Ziemia zero

11:09


Jak można było przewidzieć, „Długa ziemia” nie musiała kusić mnie zbyt długo, abym ją przeczytała. Wystarczyło mi nazwisko Pratchetta na okładce i bardzo zachęcający opis.  Chociaż udało mi się zapoznać dopiero z kilkoma powieściami wcześniej wspomnianego autora, a Stephena Baxtera znałam z kilku tytułów, które mignęły mi przed oczami,  nie mogłam pozwolić sobie na obojętnie przejście obok tego tytułu. Dlaczego? 

Powieści pisane przez więcej niż jednego autora ogromnie mnie fascynują, nawet jeśli danych pisarzy nie znam. Czytałam gdzieś kiedyś, że aby zaprosić innego pisarza do tego samego projektu, trzeba mieć do niego ogromne zaufanie. Pozwolić drugiej osobie w kreowaniu fabuły, tworzeniu bohaterów, podejmowaniu decyzji dotyczących trwającej akcji. Oczywiście może być to też kwestia dobrego zgrania i zabawy. Jednak, niezależnie od przypadku, najważniejszy jest wynik końcowy. Jak wiele w „Długiej ziemi” jest Pratchetta, a ile samego Baxtera? Na to pytanie niestety nie jestem Wam w stanie odpowiedzieć. Za to mogę napisać, jak - jako czytelnik - odebrałam tę książkę. 

Muszę przyznać, że powieść została stworzona z ogromnym rozmachem. Jestem osobą, która nienawidzi i gardzi audiobookami, ponieważ odsłuchiwanie książki upośledza moją wyobraźnię i mnie dekoncentruje czyli - tak naprawdę - usuwa dwa czynniki, które najbardziej cenię sobie w czytaniu. Tak więc, jestem bardzo zadowolona, że los, który od czasu do czasu lubi się ze mnie pośmiać, nie zesłał na mnie wersji audiobookowej „Długiej ziemi”, wiem, że po dziesięciu minutach bym spasowała, niezależnie od lektora. Podczas czytania mimowolnie wyobrażałam sobie różne wydarzenia, sceny, akcję – taka historia aż się prosi o ekranizację! Napisana jest w plastyczny i rzeczowy sposób, wzbudza zaciekawienie nie tylko treścią, ale także samymi możliwościami, które stawia przed czytelnikiem. Nie ma mowy, żeby tę historię odsłuchać, ją po prostu trzeba przeczytać!

„Długa Ziemia” jest bowiem opowieścią o światach równoległych. Nie jestem pewna czy dałabym radę oprzeć się poznania takiej Blair 2.0, która odwrotnie niż ja, za każdym razem, gdy stawała przed trudnym wyborem poczytania książki, albo nauczenia się czegoś pożytecznego, wybierała bramkę numer dwa. Niewątpliwie miałabym do czynienia z geniuszem. Taka właśnie jest idea powstawania światów równoległych – za każdym razem, gdy stajesz przed możliwością wyboru, tworzysz jeden z nich. W głównej mierze książka opowiada o Joshule Valiente – człowieku, który miłuje się w Ciszy. Pierwszym kroczącym bez paniki. Mężczyźnie, stojącym naprzeciw wyzwaniu. Nasz główny bohater dostaje bowiem możliwość przemierzenia długiej ziemi, aż po jej krańce. Odkrycia rzeczy, które jeszcze nie śniły się żadnym osiedleńcom. Poznania nowych możliwości. 

Lecz nie tylko.

Jest to także opowieść o poszukiwaniu samych siebie, w „Długiej ziemi” autorzy staną przed trudnym zadaniem odpowiedzenia na pytanie czym tak naprawdę jest człowieczeństwo i czy można je nabyć. Ukażą także nagą prawdę o ludzkiej egzystencji, zachowaniach zwykłego człowieka, jego dążeniach, marzeniach i pierwotnych ambicjach. Na sam koniec -  tak na deser - zaszokują, wzbudzą zaciekawienie, które nie śniło się czytelnikowi na początku tej wyprawy, oraz parokrotnie spotęgują ilość niekończących się pytań. 

Autorzy książki bardziej skupiają się na przedstawieniu świata w przyszłości, gdy ludzie zaczęli już przekraczać. Rzeczą która najbardziej mnie urzekła i zachwyciła, to fakt, że za każdym razem, gdy tylko na myśl przychodziło mi jakiekolwiek pytanie związane ze światem przedstawionym, po kilku stronach otrzymywałam wyczerpującą, logiczną i ciekawą odpowiedź. Mało tego! Niejednokrotnie zdarzyło się tak, że już, już!, zaczęłam formułować w głowie zrodzoną - jakąś książkową sytuacją - zagwozdkę, lecz zanim zdążyłam to zrobić – miałam gotowe wyjaśnienie! „Długa Ziemia” najbardziej  też oczarowuje na poziomie świata przedstawionego, który nie jest ani schematyczny, ani prosty, chociaż na początku może się taki wydawać. Jednakowoż ze strony na stronę przybywa pytań i refleksji. Pisarze, pisząc o możliwościach światów równoległych i mnożących się z tego tytułu problemach, bardzo często w dość humorystyczny i ironiczny sposób przedstawiali naturę ludzką, opisując dosyć przewidywalne sposoby zachowania się zwykłego człowieka. 

Chociaż ze strony na stronę przybywa obietnic bardziej dynamicznej akcji, to aż do końcowych wydarzeń płynie ona raczej stałym i niezmiennym rytmem, co nie raz sprawiało, że odkładałam powieść na miejsce i wracałam do niej dopiero po dłuższym czasie (warto wspomnieć, że u  mnie "dłuższy czas" = 1 - 2 dni max). 

„Długa ziemia” tak naprawdę czerpie ze schematu, przekształca go, odświeża i proponuje czytelnikowi wyśmienitą i pamiętną przygodę. Zabrzmi to pewnie dziwnie i banalnie, ale, kurteczka!, nie mogę się doczekać kontynuacji! Mam nadzieję, że Pratchett i Baxter będą jeszcze razem współpracować, bo to co jest efektem ich pracy szokuje, zadziwia, a jednocześnie też zachęca do zapoznania się z twórczością obu autorów – chociażby tylko po to, aby dowiedzieć się jak wiele w „Długiej ziemi” jest Pratchetta, a ile samego Baxtera.   

Tytuł: Długa ziemia
Autorzy: Terry Pratchett i Stephen Baxter
tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
tytuł oryginału: The long Earth
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: styczeń 2013
ISBN: 978-83-7839-409-9
liczba stron: 368
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier



Również może Ci się spodobać

10 nie zagryzła klawiatura

  1. Zachęciłaś mnie. Z chęcią ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam ją ostatnio kupić, ale już nie było na stanie :) Pratchetta uwielbiam, a Twoja recenzja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że MUSZĘ mieć tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Lekko dziwne, może zamówili za mało egzemplarzy.
      Zdobywaj, zdobywaj! :D

      Usuń
  3. Nie czytałam książek żadnego z autorów, a i książka niespecjalnie mnie interesowała. Recenzja ciekawa, ale coś czuję, że powieść nie dla mnie. ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa i tak. Cóż tam poradzić. Może jak niechcący na nią wpadniesz, to nóż widelec - łyżka! - Ci się spodoba. ^^

      Usuń
  4. Niestety nie znam tej pozycji. Twoja recenzja jest pozytywna więc nie widzę powodu żeby w przyszłości się z nią nie zapoznać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że się przekonałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już ostatnio rozglądałam się za tą pozycją, a twoja recenzja tylko upewniła mnie w przekonaniu, że muszę po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  7. no to już wiem, którą książkę następną biorę na warsztat

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl