Żyć każdym nowym dniem

14:03

*RECENZJA PRZEDPREMIEROWA*

Ostatnio pozycji antyutopijnych czy dystopijnych wyrosło na rynku wydawniczym tyle, co grzybów po deszczu. Nie wiem skąd się to bierze, jednak muszę przyznać, że jest to zjawisko dosyć przerażające. Nie dość, że poziom spada z książki na książkę, to sama przestaję się orientować w wydawniczych „świeżynkach”. Doszłam do takiego wniosku w momencie, kiedy w którejś z kolei czytanej przeze mnie recenzji, zauważyłam porównanie danej pozycji do dwóch innych powieści, których za bardzo nie kojarzyłam.  Wychwyciłam także bardzo dużą tendencję do porównywania wszystkiego do "Igrzysk śmierci" i pisania o "inspirowaniu się" dziełem innego pisarza...


Szczęśliwym trafem i gavranią znajomością, udało mi się przeczytać przedpremierowo „Rebelianta”, pierwszą część trylogii zwanej „Legendą”. Chociaż na początku zbyt dużo nie wymagałam ani nie oczekiwałam od tej powieści, sądząc, że będzie to kolejna książka z rodzaju tych, które szybko się czyta i równie szybko zapomina, wciągnęłam się już od pierwszego rozdziału. Ze zdziwieniem obserwowałam własną fascynację tym tytułem, nieprzerwanie przewracałam kartki, byle tylko dokończyć zdanie, akapit, rozdział… Niby gdzieś tam, o uwagę dopraszał się Rozsądek, nieprzerwanie recytujący listę rzeczy, które już dawno powinnam zrobić, jednak czułam się tak, jakby działo się to bardzo daleko, w całkowicie odmiennym świecie od tego, w którym akurat przebywałam…

June, geniusz militarny kontra Day, młodociany przestępca. Dwa różne światy, dwa odmienne spojrzenia na życie… Ich ścieżki krzyżują się. To było do przewidzenia, ważniejszą kwestią jest zakończenie spotkania.  Ona napędzana wściekłością i cierpieniem, on desperacją i odwagą, kto przeżyje to starcie? Zbieg okoliczności sprawia, że bohaterowie dowiadują się w jaki sposób połączyły się ich losy. Jednocześnie niszczą woal kłamstw i wstrząsają własnym światopoglądem. Jak wiele jesteś w stanie wybaczyć? Jak daleko jesteś w stanie posunąć się, aby ocalić najbliższych?

Co zrobisz, jeśli okaże się, że Twój wróg jest tak naprawdę… Twoim największym sprzymierzeńcem?

„Legenda. Rebeliant” to debiut Marie Lu, jednakże, przy czytaniu, ten fakt nie jest odczuwalny. Chociaż kilka razy udało mi się wychwycić drobne potknięcie autorki, luki informacyjne w fabule, do których po prostu można się przyczepić, to nie były to rzucające się w oczy błędy, psujące lekturę książki. Chciałabym też zakomunikować, że przy tej powieści nie użyję określenia „dobra jak na debiut”, po pierwsze, zwykle w ogóle tego nie robię, po drugie, ta książka jest po prostu dobra – pod względem konstrukcji, kreacji bohaterów,  zaprezentowania świata przedstawionego i dynamicznej akcji. Wciąga od pierwszych stron i nie pozwala o sobie zapomnieć. To nie jest kolejne czytadło, po którym treść powieści całkowicie wyparuje z głowy czytelnika. Tutaj, gdy w końcu nadeszła ta chwila, aby przeczytać ostatnie zdanie, od razu wiedziałam, że wydarzenia opisane w „Rebeliancie” jeszcze długo będą mnie męczyć. Chociaż później zaczęłam podczytywać inną powieść, myślami błądziłam między Day’em i June. Zastanawiałam się, jak zacznie się „Wybraniec”, co będzie tam opisane… 

„Rebeliant” to dopiero pierwsza część trylogii i liczę się z faktem, że trzeba go traktować jako wprowadzenie do historii, którą autorka dopiero zaczęła opowiadać. Nie mogę jednak powstrzymać uczucia, że świat przedstawiony był w pewien sposób… Zamknięty? Szczelny? Akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych, okej, ale pisarka ani słowem nie wspomina co się dzieje w innych częściach świata. Czy w ogóle istnieje tam jeszcze jakakolwiek cywilizacja? Jeśli tak, to jakie, polityczne, ekonomiczne czy militarnie, nastawienie mają te narody do USA i sytuacji, która ma miejsce w Ameryce? Wspierają ich? A może stoją po stronie Kolonii?  Bardzo zabrakło mi takowego wątku. 

Bohaterowie, wykreowani przez Marie Lu, to tak naprawdę dzieciaki poważnie doświadczone przez życie.  Wiecie, kiedy moim zdaniem kończy się dzieciństwo? W tym samym momencie, gdy z Waszych oczu znika niewinność i naiwna wiara. Możesz mieć wtedy lat pięć, pięćdziesiąt – bez różnicy. Dwójka młodych protagonistów to młodzież, która wiedziała, że życie potrafi mocno kopnąć, odwrócić się i na twoich oczach podpalić Ci jeszcze dom. Chociaż ich poglądy były skrajnie zróżnicowane, fascynowało mnie obserwowanie, jak te dwa światy ścierają się. Próba przebicia się argumentów przez mur zbudowany z kłamstw samej Republiki. Chęć przyjęcia prawdy. Zmiana opinii. Czasami trzeba poświęcić wiele czasu, żeby zrozumieć, iż się mylimy… Postaci wykreowane przez pisarkę, były bardzo interesujące. Każde na swój sposób szczególne, rozpoznawalne. Nie zlewały się w jedną bezkształtną masę chodzących zombi, że się tak wyrażę. 

Muszę jednak napisać, że przeszkadzał mi wątek miłosny. Bardzo. Był infantylny, bezpośredni, nie potrzebnie wprowadzony. Nie sądzę, żeby do zrozumienia siebie nawzajem protagoniści koniecznie potrzebowali tru luffa, potrafiącego olśnić swym blaskiem nawet najbardziej zUy charakter. Ja rozumiem, że tutaj jest pewien wiek docelowy i zapewne to właśnie na młodzieńcze potrzeby zostało wprowadzone gorące uczucie… Przełknięcie tej miłosnej otoczki stało się dla mnie rzeczą trudną ze względu na to, że to wszystko było takie naiwne, małostkowe i sztuczne. Mówi się trudno. Cała reszta powieści była dobra, więc, summa summarum, ten jeden wątek jeszcze można przetrwać.

Jak wspomniałam wcześniej, „Igrzyska śmierci” stały się boskim wyznacznikiem wszelkich antyutopii. Już od dawna jestem po lekturze całej trylogii Collins, więc bardzo trudno byłoby mi  ją porównywać do pierwszej części „Legendy”, a mówienie o całej serii w związku z debiutem Lu jest po prostu nie fair. Jeśli chodzi o moją subiektywną ocenę, to tak, „Legenda” ma szansę. Osobiście już od dawna nie czytałam tak dobrej dystopii.  Polecam - nic dodać, nic ująć. :)


tłumaczenie: Marcin Mortka
tytuł oryginału: Legend
seria/cykl wydawniczy: Legend tom I
wydawnictwo: Zielona Sowa
data wydania: 15 październik 2012
ISBN: 978-83-265-0466-2
słowa kluczowe: legenda, marie lu, zielona sowa
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa
język: polski
typ: papier



Również może Ci się spodobać

18 nie zagryzła klawiatura

  1. Nie zwracałam na nią zbytniej uwagi, ale to już któraś pozytywna recenzja, którą czytam... Może się jednak skuszę kiedyś :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety muszę się zgodzić. "Igrzyska" są naprawdę porównywane do niemal każdej antyutopii i zamiast zachęcać, mnie to osobiście odrzuca. Trylogia ta wpiła mi się głęboko w pamięć i była po prostu wyjątkowa, a niewiele jest takich książek i zbędne porównywanie nie ma sensu.
    O "Rebeliancie" słyszałam dużo, ale nie jestem szczególnie zainteresowana tą książką. Jak wpadnie mi w ręce to przeczytam, ale sama nie będę starała się jej poszukiwać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, bo lektura naprawdę dobra. ;-)
    Czytałam "Igrzyska..." kilka lat temu i chociaż cały czas mam do książki sentyment, to z perspektywy czasu nie mogę sobie odpowiedzieć na pytanie, co takiego w tej książce widziałam, że wcześniej aż tak piałam z zachwytu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako że lubię dystopie i czytałam trylogię "Igrzyska śmierci" oraz "Dotyk Julii", to i po tę książkę mam zamiar sięgnąć! Zapowiada się fantastycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią przeczytam. Już od pewnego czasu czyham na nią :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam już wiele pozytywnych recenzji tej książki i z każdą kolejną opinią mam na tę powieść coraz większą ochotę. Nie ma mowy, żebym jej nie przeczytała, bo skoro tak zachęcasz... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wiem co w niej widziałam i widzieć będę. Niekonwencjonalną historię, wzruszającą i do głębi prawdziwą, a także fantastyczny styl pisarki. I chociaż trochę minęło, odkąd czytałam "Igrzyska" to wiem, że trylogia ta pozostanie w mojej pamięci, jako jedna z najlepszych!

    OdpowiedzUsuń
  8. Blair, nawet jak chwali to musi uszczypnąć, nic nie umknie jej uwaadze

    OdpowiedzUsuń
  9. Baaardzo chcę przeczytać *.* Trzeba wydłużyć dobę, jak nic! :DD

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się, świetna książka!

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Kadzia - racja, ale wcześniej ta powieść była dla mnie idealistycznie - perfekcyjna, a teraz, kiedy do niej wracam, zaczynam zauważać potknięcia, lekkie błędy autorki...
    Może po prostu to ja rozwijam się jako czytelniczka, ale nie widzę już w "Igrzyskach" tego co wcześniej. :)

    @Aga - Cała ja ^v^

    @Gosiarellu - premiera w tym tygodniu, więc możesz już startować. :)

    @izaa. - tak trzymać! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z początku omijałam ten tytuł szerokim łukiem, chociaż sama nie do końca wiem dlaczego. Jednak gdy zaczęły pojawiać się pierwsze recenzje zaczęłam skłaniać się ku niej. Twoja recenzja tylko przypieczętowała ten los :D Sięgnę po książkę najszybciej jak to tylko będzie możliwe :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Zwłaszcza to tłumaczenie książki wydaje się być kuszące ;) Ja swój egzemplarz muszę jeszcze przeczytać :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam tę książkę i szczerze mówiąc to mi się nie podobała. Chyba nie będę czekać na następną część.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pragnę tylko zwrócić uwagę gawiedzi, że Igrzyska Śmierci to właściwie zrzynka z Battle Royale. Podobieństw jest tak dużo, że raczej trudno mówić o zwykłej zbieżności. Choć Collins bardzo ugrzeczniła i wygładziła tę opowieść.

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak, wiem o tym. :D
    Oglądałam film, po przeczytaniu książki, ale nie zmienia to faktu, że już nigdy więcej na tą powieść nie spojrzę tak samo...

    Nie zmienia to też nic względem miliona nastolatek, które szaleją za książką i nic sobie z tego nie robią. ^v^

    OdpowiedzUsuń
  17. TAK - od początku gdy o niej usłyszałam wiedziałam, żer jest dla mnie i muszę ją przeczytać!! :D

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl