Żyjąc w rozdwojeniu

14:18


Po premierze Intruza wędrowała o nim taka o to opinia: „Film jest na podstawie książki Meyer. Tej od Zmierzchu. Czy to nie mówi już o nim wszystkiego?”. Być może się zdziwicie, ale nie. Książka Meyer posiada fabułę, nieźle nakreślonych bohaterów, interesującą problematykę i klimat. Ile z tych wszystkich rzeczy zostało pokazane w filmie? Praktycznie żadna. O ile zdziwiliście się przy poprzednim stwierdzeniu, to teraz – uwaga! – spadniecie z krzesła. Z pełną świadomością, dnia 25 kwietnia 2013r. piszę, że Andrew Niccol, reżyser takich filmów, jak m.in. „Pan życia i śmierci” czy „Trumanshow”, zepsuł dzieło Stephanie Meyer, autorki Zmierzchu.

Pozbieraliście się już z tej podłogi? Siedzicie wygodnie, nieświadomie po raz dziesiąty czytając poprzedni akapit tekstu? To teraz złapcie się mocno krzeseł i zamiast zamykać stronę, dajcie mi 5 minut. Więcej nie zajmie Wam przebrnięcie do końca tekstu, a ja poniżej postaram się udowodnić, że mam rację. Gotowi?

Intruz jest powieścią postapokaliptyczną, osadzoną w przyszłości, kiedy to byty z innego świata napadaja na ziemię i przejmują ciała ludzi. Główną bohaterką jest Wagabuda, ceniona i znana istota, która zamieszkiwała już wiele planet, a teraz przyszło jej dzielić ciało Melanie. Haczyk polega na tym, że Mel nie jest pierwszą lepszą dziewczyną i nie poddaje się. Pomału dziewczyny znajdują porozumienie i wspólny cel. Uczą się czegoś od siebie. Zaś w ekranizacji Wagabunda na początku nie jest nikim ważnym, po prostu kolejnym bytem w nowym ciele. Główne skrzypce gra wątek miłosny, który jest o tyle zabawny, że Wanda/ Mel mają aż dwóch adoratorów – Iana i Jareda, a chłopcy nie zawsze się orientują,  którą z dziewczyn całują. 

Praktycznie cała fabuła została spłycona do historii trójki ludzi i jednego kosmity, poszukujących miłości, lecz – jak zwykle – ich droga do happy endu jest kręta i kamienista.


Po zapoznaniu się z pierwowzorem można dostrzec, że główną myślą autorki było przedstawienie bohaterki – w tym wypadku Wagabundy/ Wandy – która, stykając się z inną cywilizacją, uczy się siebie na nowo. Poznaje czym są emocje i jak ważnym czynnikiem w życiu są inne istoty. Wanda była bohaterką poważaną i cenioną w całym swoim świecie. Miała wielu przyjaciół lecz ani dla żadnego z nich, ani dla swoich przyszłych dzieci (oni tam się rozmnażali w taki sposób, że matka przy narodzinach dzieci zawsze umierała) nie potrafiła się poświęcić. Później – przy poznaniu miłości, przyjaźni chciała oddać swoje życie za jednego człowieka. W filmie jest ona bohaterką małomówną, obojętną, nieciekawą. Większość najistotniejszych rzeczy, zmieniających jej światopogląd, zostało pominięte.

Scenariusz filmu (także przygotowany przez Andrew Niccola) jest sztywny, nijaki i  mało obrazowy. Widz, który nie czytał książki nie ma szans zrozumieć powagi danej sytuacji. Dialogi się nie kleją, a w większości z nich powtarzają się mdłe kwestie bohaterów, próbujących dociec czy teraz rozmawiają z miłością swojego życia, czy jednak z drugą osobą zamieszkującą to samo ciało. Ważne dla fabuły wydarzenia wyszły śmiesznie i groteskowo. Zabrakło mi także punktu kulminacyjnego. Film się zaczyna, film się kończy i tak naprawdę, jako widz, nie mam pojęcia co było najważniejszym przekazem – próba pozbycia się wroga, niespodziewane odnalezienie przyjaciół czy może jednak gwałtowna zmiana światopoglądu Wandy?

Gra aktorów nie zachwyca, lecz najgorszą też bym jej nie nazwała. Najbardziej przekonywujący jest William Hurt, odtwórca roli Wujka Joba, który miał być postacią szalenie inteligentną z naciskiem na „szaleństwo”. Saoirse Ronan (Wanda/Mel) też radzi sobie całkiem dobrze, chociaż trzeba powiedzieć, iż najlepiej wychodzą jej sceny, gdy rozmawia sama ze sobą. Sztuka zagrania dwóch odmiennych charakterów w jednym filmie to zadanie nie należące do najłatwiejszych, a aktorka mu podołała. Szkoda, że w innych sytuacjach wychodziła momentami bezbarwnie lub nieciekawie.

Trudno też odczuć w ekranizacji postapokaliptyczny klimat. Reżyser raczej pokazuje normalny, zwykły świat, który został już całkowicie opanowany przez istoty z innej planety. Film dużo na tym traci, ponieważ w ten sposób widzowi umyka fakt istnienia wielu grup sprzeciwiających się najazdowi „pasożytów”, którzy tworzą własne społeczności. 

Podsumowując, Intruz miał naprawdę wiele do zaprezentowania. Książka Meyer nie była może czymś wybitnym, lecz było to dzieło o wiele bardziej interesujące od Zmierzchu. Autorka w swojej książce pokazała, że potrafi pisać dobrze i z sensem, przekazując także czytelnikowi pewne ideały.  Film zaś umniejszył znaczenie zmian, które podczas ekranizacji miały zachodzić w bohaterach, oraz zdegradował całą historię do miana mdłego romansu, mającego miejsce w przyszłości.


gatunek:    Thriller; Romans; Sci-Fi
produkcja:  USA
premiera: 5 kwietnia 2013 (Polska) 22 marca 2013 (świat)
reżyseria: Andrew Niccol
scenariusz: Andrew Niccol
Obsada:  Saoirse Ronan, Max Irons, Jake Abel, Diane Kruger, William Hurt, Frances Fisher



Również może Ci się spodobać

18 nie zagryzła klawiatura

  1. Czuję to samo niestety. Był potencjał, a wyszło, jak zwykle. :< Spłycone wątki, a najważniejsze to w tym filmie było chyba całowanie. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. :< Jestem ciekawa, jak wyjdzie już od dawna zapowiadana kontynuacja. Nie tylko książki, lecz też filmu. Mam nadzieję, że jej nie zepsują.

      Usuń
  2. Film na pewno obejrzę, ale najpierw chcę zapoznać się z wersją papierową.

    OdpowiedzUsuń
  3. książkę czytałam, a na fil wybierałam się jednak mi nie wyszło, a czytając recenzje nie żałuje - obejrzę wersje DVD :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Zapłacić 25zł i obejrzeć dobry film, a za 7 ten gorszy sobie wypożyczyć... :)

      Usuń
  4. Mi film bardzo się podobał, ale muszę się zgodzić, że zdecydowanie umniejszał książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka mi się niezmiernie podobała, film jak zawsze nieco mniej, ale mimo wszystko cieszę się, że go obejrzałam. Wzruszyłam się dokładnie na tych samych momentach, co w książce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Intruz jest jedną z moich ulubionych książek, świetna historia i kiedy się dowiedziałam że będzie film byłam wniebowzięta, ale... Pierwsza rzecz, a konkrenie osoba, która mi się nie spodobała to Saoirse Ronan, nie lubię tej aktorki i też całkiem inaczej wyobrażałam sobie Wagabunde i Wandę. Potem pojawił się zwiastun, coś już zaczęło mi w myślach świtać że to nie będzie tak jak mam być. I na koniec, przed premierą filmu pojawiły się fragmenty filmu i wtedy już miałam ochotę krzyczeć " - To nie miało być tak? Dlaczego to robicie z tak ciekawą książką ?!"
    Intruza jeszcze nie widziałam , u nas na Islandii premiera jest 10 maja i wciąż mam nadzieje że jednak tak do końca się nie zawiodę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż... Moim zdaniem nieźle to skiepścili. Spłycili do mdłego romansu, gorszego od Zmierzchu, niestety.

      Czekam na Twoje pofilmowe wrażenia, a nóż dostrzeżesz w tym fimie coś, czego ja zobaczyć nie mogłam. :)

      Usuń
  7. Czytam, czytam, czytam już tę książkę jakiś czas i nie mogę jej skończyć. Ale idzie majówka, więc mam nadzieję, że w końcu będę mogła napisać jej recenzje. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po książce film? :) Dobrze, że w takiej kolejności, bo bez przeczytania książki w filmie byś za dużo nie zrozumiała... Chociaż rozczarowanie może być większe.

      Usuń
  8. Nie mogę się doczekać, żeby iść na ten film do kina ;). Książka bardzo mi się podobała, więc mam nadzieję, że ekranizacja również przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie powoli seanse się kończą i trzeba się wbijać w tygodniu o 12, co dla mnie jest niemożliwe. xD Ale tyle już czekałam, że nie mogłam sobie darować obejrzenia tego filmu.

      Usuń
  9. Mnie się film podobał, ale pewnie dlatego, że nie czytałam książki. Muszę to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? To, że ja oceniam go na niekoniecznie dobry, nie oznacza, że innym też nie powinien się podobać. ;-)

      Za to, jeśli podobał Ci się film, to książka powinna jeszcze bardziej przypaść Ci do gustu. :)

      Usuń
  10. Podpisuję się pod każdym zdaniem. Mnie książka Meyer bardzo się spodobała, od filmu oczekiwałam, że będzie choć w połowie tak dobry. Nie był. Faktycznie spłycono go aż do granic możliwości, a widz, który nie zna treści książki właściwie nie ma szans żeby się we wszystkim połapać. Też uważam, że wujek Jeb wypadł najbardziej przekonująco, ale i postać Łowczyni przypadła mi do gustu - moim zdaniem Kruger bardzo do tej roli pasuje. :)
    Jednak co do zakończenia - Meyer ma w planach kontynuację serii o duszach, zatem może reżyser liczył na to, że nakręci dalszą część? :)

    Swoją drogą - chyba pierwszy raz zajrzałam na Twojego bloga i nadziwić się nie mogę, że nie trafiłam tu wcześniej. Pozwól, że się rozgoszczę i zostanę na dłużej. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ proszę Cię bardzo, rozsiądź się wygodnie. :)

      Też słyszałam o tej kotynuacji. Mam nadzieję, że jeśli powieść zostanie wydana, to być może też lepiej nakręcona. Tutaj może też na zbyt wiele się nastawiałam, po poznaniu nazwiska reżysera, no cóż... Mówi się trudno.

      Usuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl