

Wiecie co? Ostatnio odkryłam, że dzięki mojej Licencji na Wredotę, najlepiej mi się recenzuje książki, złe, do bani i takie, które powinno się całkowicie spalić. Dlaczego? Proste – sprawia mi to przyjemność. ^^ Pisząc te  wszystkie teksty, czuję się spełniona. Tak jakby moim życiowym obowiązkiem było sprawienie, że nikt nie sięgnie po dany produkt. Oczywiście od każdej reguły istnieje jakieś odstępstwo, a to, że lubię krytykować, nie oznacza, że robię to przez cały czas. Trzeba też brać pod uwagę fakt, że od czasu do czasu znajdzie się taka Blair, której możesz mówić jak krowie na rowie, wytykać palcem, zakazywać i ostrzegać, a ona i tak przeczyta, bo czerpie niewysłowioną przyjemność z definiowania stwierdzenia „do niczego”.

Na szczęście zawsze można odszukać powieść, która tej definicji nada nowe znaczenie…

Żeby nie było, że nie mam uczuć, to zacznę od plusów książki.  Swoją drogą może kiedyś w końcu znajdzie się śmiałek, który zapragnie podjąć się karkołomnego zadania odnalezienia owych emocji - ach te marzenia…  Więc! Jaka była pozytywna strona „Eve”? Widzieliście okładkę? Ilustracja dosyć pospolita, ale te połączenia kolorów… Boskie! 

Teraz pozwolicie, że przejdziemy do głównej części mego wystąpienia. Wiecie czym jest ta książka? Szkicem. Całość można odebrać w ten sposób, że autorka pewnego dnia obudziła się z "genialnym" pomysłem, stwierdziła, że napisze książkę, a przez cały  Boży dzień przelewała swe wymysły na papier, by o porze popołudniowej, dnia kolejnego, wysłać próbkę tej pisaniny do wydawnictwa. Czytelnik (w tym wypadku ja), zaczyna czytać książkę, a z kartki na kartkę entuzjazm spada (jeśli w ogóle takowy występował), bo jest tylko gorzej. Bohaterowie to płaskie kartony, które niby posiadają jakieś uczucia, ale nie na tyle, żeby wyjść poza schemat obojętności i czarnej dziury, która zieje pustką. Ich zachowania są pozbawione jakiejkolwiek logiki czy zdrowego rozsądku. Wystarczy przedstawić główną bohaterkę, która z założenia powinna być dziewczyną ułożoną i empatyczną. Eve od samego początku miała być młodą kobietą, odkrywającą w sobie odwagę do przeciwstawienia się rzeczywistości i to widać. Naprawdę można zauważyć, że autorka próbowała to przekazać! Najważniejszym słowem w poprzednim zdaniu jest niestety „próbowała”, ponieważ debiutującej Annie Carey się to nie udało, a nasza Eve stała się egoistyczną i samolubną zołzą. 

Narracja w książce jest pierwszoosobowa, a to niestety ogromny błąd, ponieważ źle wykreowana główna bohaterka nie tylko irytuje swoim zachowaniem i brakiem wyczucia, ale także zraża czytelnika własnym światopoglądem, który de facto nie istnieje. Jeśli miałabym podsumować warsztat pani Carey, to wystarczyłoby do tego następne zdanie. Powieść jest bogata w dialogi, uboga w opisy, a co najgorsze, ta książka to przede wszystkim bełkot nastolatki, która non stop, przez caaaały czas, użala się nad sobą. 

Już po prostu nie mam siły komentować faktu, że „Eve” to ponoć miała być antyutopia, a wyszło z tego jakieś ckliwe quasi paranormal romance, bo nazywanie tego PR-em to po prostu obraza dla tego gatunku. Jedyną podstawą dla świata przedstawionego jest informacja że była sobie zaraza, ludzie poumierali, teraz dzieje się źle i bumm!, Eve musi zmieniać świat dla swojej zakazanej miłości…
Chyba nawet szkoda wspominać, że czytelnik nie będzie miał za dużej szansy, aby dowiedzieć się, dlaczego ta cała „miłość” była zakazana, bo ja na przykład, do dzisiaj nie potrafię do tego dojść.

Wiecie czym jest „Eve”? Poradnikiem dla samobójców, albo przewodnikiem po zmasowanym ataku grupy klonów Chacka Norrisa. Pani Anna Carey udowadnia, że nie ma dosłownie żadnej trudności, której nie pokonałaby, stworzona przez nią główna bohaterka. Dzięki temu czytelnik może dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy! Na przykład – nie potrafisz pływać, a chcesz przejść na drugą stronę jeziora? Chwyć się gałęzi i, zanurzając się całkowicie w wodzie, przejdź po dnie zbiornika wodnego. Kolejną złotą myślą może być jazda konna. Goni cię tłum antyfanów, którzy uważają, iż Twoja książka to zbiór absurdalnych pomysłów i wątków bez polotu? A może uciekasz jeszcze z mamą, bo byłyście razem na zakupach? No problem! Zaraz pewnie zjawi się babcia na koniu*, dzięki której będziecie mogły we trójkę pogalopować na tym biednym zwierzęciu, w stronę zachodzącego słońca…

Mantrą, mottem i życiową myślą głównej bohaterki było jedno zdanie, które powtarzało się po kilka razy, w każdym rozdziale. Brzmiało ono, cytuję: „Nie wiem dokąd iść”. Tak więc Słoneczko, ja ci tego nie powiem, zarazem jednak nie mam bladego pojęcia co zrobiłaś, że zawędrowałaś tak daleko. Ludzie! Istnieje tyle dobrych, poczytnych książek, które mogłyby z powodzeniem sławić polską fantastykę za granicą. Przykładów jest mnóstwo! Nie potrafię zrozumieć faktu, że COŚ TAKIEGO jak „Eve”, nie tylko dobrze się sprzedaje u siebie, ale także jest zakupywane przez inne, zagraniczne wydawnictwa. Czy świat traci jakiekolwiek poczucie gustu, wyczucia, dobrego smaku? Wolę o tym nie myśleć za długo, ponieważ czuję jak we mnie wrze. Moją radą dla wszelkich książek, które nie wiedzą gdzie iść, będzie: zostańcie na miejscu! Może ktoś się po Was zgłosi, albo i lepiej, popchnie  Wasze karteczki w otchłań zapomnienia. 


tłumaczenie: Julia Wolin
tytuł oryginału: Eve
wydawnictwo: Amber
data wydania: maj 2012
ISBN: 978-83-241-4170-8
liczba stron: 304
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier






* Dla osób zainteresowanych i w temacie - "babcia" to zwykła "babcia", a nie "Babcia". :))

Również może Ci się spodobać

25 nie zagryzła klawiatura

  1. Mam tę książkę na półce i bardzo chcę się przekonać czy dla mnie też będzie dnem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie przeczytam recenzję. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie czyta się twoją recenzję, przynajmniej jeden pożytek z tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło słyszeć. ^^
    Chociaż wolałabym, żeby każdą moją recenzję się miło czytało. XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe ^^ Ale się uśmiałam :P Genialna recenzja, aż sama chcę sięgnąć teraz po tę książkę i przekonać się, jak głębokie może być to dno :D Dzięki Ci za ulepszenie mojego, jak dotąd, smętnego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahahaha:) Z jednej strony przykro mi, że tak zła książka Ci się "trafiła", ale z drugiej strony uwielbiam czytać takie recenzje. Na prawdę bosko Ci to wyszło. Chylę czoła i zapewniam, że po książkę nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hi hi... Padłam ze śmiechu :D
    Na pewno dobrowolnie jej nie kupię :D

    OdpowiedzUsuń
  8. O Borze Liściasty! Przez gałąź i jezioro omal nie oplułam monitora herbatą. Jak można wydawać takie głupoty?! Ta "książka" to katastrofa, ale recenzja jest świetna. ;)

    P.S. Zauważyłam, że ja też mam chyba Licencję na Wredotę, bo niedawno pisałam same negatywne opinie. O.O

    OdpowiedzUsuń
  9. @Jane - Licencja na Wredotę to przywilej! XD
    Ja właśnie też się zastanawiałam, jak można coś takiego wydać, ale niestety nic mi do głowy nie przyszło. Nie wiem - może wydawnictwo było pod władzą jakiś środków odużających. :D

    @Gosiarella - A dziękuję bardzo. ^^

    @ Bujaczek - Musisz uważać, coby nikt pod przymusem Ci nie kazał. :D


    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam czytać recenzje gniotów, zwłaszcza Twoje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O nieeee, to jednak sobie chyba daruję, to kolejna negatywna opinia. No chyba, że będe się chciała wyżyć pisząc negatywną reckę :D

    OdpowiedzUsuń
  12. co prawda mam ochotę na tę książkę od dawna, ale teraz się jednak jeszcze raz nad tym wyborem zastanowię

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahahahahahahhaha! Poradnik dla samobójców... Matko dobrze, że wahałam się przed sięgnięciem po tą książkę. Dziękuję za tą recenzję, swoją drogą świetną recenzję "bardzo złej książki". :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Haha...nigdy nie miałam przekonania co do tej książki i jak widać słusznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. A wiesz, czemu ja ją przeczytam? Pisałam juz u Tirindeth - bo ja też kocham pastwić się nad paranormalami ;D Co do tych gałęzi nad jeziorem, to już pisałam na poprzednim blogu - autorka chyba nigdy nad jeziorem nie była. No chyba, że nagle las się spiął i wyprodukował niskie gałęzie na całej długości zbiornika wodnego. Srsly?! Gałęzie nad całą długością jeziora?! :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Wiem Nyx, wiem. ^^
    Dlatego poczekam na recenzję. ;-)
    No wiesz, pewnie pomyślała "Nad jeziorem są drzewa c'nie? Więc dlaczego nie mogą być blisko brzegu... XD"

    @Sophie - Proszę bardzo. ;)

    @Larysa - Czyżby kobieca intuicja? ^^

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuje za dedykację, Twoja recenzja wynagrodziła mi koszmar czytania knota pt „Eve”. Jesteś Wielka, że z tak kiepskiego materiału stworzyłaś recenzenckie arcydzieło. Chapeau bas

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ładnie dziękuję za Wielkie Słowa. ^^

    I jeszcze jedno - jak tu kiedykolwiek wpadniesz i przeczytasz komentarze, to pamiętaj, że korzystanie z rad Poradnika dla Samobójców tylko na własną odpowiedzialność. :D

    OdpowiedzUsuń
  19. O Eve słyszałam już kilka razy - do dawna ma na nią chrapkę :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Czuję się skutecznie zniechęcona do tej książki. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Może źle to brzmi, ale miło mi to słyszeć. ^^

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie będę ukrywać, że pomysł na książkę jest ciekawy, a okładka cudowna. Jednak kiedy mam się wynudzić... Podziękuję.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Książka rzeczywiście nie nadaje się do czytania, a co tu dopiero mówić o pamiętaniu :)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl