W stolicy piekła, z dymu i popiołu odrodzi się Feniks...

20:02

*Recenzja przedpremierowa*

Od momentu, kiedy odłożyłam na półkę przedpremierowy egzemplarz „Delirium”, a otworzyłam list polecony z „Pandemonium”, minęło sporo czasu. Sama właściwie go nie odczułam i bynajmniej nie mam na myśli, że pierwszy tom antyutopijnej trylogii został puszczony w niepamięć, o nie! Po prostu w chwili, gdy spojrzałam na okładkę drugiej części, wszystkie te miesiące wyparowały…


Rzuciłam wszystko, co aktualnie miałam w zamiarze maglować i zatopiłam się w świecie doskonale zorganizowanym – bez miłości, gdzie wszyscy zapomnieli co oznacza podążanie za sercem czy uczuciami. Deficyt emocji, które zostały zastąpione chłodną kalkulacją, nie sprawił jednak, że moje pragnienie poznawania przygód Leny, zmniejszyło się. Właściwie mogłabym powiedzieć, że wręcz odwrotnie – za każdym razem, gdy sięgałam po powieść, by kontynuować lekturę, żar ciekawości w moim umyśle rósł.  Moment, w którym skończyły mi się nieprzeczytane strony, wreszcie nadszedł, jednak nie przyniósł ze sobą wyczekiwanych odpowiedzi. Ciekawość zanim zmaleć – wzrosła, a oprócz tego adoptowała także młodsze dziecko, zwane Listą. Wiecie w czym tkwi haczyk? Widzicie, „Pandemonium”  pozostawiło mi  niemały mętlik w głowie, co wcale nie przeszkadzało Liście, aby ta przestała zakupywać nowe zabawki, zwane pytaniami, a że było to dziecko rozpieszczone, Ciekawość obdarowała małą Listę tyloma zabawkami, iż te w końcu pochłonęły ją całą…

Od chwili, gdy zapoznałam się z opisem wydawniczym „Pandemonium”, sądziłam, że książka będzie od początku do końca przewidywalna. W jakimś stopniu udało mi się wyczuć kolejne ruchy głównej bohaterki czy też wskazać stronę, w którą skieruje się wątek. Nie wynikało to z faktu, że znałam Lenę – główną bohaterkę, jak starą rękawiczkę, a raczej ze schematyczności powieści młodzieżowej. Sam koniec – finisz, meta, ostateczna rozgrywka – była tak totalnie przewidywalna, że po prostu nudna. Właściwie mogłam pominąć dwa pierwsze z trzech ostatnich rozdziałów – może wtedy wszystko było by o niebo  bardziej interesujące. Ostatni bastion drugiej części mnie zawiódł, ponieważ nie licząc pytań, które nawiedziły mnie po przeczytaniu notki od wydawcy, nie przyniósł następnych. Nie oznacza to jednak, że moja, adoptowana przez Ciekawość, Lista, jest pozostawiona bez zabawek – na to nawet nie liczcie! Co więcej, jestem pewna, że  będzie się nimi bawić co najmniej do premiery „Requiem” – ostatniej części trylogii.

Pytania, pytania, pytania… i zero odpowiedzi. Tak właśnie przy „Pandemonium” postępuje pani Oliver – nie daje czytelnikowi żadnych odpowiedzi. Nawet na zagadnienia,  które nasunęły się przy „Delirium”. Chociaż fabuła ma całkiem solidne fundamenty, a dzięki sytuacji, w której znalazła się nasza główna bohaterka, jesteśmy też w stanie głębiej wsiąknąć w świat przedstawiony, zaserwowany przez autorkę, to nie wiele więcej się o nim dowiadujemy. Książka, podobnie jak jej poprzedniczka, opiera się na jednej podstawowej prawdziwe, którą można zawrzeć w dwóch zdaniach pojedynczych. Świat Leny, to świat bez miłości. Lena odkrywa czym jest miłość…

I to są dwie najważniejsze rzeczy, które mnie denerwują w obydwu częściach. 

Stworzenie antyutopii, gdzie uczucie jakim jest miłość, to wątek przewodni, jest bardzo… wygodne. Dlaczego? Dlatego, że autorzy dzisiejszych antyutopii na siłę wtłaczają tam całą gamę wydarzeń, jakby przepisanych z dramatu Szekspira, gdzie zakazana miłość musi stawać czoło światu. W końcu, gdy odkładam taką książkę na miejsce, pierwszym wrażeniem jakie nadchodzi, jest dziwne uczucie, że właśnie skończyłam czytać mdły paranormal romance, gdzie świat przedstawiony posiadał jakieś tam elementy antyutopii, pisane w kilku zdaniach pierwszego rozdziału. Tak więc -jak mówiłam - stworzenie świata, gdzie główna bohaterka musi się zmagać ze „złym” uczuciem, a później o nie walczyć, jest bardzo wygodne. 

Pewnie przedstawiając to od tej strony, jestem wredna. Musicie jednak uwierzyć, że takie refleksje nie naszłyby mnie, gdyby było tutaj choć trochę mniej romansu. Może jestem przeczulona na tym punkcie i przesadzam, ale „ochów i achów” głównej bohaterki na palcach  nie można by było zliczyć – zaręczam Wam. Przy czym z rozdziału na rozdział było tego więcej.  Plus dla autorki za to, że nie zapomniała o fakcie, gdzie umiejscowiła akcję. „Pandemonium” nie jest antyutopią, która absorbuje tak bardzo, że emocje z niej emanujące wwiercają się w skórę. Nie jest to książka z gatunku tych, które się zapomina po odłożeniu na półkę, ale na pewno czytelnik nie będzie przeżywał lektury tak bardzo, że wystąpi u niego zjawisko kaca książkowego. Chociaż autorka nie tylko opisem, ale także dialogami bohaterów czy ich zachowaniami przypomina o zasadach, na których opiera się fabuła, nie doczekałam się mrożących krew w żyłach sytuacji, gdy moje serce miałoby szansę zapłakać nad głównym bohaterem, a umysł rozpoczynać poszukiwania pomysłu nierealnego, na ulżenie cierpieniu danej postaci. W moim prywatnym odczuciu tak właśnie powinny działać antyutopie. 

Rozdziały książki są podzielone na „wtedy” i „teraz”, a obydwie części przeplatają się wzajemnie, dając czytelnikowi możliwość na zaznajomienie się z wydarzeniami, które miały miejsce  jakiś czas po ucieczce głównej bohaterki, a sytuacjami „nowej Leny”, która wypełnia misję na rzecz buntowników. Zraziła mnie tutaj troszeczkę przerwa, a raczej luka czasowa, ponieważ autorka całkiem dała sobie spokój z momentem ucieczki Leny i zaczęła snuć historię od chwili, gdy ta zapoznaje się z nowym otoczeniem. Po lekturze „Delirium” właśnie na to czekałam i zawiodłam się ogromnie, że nie dane mi było zapoznać się z tą częścią opowieści.

Sama Lena w „Pandemonium” przechodzi gwałtowne zmiany.  Dziewczyna jest chyba najbardziej dynamiczną postacią, która występuje w tej części. Narracja jest znowu poprowadzona z jej punktu widzenia, a autorce nie można mieć tego za złe, ponieważ w książce nie występują wydarzenia, które upominałyby się o narratora wszechwiedzącego, a większość sytuacji opisanych w powieści wręcz wymagała, aby czytelnik zapoznał się z opinią Leny na ten temat. Działo się tak, ponieważ zmiana, która zaszła w głównej bohaterce nie była gwałtowna. To nie była sytuacja typu: W pierwszej części delikatna jak stokrotka, a w następnej kłująca jak kaktus. Pani Oliver poświęciła większość czasu na opisanie procesów, zmian, które zaszły w Lenie. Dzięki temu czytelnik nie widzi nic dziwnego w fakcie, że główna bohaterka postąpiła tak, a nie inaczej. Oczywiście w „Pandemonium” dochodzi cała gama nowych postaci, które manipulują i oddziaływują na dziewczynę, jednak są oni bardziej dopełnieniem całości niż partnerem w prowadzeniu akcji.  Po drugie rozpisywanie się na ich temat mogłoby być bardzo trudne bez spoilerowania, czego nie wolno mi robić. ^^

Reasumując, „Pandemonium” jest dobrą książką, świetną kontynuacją i wartościową pozycją dla grupy wiekowej, do której jest skierowana. Młodzież, jeśli spróbuje, będzie miała szansę odczytać pomiędzy wierszami sens kilku ważnych prawd życiowych, ponieważ cała trylogia „Delirium”, to przede wszystkim, w jakiś dziwny sposób, opowieść o szukaniu wartości w życiu i podążaniu za uczuciami, ale także o kierowaniu się rozumem. Jest to historia mówiąca czytelnikowi, że warto walczyć o własne zdanie, stawać po stronie prawdy i nigdy, przenigdy nie tracić nadziei. W „Pandemonium” jest także zawarta niema wiadomość o sile samozaparcia i wiary w siebie. Książka mówi przede wszystkim o ogromnej odwadze, którą trzeba wykazać, by po upadku, dać sobie radę, aby się podnieść.

tytuł: Pandemonium
autor: Lauren Oliver
tłumaczenie: Monika Bukowska
tytuł oryginału: Pandemonium
seria/cykl wydawniczy: Delirium tom 2
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 03 październik 2012
ISBN: 978-83-7515-222-7
liczba stron: 376
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Otwarte. ;-)

Również może Ci się spodobać

18 nie zagryzła klawiatura

  1. Czytałam pierwszy tom i jestem w nim zakochana, dlatego na 100% sięgnę po kontynuację :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przede mną jeszcze "Delirium", ale z każdą kolejną recenzją książek z tej trylogii rośnie mój apetyt na nie :D A okładka jest niesamowita :)

    OdpowiedzUsuń
  3. w planie mam pierwszy tom - dopiero. Teraz natomiast czytając twoją recke mam mętlik w głowie i jakoś nie śpieszno mi jak wcześniej do książek :(

    OdpowiedzUsuń
  4. To niech będzie (Twój post na fb) - Twoja recenzja jest przegenialna i normalnie mistrzowska, haha
    Niestety zgodzić się z Tobą nie mogę, bowiem mnie "Pandemonium" wciągnęło od pierwszej strony. I wcale mi ta przewidywalność nie przeszkadzała. Uwielbiam język Oliver i tak dramatyczne zakończenia, więc daję najwyższą notę powieści. Niemniej jednak ciężko się nie zgodzić na schemat panujący w antyutopiach - tutaj również występował. Jednak podsumowując, ja się w książce zakochałam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie ją czytam, jak nie zapomnę to wrócę tu gdy umieszczę recenzję na blogu ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że dzisiaj skończę Pandemonium, a najpóźniej jutro :) Jak dotąd, świetnie mi się czyta.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Bujaczku - przypomnę Ci, a co!
    @- Kadzia - chociaż jedna, chociaż jedna na me prośby zareagowała. :) Dzięki Ci o dobra Książkoholiczko!!

    @ Upadły aniele - a czytaj, czytaj. ;) A nóż, widelec, Tobie bardziej do gustu przypadnie. (chociaż mi się obydwie na poziomie zadowalającym, podobały. ;-))

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem pewna, że przeczytam! :D Pierwsza cześć bardzo mi sę podobała, więc myślę, że tutaj będzie podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałam wczoraj skomentować, ale nie miałam pojęcia, co napisać. Recenzja jest świetna. Zgadzam się z pewnymi rzeczami, ale nie widzę nic złego w tej "wygodzie". Hmmm... ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam jeszcze "Delirium", ale gdy tylko uda mi się je dostać ruszę również na polowanie 2 tomu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wygodne? Czy ja wiem? Mnie się to podobało. Dla mnie to dystopia ma budzić grozę, taki "Więzień labiryntu" na przykład. ;)

    P.S. Zapraszam do udziału w TOP na MAXA.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż poradzę że zakochałam się w tej serii? Teraz nie mogę usiedzieć na myśl o Requiem, ale na to chyba mi jeszcze trochę poczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Aaaaa, ja chcę, nie mogę się doczekać!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwszy tom czeka na półce, a na drugi poluję! Świetna recenzja:D
    Zapraszam do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Obie części czekają na półce i obie znajdują się w moich najbliższych planach czytelniczych :D

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl