Nasza indywidualna barwa

18:58



Od czasu do czasu przy rodzinnych spotkaniach, temat schodzi na słodkość i cukierkowość nastoletnich pociech, które niestety - ku zgrozie wszelkich babć - dorastają. Od jakiś 10 lat jestem pewna, że moja rodzina nie posiada umiejętności wzdychania ku pieluszkowej przeszłości, bo za każdym razem, gdy temat schodzi na Blair, to zamiast hymnów i poematów na jej cześć, rozmowa toczy się w ten sposób:
 - A ona tak tą paszczę darła, nic tylko zawsze ją trzeba było w wózku wozić aż zasnęła!
 - Tak pamiętam! Cud, że nie skończyła jako śpiewaczka operowa! 
 Sama   oczywiście tego nie pamiętam, a z tytułu pierworodnej i jednocześnie jedynej córki mych rodziców pozwalam sobie na wypieranie pewnych sytuacji z przeszłości. 

Jednak fakt pozostaje faktem, że do dzisiaj najszybciej zasypiam gdy podróżuję wszelkimi środkami komunikacji miejskiej (taka pozostałość po dzieciństwie, o!). Mało tego! Jazda takim samochodem sprawia, że świat wydaje mi się o wiele prostszy niż zazwyczaj! Jednak, aby nie było tak łatwo sobie żyć, to Rzeczywistość zesłała na mnie kilka przeciwności losu. Widzicie, nie ma sensu jeździć niczym innym niż autem, skoro ma się w zamiarze spać (nie zawsze to ciemny zaułek jest groźny!), abym ja mogła spać = ktoś musi go prowadzić. Już nie wspominając, że sam na wodę nie jeździ… Na szczęście istnieją pewne suplementy diety, które pozwalają zachować godność (i pieniążki), jednocześnie też dając taki sam efekt.

Każdy ma swój fetysz, pasję czy hobby. Sposób na relaks, swobodę czy zwykłą poprawę humoru. Czasami jedno przeplata się z drugim, innymi razy są to dwie odrębne rzeczy. Mam znajomych, których pasją, a jednocześnie sposobem na wyładowanie energii jest taniec. Nie raz widziałam, jak ludzie uspokajali się przy muzyce, poprawiali sobie nastrój jeżdżąc konno. Słyszałam też, że niektórzy dla równowagi – aby lepiej się poczuć – rozwiązują mniejszy problem, a później biorą się za większy. Tak naprawdę już od dziecka znajdujemy sobie lekarstwa na ból, gdy życie daje w kość. Jedni zbierają znaczki, drudzy grają w szachy.

Ja czytam książki.

Nie będę Wam tu bajać jak to fajnie jest oderwać się od rzeczywistości, poszukać azylu, przeżyć przygodę nie wychodząc z domu, raz za razem kolorować swoje życie powieściowymi słowami, albo wydzierać trochę śmiechu z dialogów i rzucać go na własne zasmucone poletko, żeby tam sobie kiełkował. Jestem w 100% pewna, że większość z Was to książkoholicy, więc tłumaczenie Wam, po co wącham książkę przed jej przeczytaniem  lub macam ją w księgarni przed zakupem, to jak uczenie profesora filologii polskiej rodzimego alfabetu – po prostu zbyteczne. Jednak, gdyby okazało się, że trafią tu osoby, dla których obowiązkowe 5- minutowe wgapianie się w okładkę książki - "podziwianie jej" przed rozpoczęciem czytania, czy zwykłe tworzenie trylionów list zatytułowanych „must read”, będzie niezrozumiałe – wytłumaczę.

Otóż drogi Czytelniku, nie mam pojęcia kim dokładnie jesteś. Jakie żywisz zainteresowania, co kochasz robić lub czego po stokroć nienawidzisz. Tak więc przez jedną, malutką chwilkę wyobraź sobie, że stoisz w próżni. Wszystko jest szare. Jesteś tylko Ty i ta nicość. Codzienność składa się z wykonywania przeróżnych obowiązków, mijania innych szarych ludzików – zwykłego egzystowania. Teraz sobie wyobraź, że przechodząc obok jednego szarego kamienia, a później drugiego szarego kamienia potykasz się o coś (być może o trzeci szary kamień), wpadasz na Coś, lub po prostu odnajdujesz Coś. Ta Pewna Rzecz sprawia, że od czasu do czasu między szarość wplata się kolor. Dzięki Pewnej Rzeczy uśmiechasz się, poznajesz siebie, znajdujesz lek. W Twoim wypadku to może być cokolwiek – spotkania z przyjaciółmi, muzyka, nauka języków, taniec, śpiew – cokolwiek.

W taki właśnie sposób poznajemy siebie. Od najmłodszych lat próbujemy różnych rzeczy i decydujemy, czy to właśnie one określają naszą osobę. Czasami rodzice przyprowadzą nas na pierwszy trening pływania, może w wakacje dziadek nauczy swą pociechę zasad pokera, starszy brat na full puści ulubioną muzykę, albo koleżanka poleci ukochaną książkę, dzięki której – z czasem – zapragniemy więcej. Nie od dziś jednak wiadomo, że życie to nic, tylko jedno wielkie domino. Wszystko ma swoje skutki, niekoniecznie negatywne. Nigdy nie przypuszczałabym, że czytanie książek, pisanie recenzji lub innych tekstów sprawi, że poznam tylu podobnych do mnie ludzi. Założyłam bloga pewna, że po miesiącu mi się znudzi, a dzisiaj dzięki niemu własna rodzinka poznaje mnie na nowo.

 „Spełnianie siebie” – takie oklepane, takie banalne, takie prawdziwe.  

Gdyby nie to, że benzyna kosztuje prawie 6zł za litr, do dzisiaj pewnie łapałabym rodzinkę za fraki i kazała jeździć tak długo, aż się nie odstresuję. Na szczęście ładnych parę lat temu „odkorkowałam się”  - znalazłam inne sposoby na siebie. Widzicie, najbardziej frustrującą rzeczą jest przez całe życie przebywać z samym sobą i nigdy do końca nie dowiedzieć się, kim byliśmy.

Powyższy tekst jest efektem wielu sytuacji – dobrych i złych – których byłam świadkiem. Postanowiłam, że pozwolę mu wypłynąć, a nóż widelec, kiedyś tam będzie komuś pomocny. Na chwilę obecną koi mą zbolałą duszę. Czasami warto nie oglądać się na boki i biec do celu. Nie patrzeć się na znajomych, nie słuchać hejterów. Po prostu szukać w życiu kolorów. 

 Jak więc wygląda Wasza indywidualna barwa?

Również może Ci się spodobać

8 nie zagryzła klawiatura

  1. Rónież kocham za to książki, że na chwilę mogę zająć się probemami mniej codziennymi, pobyć w czyimś świecie, spojrzeć na rzeczywistość z innego punktu widzenia. Ale bardziej niż książki od zwykłej, szarej codzienności mnie odrywa wspomniana na poczatku wpisu jazda konna;) To cudowne mieć coś takiego - wiem, bo widzę jak bardzo mnie to odstersowuje i zajmuje mysli czymś innym - żeby tu prawidłowo skręcić, a tam przyhamować;) Kocham książki i na pewno nie wyrzeknę się nigdy miłości do nich, są bardziej pdoręczną metodą porzucania rozterek. A na koniki chwilowo nie mam możliwości się wybrać, ale myślę, że niebawem się to zmieni.
    Nie rozumiem ludzi, którzy nie mają swojej pasji. Choćby i drobnej, jak zbieranie pocztówek, czy znaczków;) Bo trzeba mieć jakiś swój świat, do któego można uciec, gdy trzeba. Świat, w któym czujemy się dobrze, swobodnie, nikt nas nie ocenia, możemy zająć się czymś, co sprawia nam przyjemność.
    Niezly tekst :) Tak czytałam i się uśmiechałam i sobie myślałam, "Jak ja Cię rozumiem, przynajmniej w kwestii tego "czegoś", co pomaga nam z codziennością";)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. :)

      Prędzej czy później zawsze można znaleźć "sposób na siebie" - sądzę, że większość osób go nie wykorzystuje. Już nie raz słyszałam, że ten się wstydzi, a to nie modne, a co powiedzą znajomi...
      Tak to już niestety jest. :-/

      Usuń
  2. I dla mnie najwspanialszą odskocznią od codziennego życia jest czytanie książek, poza tym jeszcze muzyka i oglądanie filmów - uwielbiam wszelkiego rodzaju horrory :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja barwa? Jest jak cudowna, jak tylko może być w piątek przed 2-godzinnym angielskim...

    A tekst o małej, wrzeszczącej Tobie nieco tę barwę rozjaśnił. :P

    Co do książek - kiedyś częściej służyły mi za narzędzie do odstresowania się. Brak czasu, pewne priorytety, zmęczenie - to wszystko zrobiło swoje. Niemniej, pewne nawyki pozostały. Ludzie nadal dziwnie patrzą na osoby wąchające książki w księgarniach (te z Empiku pachną najładniej!)...

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki to podstawa, ale ja np. kocham jeszcze mój kierunek studiów. Robię tam naprawdę coś, co kocham.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim azylem są książki i uwielbiam się w nie zagłębiać, gdy czuję się źle i smutno. Uwielbiam także muzykę, filmy i seriale. Dzięki nim potrafię się uspokoić. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rewelacyjny tekst :-)
    Chyba najważniejsze jest to, że lubię swoją barwę. A jaka ona jest konkretnie to już moja sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Książki i samo pisanie, jest dla mnie swoistą terapią. W swoich bohaterów wkładam zarówno te dobre jak i złe doświadczenia - dzięki temu patrzę na nie z boku, nabieram dystansu i łatwiej sobie ze wszystkim poradzić. A nieraz to pisarz, osoba, która nawet nie wie o moim istnieniu napisze coś, co sama chciałabym usłyszeć.
    Stephen King napisał kiedyś, że pisanie i czytanie jest wynalezioną od wieków telepatią: umysły pisarza u czytelnika łączą się, choć dzielą je tysiące kilometrów, a nawet i lat.

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl