Poczuj nieskończoność

19:22



Dzisiaj kilka słów o filmie, którego pewnie nie obejrzałabym bez rekomendacji koleżanki. Fakt faktem, że jak od czasu do czasu ktoś czegoś nie podstawi Blair pod nos i nie powie, że powinna się tym zainteresować, to wcześniej wspomniana jednostka ma problemy z dostrzeganiem pewnych rzeczy, dziejących się wokół niej. Niemniej jednak zauważyłam, że „Perks of Being a Wallflower” przeszło w naszym kraju bez echa. Tytuł mignął mi przed oczami kilka razy, ale nic więcej, czego kompletnie nie potrafię pojąć. Dlaczego? Otóż jest to film, nie tylko przyzwoicie stworzony, bez większych wizualnych zastrzeżeń, ale także, chociaż akcja ma miejsce w latach 90.,  obraz posiada interesującą fabułę, która porusza ważne i trudne tematy dotykając,e również współczesną, młodzież.

Jest to historia Charliego (Logan Lerman) – chłopaka, który zmaga się z wieloma problemami, takimi jak samobójstwo najlepszego przyjaciela, pierwsza miłość i koszmary ciągnące się za nim z przeszłości. Nieśmiały, wyobcowany outsider – trzy pierwsze słowa, które przychodzą na myśl, gdy chcę opisać głównego bohatera, który nie ma lekko w życiu. Nietradycyjne poglądy i brak umiejętności dopasowania się do jakiejkolwiek grupy rówieśników, sprawiają, że nastolatkowi jeszcze trudniej odnaleźć się w nowej sytuacji.  Wszystko nabiera tępa, gdy do gry wkraczają Sam (Emma Watson) i Patrick (Ezra Miller), przyrodnie rodzeństwo, potrafiące docenić wrażliwość i oryginalność swojego nowego kolegi.

Być może zabrzmi to dosyć trywialnie, ale ten film ma słodko-gorzki smak. Gdy wreszcie postanowiłam się z nim zapoznać (oczywiście musiał swoje odczekać, gdy Blair buforowała), byłam przygotowana na ciężki klimat, obraz, który wzbudzałby we mnie wszelkie, może nie tyle co złe, a smutne odczucia. Jednym z wielu pozytywów „Perks of Being a Wallflower” jest właśnie brak elementu bombardowania widza różnorakimi emocjami. Podobnie, jak we wcześniej recenzowanym „Poradniku pozytywnego myślenia”, dobre i budujące uczucia przeplatają się z tymi negatywnymi, czasami nawet działają razem, wzbudzając jednocześnie w odbiorcy zdezorientowanie i wahanie. Dzięki  wywoływaniu takiej mieszanki emocji, reżyser jednocześnie też jaśniej eksponuje przesłanie filmu, problemy z jakimi boryka się główny bohater. Szczerze – to jeden z tych filmów młodzieżowych, który oprócz  super-drużyny sportowej i cheerleaderek, pokazuje także inne aspekty życia zwykłego nastolatka. Nietolerancja, wyobcowanie, próba odnalezienia własnej drogi, ostracyzm w społeczeństwie i wreszcie problemy rodzinne – ktoś mógłby powiedzieć: „Ale jakie problemy ma dzisiejsza młodzież?”.  Jak wcześniej wspomniałam, akcja filmu ma miejsce w latach 90., ale tak naprawdę – z punktu widzenia osoby, która jeszcze ma te „naście” lat – nie wiele się zmieniło.

Sposób w jaki są poruszane te trudne tematy - odważyłabym się powiedzieć, że w tamtych czasach to niektóre nawet uznawane za tabu - równoważy dobrze skonstruowany scenariusz, nie ubogi w zabawne gagi czy humor sytuacyjny. Mała ciekawostka, że zarówno autorem powieści, na podstawie której powstał film, reżyserem, jak i scenarzystą jest ta sama osoba - Stephen Chbosky. Nie przypominam sobie, żebym wcześniej natknęła się na taką sytuację w innych, znanych i oglądanych filmach.  Przyznam, że książki nie czytałam – tak moi drodzy, biję się w pierś! – jednakowoż słyszałam, że ekranizacja jest mocno ułagodzona względem do pierwowzoru. Nie potwierdzę, nie zaprzeczę, jednak nie mogłabym pisać o tym filmie i nie wspomnieć o aktorach, którzy – no cóż :) – dali czadu!

Główna trójca: Charlie-Sam-Patrick byli wprost niezastąpieni. Już na samym początku wystąpił u mnie symptom lekkiego uprzedzenia, gdy zauważyłam, że jedną z ważniejszych ról dostała w przydziale Emma Watson, na szczęście z powodzeniem udało mi się to uczucie zdusić w zarodku. I bardzo dobrze! Popełniłam ten błąd, że po „Harrym Potterze” zaszufladkowałam tę aktorkę, która naprawdę ma jeszcze wiele do udowodnienia, i mam nadzieję, że dostanie jeszcze większą ilość szans do zaskoczenia widza.  Chłopcy sprawili się bez zarzutu, tworząc kilka wyjątkowych scen, do których będę powracała z prawdziwą przyjemnością, rodzina Charliego stanowiła bardziej tło całej opowieści, co bynajmniej nie sprawiło, że postaci odgrywane przez Ninę Dobrev, Dylana McDermotta czy Kate Welsh  dały się zepchnąć na margines.

Tak siedząc przed telewizorem  półtorej godziny, człowiek nie nastawia się na to, że coś, co już zdążył ocenić, da radę go zaskoczyć. To właśnie pewna niespodzianka, chociaż siódmym zmysłem przeczuwana, wpadła na zabawę totalnie niezapowiedziana. I co zrobiła? Sprawiła, że trybiki wskoczyły na swoje miejsce, fabuła stała się spójna, a jednocześnie wytoczyła z nieczułej jednostki Blairowskiej kilka słonych kropel i oficjalnie zapisała się na listę: „Filmów, które koniecznie trzeba powtórzyć!”.


gatunek: Dramat
produkcja:  USA
premiera: 8 września 2012 (świat)
reżyseria: Stephen Chbosky
scenariusz: Stephen Chbosky



Również może Ci się spodobać

4 nie zagryzła klawiatura

  1. Filmowo widzę u Ciebie. ;D Oglądałam film i zgadzam się. Jest warty zobaczenia, strasznie mi się podobał i nawet książkę czytałam. Czy ułagodzono? Hmm, sama nie wiem, wydaje mi się, że nie, ale czytałam rok temu, więc nie mogę stwierdzić z pewnością. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, Emmę wielbię od dawna i o filmie usłyszałam właśnie dlatego, że w nim gra :) Co to niej, to rzuć okiem także na "Zaczarowane baletki", zagrała tam jeszcze podczas kręcenia Harry'ego Pottera.
    A co do filmu, to bardzo mi się podobał. Wcześniej zdążyłam przeczytać książkę i myślę, że udało im się utrzymać jej klimat. Co prawda brakowało mi kilku mocniejszych scen, które były w książce, ale zakończenie zarówno jednego i drugiego było zrobione w odpowiedni sposób.
    Jak w ogóle, recenzja książki "Perks of Being a Wallflower" była pierwszą, jaka pojawiła się u mnie na blogu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? O! To muszę obejrzeć! :)

      Usuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl