Dziecię bękarta

17:26


 Antologia „Chodząc nędznymi ulicami”

Ostatnio zaczynam się przekonywać do krótkich form. Osoby często odwiedzające mojego bloga pewnie wiedzą, że byłam do nich dość mocno uprzedzona, albo nazywając rzeczy po imieniu – zwyczajnie ich nie lubiłam. Jednak na zbiór opowiadań urban fantasy zwróciłam uwagę już przy pierwszej zapowiedzi. Nie ma co się dziwić, skoro od dawna byłam fanką tego gatunku, a jakiś czas wcześniej skoczyłam swoją przygodę z „Grą o Tron”, która mnie bardzo oczarowała. Tak więc, widząc nazwisko Martina w zestawieniu z „opowiadaniami” i „urban fatasy”, oczekiwałam czegoś naprawdę dobrego.  Czy książka „Chodząc nędznymi ulicami” dała radę poprzeczce, którą jej postawiłam?

Początki były naprawdę niezłe. Zwykle nie czytam przedmów (z resztą – kto to robi? Mniejsza część osób, która zagląda do podziękowań), ale tym razem postanowiłam chociaż te kilka stron „przeglądnąć” po czym, po kilku minutach przyłapałam się na tym, że chłonę każde słowo. Pozycja z miejsca u mnie zapunktowała. W "Bękarcie" George R.R. Martin przybliża czytelnikowi genezę gatunku i jego znaczenie. Było to wspaniałe posunięcie ze strony pisarza. Gdybym była osobą wachającą się przy sięgnięciu po antologię - z miejsca bym ją kupiła.  Jeżeli nie bylabym przekonana do urban fantasy - po przeczytaniu przedmowy, postanowiłabym dać mu szansę. Po tak udanym początku i biorąc pod uwagę, że opowiadania nie były ze sobą w ogóle powiązane – pozwoliłam sobie na rozpoczęcie przygody z antologią od ulubionych autorów – Patricii Briggs oraz Simona R. Greena. Sięgnęłam tak naprawdę za znane i lubiane uniwersa, nic więc dziwnego, że  pozwoliłam dać „Chodząc nędzymi ulicami” kilka następnych plusów. 

  Dana antologia opowiadań niewątpliwie jest kopalnią nowych autorów i interesujących, wartych poznania historii. Szkoda tylko, że większość z nich była powiązana z cyklami, które, albo nie miały szansy zadebiutowania na polskim rynku, albo sama jeszcze nie zdążyłam zwrócić na nie uwagi. Biorąc pod uwagę, iż większość opowiadań nie miała ponad 30 stron – wciągnięcie się w szybką akcję i zrozumienie dość skomplikowanej fabuły było może nie tyle trudne, co męczące. Nie przeszkodziło mi to jednak w zapisaniu na liście „nadrobić-w-niedalekiej-przyszłości” takich nazwisk, jak:  Conn Iggulden czy Bradley Denton. Jeśli chodzi o pierwszego autora to w swoim opowiadaniu – „Dama lubi krzyczeć” przedstawił on czytelnikowi cwanego, sprytnego i inteligentnego protagonistę, który wpadł w sidła własnej pułapki i w ogólnym rozrachunku stał się z Zera, Bohaterem. „Orzeł Adiacki” – historia Bradley’a Dentona – przyciągnęła moją uwagę, dzięki wykreowaniu nieobliczalnych i bardzo ekspresywnych postaci, umiejscawiając akcję w wojsku i dodając do tego wszystkiego szczyptę magii.

Oczywiście, jak to przy tak bogatych w zawartość zbiorach bywa, znajdą się tutaj też i słabsze opowiadania. Na przykład „Śmierć z ręki Dalii” Charlaine Harris to utwór ogromnie rozczarowujący. Autorka połączyła w nim swoje dwa ulubione składniki – wampiry i seks, zapewne myśląc, że – jak zwykle – to wystarczy by przyciągnąć i zachwycić czytelnika. Niestety nie. Chociaż Dalia jest postacią dosyć konkretną (trudno by było być bardziej ciężkostrawnym od Sookie), to nieciekawa, przewidywalna akcja, mdła fabuła i drętwi oraz bezbarwni bohaterowie sprawili, że te 30 stron było dla mnie drogą przez mękę. 

„Chodząc nędznymi ulicami” to książka bardzo profesjonalnie wydana, pięknie prezentująca się na półce, za co trzeba zapłacić… wysoką cenę. Dosłownie. Ponad 50zł za egzemplarz czyni antologię pozycją „must have” dla fanów i maniaków urban fantasy, jednakże wszystkim innym zainteresowanym czytelnikom polecałabym jednak rozejrzeć się za przyjazną - posiadającą swój egzemplarz – duszą, a dopiero po zapoznaniu się ze wszystkimi opowiadaniami zadecydować, czy „Chodząc nędznymi ulicami” jest warte zakupu.

tytuł: Chodząc nędznymi ulicami
tłumaczenie: Marta Dziurosz
tytuł oryginału: Down These Strange Streets
seria/cykl wydawniczy: Fantasy
wydawnictwo: Rebis
data wydania: 13 listopada 2012
ISBN: 978-83-7510-821-7
liczba stron: 688
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier


Nutka na dziś:


Również może Ci się spodobać

7 nie zagryzła klawiatura

  1. Znam taką duszę, co zbiór opowiadań powyższy posiada i niebawem, zapewne po maturze udam się do posiadaczki po pożyczkę. uwielbiam urban fantasy i choć może ostatnio troszeczkę jakby porzuciłam ten gatunek, to wiem, że gdy ponownie zajmę się jakimś tytułem z tej kategorii, nie będę się mogła oderwać i przypomnę sobie, czemu tak kocham te książki;)
    Opowiadanie Charline Harris rozczarowujące? To nic nowego, ta pani po prostu nie pisze zbyt dobrze, przeczytałam tylkoe jedną jej książkę i pomachałam łapką na pożegnanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Harris - najgorzej wspominam serię o Sookie. Ale serię o Harper czy Lily wspominam dosyć miło - takie sympatyczne czytadła.

      Usuń
  2. Może być ciekawa, a że dusze nie mają to trzeba będzie zaryzykować ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam na nią ochotę od jakiegoś czasu, więc mam nadzieję, że uda mi się ją w końcu przeczytac.

    OdpowiedzUsuń
  4. Recenzja jak zawsze świetna i radość że książkę mam na półce

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm recenzja super, aczkolwiek książka chyba nie dla mnie..

    zapraszam: http://studnia-pelna-ksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. No i masz babo placek :P Jak nie dorwę tej książki w bibliotece, to niestety będę musiała osuszyć swoją kieszonkę w portfelu z "zaskórniakami" :P

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl