Duet do zadań niemożliwych

12:13


Recenzja: „Nowe Imperium. Szmaragdowy Sztorm” Michael Sullivan

Trochę czasu minęło, zanim mój rygorystyczny szef, którego zwą Czas, pozwolił mi na sięgnięcie po kontynuację przygód mistrzowskiego i genialnego duetu dwóch złodziejaszków. Ten powrót był nieunikniony. Tak samo jak słońce wschodzi o poranku i zachodzi po południu (cóż… zima), tak i ja wiedziałam, że po prostu muszę zapoznać się z dwoma kolejnymi częściami o nazwach pięknie brzmiących: „Nowe Imperium. Szmaragdowy Sztorm”. 


Chociaż książka ma prawie dziewięćset stron, to przeczytanie jej zajęło mi niecałe trzy dni. Wybaczcie mi - źle się wyraziłam. Nie tyle przeczytanie, co pochłonięcie. Przygody sławnego duetu wciąga się na raz, nawet nie zauważając, że historia dobiega końca. Autor pisze zwięźle i treściwie, nie traci czasu na opisy szczegółów, jednakże tutaj można uznać to za plus obydwu powieści. Tak samo jak przy dwóch poprzednich częściach, tak i w tych pisarz prowadzi na raz kilka wątków, opowiadając o przygodach protagonistów, ich przyjaciół oraz postaci pobocznych, które po pewnym czasie mają decydujący wpływ na bieżące wydarzenia. 

Autor z pewną lekkością pióra wprowadzał mnie, jako czytelnika, w nowe miejsca, kształtował kolejnych bohaterów, uzupełniając kolory, na i tak już różnorodnym, wachlarzu barw.  Pan Sullivan zastosował bardzo interesujący manewr  - stworzył pozornie całkowicie od siebie odmienne postaci, które różnią się wszystkim, od pozycji na dworze począwszy i na charakterach skończywszy. Dopiero z biegiem akcji czytelnik ma szansę się przekonać, że każdy szczegół w tej machinie się zazębia, nic nie dzieje się bez przyczyny, i każdy, nawet najmniej znaczący bohater, ma jakąś rolę do odegrania.  

Co najdziwniejsze, o wiele przyjemniej czytało mi się o przygodach postaci drugoplanowych, chwilowo nie odgrywających żadnej roli w głównym wątku. Te, wręcz epizodyczne, wydarzenia przyciągały moją uwagę o wiele bardziej, aż w końcu przyłapywałam się na tym, że wyczekuję powrotu do wcześniej przerwanego  opisu lub do przygód nowego bohatera. Być może decydujący wpływ na to miał fakt, że obydwie części uzasadniają rozpad duetu złodziejaszków. Protagoniści zaczynają tutaj tracić swój blask, pewien prestiż. Zaczęłam ich postrzegać jako zwykłych obywateli, bardziej jako wspierających się przyjaciół niż partnerów. 

Akcja przez większość obydwu powieści jest powolna, widocznie przyspiesza dopiero pod koniec, przy opisach wątków kulminacyjnych. Nie oznacza to jednakże, że przez większość powieści się nudziłam. Autor przez cały czas wplatał w fabułę nowe szczegóły, tajemnice, pozornie nic nie znaczące wydarzenia, aby pod koniec spójnie to wszystko połączyć. Pisarz momentami korzysta z wręcz banalnych rozwiązań, jednocześnie do samego końca trzymając czytelnika w napięciu. Kilka razy nie mogłam się wręcz nadziwić, że sama nie wpadłam na dane rozwiązanie. 

„Nowe Imperium. Szmaragdowy Sztorm” to powieści, które bezsprzecznie o wiele lepiej wyszły autorowi od debiutu. Poprawa jest widoczna od razu, ponieważ  dzięki ciekawszym bohaterom pobocznym i lepszemu prowadzeniu fabuły, książka zyskała na wartości. Jest ciekawsza, bardziej absorbująca. Natomiast prosty styl, skłonność do tworzenia wielu wątków i kreowaniu nowych bohaterów, to cechy, które w pewien sposób stały się charakterystyczne dla tego autora. Jestem pewna, że przy następnej części, nie zostanę zaskoczona przez pisarza, a kontynuacja przygód duetu złodziejaszków zostanie poprowadzona podobnie. 

Cały czas twórczość pana Sullivana pozostaje miłym przerywnikiem. Powieści tego autora polecam szczególnie tym osobom, które szukają w książkach chwili rozrywki, absorbującej historii, bohaterów, z którymi mogliby się utożsamiać. Po każdą następną część sięga się z równą przyjemnością co po poprzednią, dzięki czemu niektóre wpadki czy też niedociągnięcia nie będą już aż tak bardzo widoczne.  Książki pana Michaela są ciekawe, barwne, momentami humorystyczne. To lekka, nic nie wymagająca lektura, która pozwala na chwilkę relaksu i zatopienia się w innym świecie.

tłumaczenie: Edward Szmigiel
tytuł oryginału: Nyphron Rising. Emerald Storm
seria/cykl wydawniczy: The Riyria Revelations tom 2
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: wrzesień 2012
liczba stron: 856
język: polski
typ: papier

Również może Ci się spodobać

3 nie zagryzła klawiatura

  1. Opis powieści brzmi bardzo ciekawie. Nie zniechęca mnie spora ilość stron, jednak powolna akcja już tak. Mimo wszystko z chęcią sięgnęłabym po pierwszą część owej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oh... już wcześniej ta książka wpadła mi w oko, ale to przeczytaniu twojej recenzji już się w niej zakochała. Idealnie moje klimaty :) Musze ją mieć.!

    OdpowiedzUsuń
  3. To właśnie dzięki tej części polubiłam ten niesforny duet :D Już nie mogę doczekać się ostatniego już tomu :( i momentu w którym będę mogła nadrobić zaległość z pierwszym :D

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl