BoChater walczący pod sztandarem rocka

21:44


Człowiek sięga po książkę z różnych powodów. Jeśli chodzi na przykład o mój rocznik, to w większości wypadków jest to zakup szkolnych podręczników, których nie będzie się miało w zamiarze otwierać częściej niż byłoby to konieczne. Dzięki temu jestem z siebie naprawdę dumna! Dlaczego? Otóż potrafię wymyślić więcej sposobów użycia książki, a żadnym z nich nie jest chęć wtopienia się w tło, po wyciągnięciu podręcznika na ławkę. Jako szanujący się książkoholik, czytam też dla samego czytania. Pomiędzy jedną bardziej wymagającą lekturą, a drugim opracowaniem wymaganego materiału, lubię sięgnąć po coś łatwego, lekkiego i przyjemnego.

Dlatego też, gdy zaproponowano mi zrecenzowanie „Dreszcza” nie wahałam się ani chwili – tym bardziej, że twórczość Jakuba Ćwieka nie jest mi obca, a ostatnio przeczytani „Chłopcy” utwierdzili mnie w przekonaniu, że na „Kłamcy” świat się nie kończy. Najnowsza powieść pisarza opowiada o Ryszardzie  „Zwierzu” Zwierzchowskim, którego esencją życia jest rock, ciepłe piwo i kasa od jedynego dziecka, chcącego się do niego przyznać. Mowa oczywiście o Janice – wzorze cnót, żonie pastora, kobiecie albo bezwzględnej, albo naiwnej – o czym mogą świadczyć jej usilne próby znalezienia ojcu pracy na etacie. 

Oczywiście nic nie jest takie samo po tym, jak Rychu spotka młodego Benjamina… Pardon! Jak walnie w niego piorun.

Chciałabym napisać Wam coś ciekawego o samej fabule, bohaterach czy akcji, ale za bardzo mi nie wychodzi. Rzecz w tym, że „Dreszcz” to dość cienka książka, zapowiadająca się na wstęp czegoś większego i niestety jednocześnie nie posiadająca niczego, co by ją wyróżniało. Zaraz pewnie powiecie – „Alejakto? Przecież protagonistą był tam podstarzały, niespełniony rockman, który zyskał super-hiper-moce, dzięki temu, że walnął w niego piorun!”. Porównanie z Hancockiem nasuwa się jakby samo. A i Hancock, jakoś estetyczniej się rysował, w kinie,  na tle  Los Angeles aniżeli Rychu, w mojej głowie, na tle Krakowa. 

Niby pojawiają się nowe Problemy w życiu głównego bohatera, ale w ogólnym rozrachunku okazuje się, iż problemem to one nie są. Niby mamy kilku charakterystycznych - mogących kłuć w oczy - postaci, z tym, że kłują oni jedną, tępą szpilką – rozróżniałam ich na postawie jednej, może dwóch cech – przypominają bardziej zarys, zwiastun przyszłej jaskrawości, która z czasem pojawi się u danego bohatera. W końcu – niby mamy energiczną, interesują akcję, jednak spowalnia ona tam, gdzie dopiero zaczyna się porządnie rozpędzać i kończy w miejscu, gdzie opisywane są najbardziej ekscytujące rzeczy. Czyli – tak właściwie – strony w  książce nie walą siłą decybeli, a raczej irytują dziwnym, niezidentyfikowanym szumem. 

„Dreszcz” to idealny wypychacz czasu, nie za wiele wymagający od swojego czytelnika. Powieść czyta się dosyć szybko i przyjemnie. Absorbuje w małym stopniu i nie kusi do powrotu, gdy się ją odłoży. Świetna propozycja dla tych, którzy potrzebują chwili rozrywki, ograniczającej się do ich osoby i kilku wyimaginowanych.


Tytuł: Dreszcz
Autor: Jakub Ćwiek
seria/cykl wydawniczy: fantastyczna fabryka tom 1
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 20 marca 2013
ISBN: 9788375748468
liczba stron: 296
język: polski
typ: papier
Nutka na dziś:


* Tak - ten tytuł to tak specjalnie. Dziękuję za uwagę. xD*

Również może Ci się spodobać

9 nie zagryzła klawiatura

  1. Uwielbiam Twoje recenzje :)
    Ćwieka mam dopiero w dalszych planach, chociaż... Może nie aż takich dalekich? Bardziej niż Dreszcz przekonują mnie Chłopcy i to od nich chyba zacznę. Potem sięgnę po Kłamcę (tak sobie to teraz planuję...), ale i na rockmana w średnim wieku czas przyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli jednak najpierw czytam Kłamcę, a Dreszcza w jakiejś dalszej przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od jakiegoś czasu zmuszam się do literatury polskiej. Ćwiek jest wyjątkiem, do którego zmuszać mnie nie trzeba. "Dreszcza" czytałam i akurat byłam zadowolona, że akcja rozgrywa się na tle Krakowa i Katowic. Taki nasz rodzimy, menelowaty bohater ma swój urok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu zmuszasz? xD
      Sama ciekawa jestem jak będzie wyglądała kontynuacja, może wtedy więcej uroku protagonisty dostrzegę. :)

      Usuń
  4. Raczej sięgnę po tę książkę...Chociaż na początku nie byłam do niej za bardzo przekonana, to po twojej recenzji czuję,że warto przeczytać tę książkę... Czekam na następne recenzje i zapraszam do mnie- na http://kraina--sztuki.blogspot.com/Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna recenzja, jednak to nie jest moja tematyka. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi podobają się wszystkie książki Ćwieka. Naprawę polecam.
    Nie mogę już doczekać sie na następną część

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobra, rozrywkowa książka :D Miło mi się czytało.

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl