Zaliczyć doskonałość

15:03


Proporcjonalnie do ilości wolnego czasu, zwiększa mi się ilość książek na stosiku. Mówię Wam, to musi być jakiś talent! Jeszcze dwa tygodnie temu, na swój dosyć marny stos lektur, napaliłam się jak szczerbaty na suchary. Zadziwiające, ale wtedy jeszcze byłam całkowicie przekonana, że podczas ferii uda mi się wszystkie książki odłożyć ładnie na półkę (tylko przeczytane pozycje dostępują tego zaszczytu), którą przygotuję na nadejście następnych powieści, mających mnie nawiedzić w czasie przyszłym. Nie mam pojęcia, kiedy pogodziłam się z faktem, że jestem zbyt miętka na postanowienia. Pomiędzy wizytą listonosza a kuriera? Po piątym czy po dziesiątym Empikowym rajdzie? 

Uległam, wypięłam się na postanowienia i zaczęłam czytać akurat to, co mi wpadło w oko.
Jedną z takich powieści był „Pierwszy grób po prawej”.


Książka już na wejściu poraziła mnie dość tandetną ilustracją na okładce. Możecie powiedzieć, że się czepiam, ale za literkę nie mam pojęcia, co miała ona prezentować. Być może w tych na czerwoniutko pomalowanych paznokietkach kryło się drugie dno? Może kosa u kostuchy, która nie używa kosy, miała prezentować brak jakiegoś czynnika „pi”, który odnajdzie się dopiero za sześćset sześćdziesiątą szóstą stroną? Prowadząc tak iście diabelskie dywagacje, stwierdziłam, że nie ma co przedłużać, skoro „Show must go on”. Kierując się twierdzeniem, że tylko wnętrze książki się liczy… Postanowiłam zapoznać się z tworem Daryndy Jones.

 Byłam przygotowana na paranormal romance, nie spodziewałam się jednak wygadanej, egocentrycznej i „najwspanialszej ze wspaniałych” bohaterki. Po kilku minutach ogarniania, zrozumiałam, że to co dla mnie z definicji zwie się „suchar”, to dla panny Jestem Chodzącą Zajebistością jest „żartem”. Jak książkę otworzyłam na pierwszej stronie, to zamknęłam na piątej, uzmysławiając sobie, że jeszcze nie jestem gotowa na Charley Davidson. Być może to właśnie Charley była gotowa na mnie, bo, chociaż powieść odłożyłam na stosik „Doczytać kiedy indziej” (tudzież: nigdy), to ta zawzięta jędza zaserwowała mi kompleks nie przeczytanej książki, który charakteryzuje się dość specyficznym głodem czytelniczym, nie mijającym dopóki nie skończy się danej pozycji. 

Samowolnie stwierdzając, że pierwsze pięć stron mam już zaliczone, złapałam oddech, nie puściłam i zaczęłam czytać dalej. Mój czyn był pełen heroizmu i podziwu dla siebie samej - właściwie to sądzę, że z tych dwóch powodów właśnie się nie udusiłam, zanim pozwoliłam sobie pooddychać przy wdzięcznym napisie: „Rozdział drugi”.  Później już poszło szybko. Książka całkiem nieźle mnie wciągnęła i zainteresowała, mało tego!, po lekturze powieści wręcz z przerażeniem zauważyłam, że zostałam zręcznie omamiona! 

Widzicie, „Pierwszy grób po prawej” to dosyć niezły początek serii, absorbujące czytadło na jeden wieczór. Wszystko byłoby w porządku, a seria miałaby aspiracje na „Jedną Z Tych, Które Prawie Pokochał Cień” (pamiętajcie, że prawie robi dużą różnice), gdyby nie fakt, że zbierając się do pisania recenzji, zaczęłam wyliczać wady. W ten sposób rzeczy, które na początku miały mi zająć z dwa akapity, teraz panoszą się prawie po całym tekście. „Jak to się stało?” zapytacie. 

Danie zaserwowane przez panią Daryndę Jones i wdzięcznie zatytułowane „Pierwszy grób po prawej” razem przedstawione jest nie tylko zjadliwe, ale też spójne i interesujące. Gorzej, gdy rozkłada się to na czynniki pierwsze. Wtedy już nie jest tak fajnie. Na przykład, największym problemem jest dla mnie  sprecyzowanie tutaj jakiegoś gatunku. Tak właściwie ta książka stoi w pół drogi od paranormal romance do urban fantasy. Mogłoby się wydawać, że autorka chciała czerpać jak najwięcej z najlepszych cech tych obu gatunków, oddając w ręce czytelnika pozycję, która posiadałaby niebanalny i tajemniczy wątek kryminalny, z akcją mającą miejsce w zwykłym mieście lecz z niezwykłą bohaterką, na drodze której stanąłby prawdziwy i jedyny tru loff… 

A wyszło, jak wyszło.

Rozkładając książkę na czynniki pierwsze, składa się ona z pospolitego, drętwego i monotonnego wątku kryminalnego, który wielokrotnie tylko wprowadza chaos i zamęt. Równolegle do obecnej sprawy, nasza ukochana główna bohaterka prowadzi także swoje śledztwo, które bardzo widocznie wybija się spośród wszelkich innych wątków. Nie wiem czemu pisarka postawiła sobie za punkt honoru wprowadzać wątek z potrójnym morderstwem, skoro jednocześnie robiła wszystko, aby odurzyć czytelnika parą Charley-Reys, do tego stopnia, żeby odbiorca tekstu wyczekiwał momentu aż będzie mu dane znów odczytać kilka słów na ten temat. 

Panna Davidson to postać przejaskrawiona, jednak nie w kierunku perfekcjonizmu i merysuizmu, a raczej nierealności. Brakowało jej pewnej naturalności. Charley była pyskata, wygadana i  dowcipna z serii ”Milcz i słuchaj, bo jestem genjószem”. Taka doskonała w swej niedoskonałości. Nienaturalna. Nieprzekonująca. W zasadzie, oprócz pary głównych postaci oraz z dwóch drugoplanowych, cała reszta była mdła, nie przykuwająca uwagi i mało interesująca. Jak na ironię, Garret, detektyw współpracujący z Charley, bohater, który najbardziej mnie zaciekawił, z punktu widzenia Charlotte został przedstawiony, jako naiwny nieudacznik i zakłamaniec. Bidok za pierwszym razem na słowo nie uwierzył, że panna Davidson widzi duchy, które przechodząc przez nią, dostępują zaszczytu odwiedzenia znajomych w niebie, więc nie był wart uwagi kogoś tak jedwabistego, jak ona. Szkoda.

Warto też wspomnieć o NIM. Tajemniczy, groźny, mroczny, uwodzicielski, seksowny, wręcz diabelsko przystojny z duszą anioła… Wypisywać można by tak było jeszcze długo, ponieważ pani Jones, przedstawiając Reysa, jednocześnie robi też wszystko, by rozkochać w nim rzesze czytelników nie zważając na to czy książkę trzyma dziewięćdziesięcioletni dziadek – prędzej czy później on też nie będzie potrafił wymawiać imienia JEGO bez zachwytu. Ach!

Ta książka bez wątpienia ma coś w sobie. Sami widzicie, że nawet, jeśli zacznę chwalić, to po sekundzie dochodzi jakieś „ale”. Zakończenie „Pierwszego grobu po prawej” mogłoby być bardziej… przyziemne, chociaż i tak jestem ciekawa, jak dalej autorka ma zamiar rozwinąć tę historię. W tę powieść trzeba się na początku wgryźć i przekonać, a chociaż później można jej wiele zarzucić, to aż szkoda nie dopowiedzieć, że, czytając, dobrze się spędziło z nią wieczór. 

tytuł oryginału: First Grave on the Right
seria/cykl wydawniczy: Przygody Charley Davidson tom 1
wydawnictwo: Papierowy Księżyc
data wydania: sierpień 2012
ISBN: 978-83-61386-18-6
kategoria: fantastyka, paranormal romance, urban fantasy,
język: polski
typ: papier

Nutka na dziś:



Również może Ci się spodobać

24 nie zagryzła klawiatura

  1. Jak dla mnie to ta książka ma w sobie to coś skałaniające do wrzucenia jej do pieca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... xD
      Takie też czytałam, ale nie jestem pewna czy "Pierwszy grób..." zasługuje na takie radykalne środki. :P

      Usuń
  2. No nie wiem... czytałam kilka bardzo pozytywnych opinii i gdzieś między wierszami dopatrzyłam się, że główna bohterka dysponuje ciętym humorem. Uwielbiam tego rodzaju elementy występujące w powieściach, sarkazm, ironia, czarny humor... I liczyłam na to, że znajdę je w "Pierwszym grobie...". Widzę, że są wady, a w dodatku jest i romans. Dość często spotykałam się z książkami, które możnaby zakwalifikować do paranormal romance i urban fantasy. Pierwszego gatunku nie znoszę, drugi kocham. I zawsze boję się, że zbyt wiele ckliwych, bądź kipiących gorącymi uczuciami scenek zepsuje mi radość z lektury, od której oczekuję czegoś innego.
    Tą recenzją zasiałaś we mnie ziarno niepewności i jakoś nie palę się juz aż tak mocno do dorwania książki pani Jones. Jednak jeżeli kiedyś wejdę w jej posiadanie, na pewno ją przeczytam, podchodząc do lektury z lekkim sceptycyzmem.
    Ojć, rozpisałam się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Główna bohaterka jak najbardziej jest zabawna i dowcipna, ale do mnie trafiała tylko 1/3 jej "żartów". Było tego po prostu za dużo. Sama lubię humor w książkach i naprawdę inaczej jest, kiedy autor ma wyczucie, a bohater zażartuje w odpowiednim miejscu, zamiast rzucać sucharami i wydzierać się, że to świeże bułeczki. xD

      Romans w tej książce też nie najgorszy, a właściwie chyba - nie wierzę, że to mówię - najciekawszy. :P

      Rozpisywanie się mile widziane. :)

      Usuń
    2. Za dużo żartów do tego wszystkie o podłożu seksualnym bleee

      Usuń
    3. Umiar jest wzkazany we wszystkim;) A więc nie mówię nie lekturze, ale coś czuję, że to nie będzie ucieleśnienie moich fantazji o książce idealnej xD

      Usuń
  3. Niestety ja też się na nią nie pokuszę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam mieszane uczucia co do tej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już od dawna przymierzam się do tej książki, ale ciągle jakaś inna staje mi na drodze. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się z nią zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja z każdym kolejnym dniem tracę na nią ochotę :( Ale za to Florence mogę słuchać na okrągło :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam nie narzekam. Czytałam tę książkę. Lekka i niezobowiązująca. Czekam teraz na kontynuację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja, ale mam też nadzieję, że w kolejnej części więcej wątków pójdzie w ruch. ;)

      Usuń
  8. mam w planach, ale jakoś bardzo odległych - wcześniej miałam na nią większą chrapkę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książki na jeden wieczór też są czasem przydatne

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam za dużo do przeczytania a to brzmi zbyt stereotypowo. Dam sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo wszystko jestem dosyć ciekawa tej powieści :) Recenzja jak zawsze świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Podobała mi się, ale widziałam pewne niedociągnięcia i czułam lekki niedosyt. Zobaczymy jak to będzie dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Narobiłaś mi wielkiej ochoty!
    Teraz to już na pewno będę musiała się z nią zapoznać;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochana, talent, o którym wspominasz na początku, posiadam również ja - sama nie wiem, czy to dobrze, czy nie za bardzo. ;-) Mam tę powieść w formie e-booka i na pewno wezmę się za nią niebawem, ponieważ czuję się zaintrygowana.

    OdpowiedzUsuń
  15. Genialna okładka i ten tytuł. Mocno intrygujące:)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl