„Podjąć musi herosów siedmiu wyzwanie…”

21:53


Recenzja: „Znak Ateny” Rick Rioedan

Kilka miesięcy temu, po przeczytaniu „Syna Neptuna”, zrezygnowałam z recenzowania powieści, które wyszły spod pióra pana Ricka Riordana. Niby co miałabym napisać w takiej recenzji, żeby się nie powtarzać? Oprócz akapitu z krótkim streszczeniem książki, który i tak czasami omijam, nic odkrywczego w takim tekście by się nie znalazło. Szczerze powiedziawszy, to najzupełniej w świecie całą tę recenzję, podsumowałoby kilka poniższych zdań:


Ale ta książka była MEGA!  BOSKA! Słów mi nie wystarcza, więc zaraz zacznę majtać rękoma!  Mówię, Wam, że Rick Riordan totalnie wymiata! To taki fajny pisarz! Umrę, jak nie przeczytam następnej części jeszcze w tym roku!*




Jednak ze względu na to, że jestem Szanowaną Panią Recenzentką (taaa jasne), a na tego bloga ostatnimi czasy zaglądają moi znajomi i rodzina, niestety nie mogę wyrazić swojej opinii tylko poprzez tą jedną, wiele wyrażającą, wypowiedź. Trzeba to jakoś rozpisać na akapity.  Pytanie za 100 punktów – Jak? Dużo czasu mi zajęło, zanim doszłam do wniosku, że zrobię to tak jak zwykle – po swojemu. Zatem, jako wielmożna pani menadżerka vel właścicielka tego otóż bloga, w kilku akapitach, które można by było skrócić do kilku zdań, wyjaśnię Wam, dlaczego warto czytać Ricka Riordana...

„Znak Ateny” to trzecia część z cyklu o Olimpijskich Herosach. Nie wiem czemu, po lekturze „Syna Neptuna” wmówiłam sobie, że jest to trylogia. Na szczęście zostałam dość szybko uświadomiona, iż w książce, którą aktualnie czytałam, nie znajdę wszystkich odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Oczywiście ogromnie się z tego ucieszyłam – co jak co, ale o przygodach moich ulubionych bohaterów mogłabym czytać i czytać! Trzecia część jest przede wszystkim łącznikiem – to tutaj siedmioro herosów z Wielkiej Przepowiedni zacznie działać wspólnie. Stając naprzeciw wrogom, nasi dzielni bohaterowie nie tylko będą musieli zmierzyć się z prawie że niemożliwym do wykonania zadaniem, ale także własnymi słabościami, lękami i tajemnicami.

Rzeczą, która wyróżnia „Znak Ateny” spośród poprzednich tomów, to fakt, że tym razem autor, prowadząc narrację trzecioosobową, pozwolił czytelnikowi poznawać wydarzenia z punktu widzenia Annabeth. Dlaczego to takie niezwykłe? Widzicie, fani twórczości tego jakże poczytnego pisarza, mieli szansę poznać córę Ateny już w pierwszym tomie cyklu „Percy Jackson i bogowie olimpijscy”. Jest to jedna z tych „starych bohaterek”, z którymi tak bardzo trudno było mi się pożegnać. Ucieszyłam się, gdy autor wciągnął Annabeth w wir wydarzeń już przy „Zagubionym herosie”, ale poprowadzenie narracji z jej punktu widzenia… To było po prostu niezwykłe! Właściwie dowiedziałam się, że tak naprawdę nic o niej wcześniej nie wiedziałam. Córka Ateny nie tylko okazała się niezwykle przenikliwą i inteligentną dziewczyną, ale także wrażliwą i uczuciową nastolatką, która, postawiona pomiędzy młotem, a kowadłem, musiała za wszelką cenę uważać na kroki, które stawiała. 

Podobnie jak przy poprzednich książkach Ricka Riordana i w tej po prostu nie mogło zabraknąć humoru. Muszę Wam powiedzieć, że gdybym miała przytoczyć ulubiony fragment, to  nie mogłabym się powstrzymać i przepisałabym całą książkę! Niesamowitą rzeczą było obserwowanie siebie samej, kiedy podczas wyjątkowo okropnego i przygnębiającego dnia, podczas lektury „Znaku Anteny”, natychmiast się rozpogadzałam.  Drugą tak ważną rzeczą jest sama akcja, która, chociaż niezwykle dynamiczna, została przeprowadzona w taki sposób, że nie gubiłam się w natłoku wydarzeń, zręcznie odnajdywałam się wraz z bohaterami, w każdej nowej sytuacji. 

W momencie, kiedy przyszedł czas na przeczytanie ostatniej strony, czułam się po prostu zdruzgotana! Jak ta, ponad pięciuset stronicowa, książka mogła się tak podle zachować, kończąc się  zbyt szybko?! Co jak co, ale powieściom Ricka Riordana  brakuje wychowania! Dlaczego cały czas nie potrafią opanować umiejętności powiększania liczby stron? Konstruowania nowych wydarzeń? Dlaczego nie przenoszą mnie całkowicie do centrum akcji, nie sprawiają, że staję się jednym z bohaterów? Jak ten autor tak może – pozwalać, aby czytelnik na kilka słodkich godzin zatopił się w wykreowanym przez niego świecie, a później brutalnie wyrywać go z niego? Toż to nie przystoi!

Tak więc, skoro jeszcze nie zostaliście zarażeni Riordanią przez Sophie (co właściwie jest niemożliwe, bo z pewnych źródeł wiem, że latała po całej blogosferze, działając lepiej niż Czarna Śmierć w średniowieczu),  to dość skromnie wierzę w to, iż po dokończeniu mojej, jakże przewspaniałej recenzji, nie zrobicie nic innego, a chwycicie po twórczość tego Pana. Nie będę już schematycznie się powtarzać, że „polecam”, że „warto”, że „nie powinniście tego przegapić”. Niedługo Apokalipsa – sami się zastanówcie czy naprawdę nie było by ogromnym błędem, chociaż nie spróbować przeczytania jednego rozdziału. Z doświadczenia wiem, że właśnie tyle wystarczy. :)

tłumaczenie: Andrzej Polkowski
tytuł oryginału: The Mark of Athena
seria/cykl wydawniczy: Olimpijscy Herosi tom 3
wydawnictwo: Galeria Książki
data wydania: listopad 2012 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-62170-58-6
liczba stron: 528
kategoria: przygodowa
język: polski
typ: papier





*Znaczy,  potraktujcie to ostatnie zdanie jako wyolbrzymienie. Wiecie, trochę mnie poniosło. Tak właściwie mogłabym sobie jeszcze pożyć, oczywiście jak nas ta Apokalipsa nie spotka.  :-)

Również może Ci się spodobać

14 nie zagryzła klawiatura

  1. Jakoś mnie ta seria nie kręci i chyba jej nigdy nie przeczytam ; p

    OdpowiedzUsuń
  2. Seria na oku :) Zdobędę książki, to się z nią zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, powieści Riordana są rzeczywiście niezwykłe. Nie miałam jeszcze okazji czytać tego tomu, ale mam nadzieję, że uda mi się to zrobić jeszcze w tym roku. Lektury TAKIEJ książki nie powinno się odkładać na później. Jeszcze nie znam tej części, a już nie mogę doczekać się następnej. Co ten autor z ludźmi robi... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja już książkę przeczytałam, ale mimo wszystko, chętnie zrobiłabym to jeszcze raz! Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna recenzja! :D Teraz wzięłabym tą książkę i przeczytała jeszcze raz, tak mnie zachęciłaś. :D
    No i mam nadzieję, że moja kampania naprawdę jest taka skuteczna(hohohohoho).
    I dokładnie, czemu ta książka w magiczny sposób się nie wydłuża, no? Chciałoby się! <3
    To co latem jedziemy na Obóz Herosów? :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, och... Przez Ciebie cały dzień dzisiaj się rumienię Sophie. :-P

    Oczywiście, że jedziemy! :DD

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie Sophie nie zaraziła, zaraziłam się sama :D

    OdpowiedzUsuń
  8. No proszę! To świetnie! Prawda, że wystarcza tylko jeden rozdział? ^v^

    OdpowiedzUsuń
  9. Matko jak ja kocham tego autora! Po prostu nie wiem jak tę miłość wyrazić! A recenzja świetna, dokładnie odzwierciedla moje odczucia :D

    OdpowiedzUsuń
  10. A dziękuję bardzo. :-D
    Nie mogę się już doczekać kontynuacji!! *-*

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zawsze świetna recenzja :D No i jak tu się dalej bronić rękami i nogami, że nie sięgnę, nie przeczytam żadnej z pozostałych książek tego autora?? Raczej się nie da, ale ja i tak jeszcze spróbuje :P

    OdpowiedzUsuń
  12. ale się głupio czuję, bo nie miałam jeszcze w ręku ani jednej jego książki. przysięgam poprawę!

    OdpowiedzUsuń
  13. Tala, dziękuję bardzo! :-) Próbować możesz, możesz, ale i tak wiem, że szybciej czy później pojawi się recenzja. ^v^

    Gumciobook - aj tam głupio! Czytaj, czytaj i się nie przejmuj. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kamilek Kowalski20 stycznia 2014 16:14

    ja przygode z tym autorem zaczełem gdy raz na obozie obejrzałem złodziej pioruna potem zapomniałem o tym i po paru latach pewnego dnia znalazłem ją na półce więc przeczytałem i mnie ta seia wciągneła właśnie skończyłem syna neptuna

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl