Śliweczka po raz piąty!

14:43



„Stephanie Plum: Przybić piątkę” Janet Evanovich

Nie wiem czy pamiętacie (lepiej się nie przyznawajcie, jeśli nie!), na początku miesiąca uraczyłam Was tekstem na temat czterech pierwszych tomów przygód Stephanie Plum. Ostatnio wyczekiwałam przesyłki z częścią szóstą -  „Po szóste nie odpuszczaj”, a dostałam  także „Przybić piątkę”. Tradycji musi stać się zadość, piąta część leży już na odpowiedniej półeczce przeczytana, więc zanim sięgnę po następną (a tak nie mogę się doczekać!), trzeba mi jeszcze przez chwilę pozachwycać się piątą. A jak było? Po Śliwkowemu moi drodzy!

Tym razem nasza ukochana Łowczyni nagród musiała wyjść na poszukiwania kłopotów, które dotychczas same ją odnajdywały. Jak to się mogło stać? Zapytacie. Ano, tak to właśnie jest, kiedy ludzie prawi i moralni grzecznie sami przychodzą przed oblicze sądu, miast korzystać z tej wątpliwej przyjemności bycia przynoszonym przez naszą Stephanie. Jak oni tak mogą?! Obraza majestatu po prostu! Nic to – Śliweczka wychodząc z założenia, że już większa problemy miała – wpada na genialny pomysł rozwiązania swoich kłopotów finansowych i zwraca się do swego mentora, a zarazem przyjaciela - Komandosa. 

Jak Śliwka w kompot, znów wpadając w  Kłopoty.

Czym różni się „Przybić piątkę” od poprzednich części? Szczerze? Praktycznie niczym. Mamy tutaj taką samą ilość humoru, zabawnych gagów, zwrotów akcji, niespodziewanych niespodzianek, starć na froncie Stephanie – Morelli, a zwieńczeniem tego pysznego torciku może być tylko najnowsza zabawa na drugim froncie Stephanie – Komandos. Chociaż muszę przyznać, że czasami wręcz nie mogłam wyjść ze zdziwienia, gdy nowe postaci wyskakiwały jak Filip z konopii, Śliweczka próbowała rozwiązywać swoje problemy, sposobami, w których absurd można by było metrami mierzyć, a wydarzenia były naciągane jak gumka ze starych majtek. 

Jednak nie można się czepiać (nawet jeśli naprawdę jest czego), gdy w grę wchodzi lekkie i sprytne pióro Janet Evanovich, nadające życie nowym postaciom, zmieniające bieg wydarzeń o 180 stopni jednym żartem i sprawiające, że człowiek z czystą przyjemnością ponownie zaczytuje się kilkoma ostatnimi stronami, z którymi dopiero co się zapoznał, aby ponownie, tym razem planowo, wybuchnąć śmiechem. 

Chociaż każdą z części przygód Stephanie można czytać osobno, nie spoilerując sobie za dużo o kolejnych przeżyciach naszej dzielnej Łowczyni nagród, to muszę napisać, że w „Przybić piątkę” robi się coraz to ciekawiej, a wszystko przez relację Stephanie – Morelli, która niedawno poruszyła się do przodu i teraz nie chce się zatrzymać. Na drodze staje jej kilka przeciwności losu i inne, hm… zastępcze?, możliwości, jednak sądzę, że wierni fani Stefci dobrze wiedzą, jak to się wszystko skończy…

Summa sumarum – piąta część przygód Śliweczki nie jest gorsza od pozostałych, sprawia, że czytelnik bardziej niż dotychczas pragnie złapać w swoje łapki następny tom, a także wprowadza zamieszanie w, i tak już chaotyczne, życie Stephanie. „Przybić piątkę” to książka lekka, łatwa i przyjemna. Nie wymagająca od odbiorcy zbyt wiele, nie licząc prostej zasady, że gdy czyta się o przygodach Stephanie, to się nie myśli, nie kalkuluje i nie ocenia, bo można dostać potężnego bólu głowy.  
  

 tłumaczenie: Dominika Repeczko tytuł oryginału: High Five seria/cykl wydawniczy: Stephanie Plum Dziewczyny nie płaczą tom 5 wydawnictwo: Fabryka Słów data wydania: styczeń 2013 ISBN: 978-83-7574-735-5 liczba stron: 512 kategoria: thriller/sensacja/kryminał język: polski typ: papier


 

Również może Ci się spodobać

8 nie zagryzła klawiatura

  1. A mnie ta śliwka nie kusi niestety :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam tylko pierwszą część tej serii, tak więc kolejne wciąż przede mną. Ale po tylu pozytywnych recenzjach wprost nie mogę doczekać się lektury! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Za Tobą już piąta część, a ja nie czytałam jeszcze ani jednej... Muszę w końcu dopaść koleżankę, która posiada bodajże dwie pierwsze części i poprosić, aby użyczyła mi ich. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mam u siebie pierwszy i szósty tom, wiem genialna jestem. Mówią jednak, że nie trzeba czytać po kolei... Oby tak było bo uduszę! xD

    OdpowiedzUsuń
  5. A u mnie leżą trzy dziewicze tomy i zawsze kiedy już idę po pierwszy w łapy wpada mi coś innego

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaa! Muszę w końcu dostać w swoje ręce pierwszy tom :D Jak się wkurzę to porwę z bibliotecznej półki stare wydanie. O ile oczywiście je odnajdę w przepastnych korytarzach między półkami :P

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl