Przeznaczenie głośno puka

21:49




Gdy planowałam serię tekstów o Rafale Kosiku i jego twórczości do Roku z polskimi autorami fantastyki, pomyślałam, że warto też pomęczyć Was wyznaniami na temat mego uzależnienia. Musicie wiedzieć, że ta przygoda zaczęła się dość pospolicie, tam, gdzie nietrudno znaleźć książkę – w bibliotece. Biblioteka to niezwykłe miejsce, potrafiące wytworzyć całkowicie oryginalny klimat. Wszystko oczywiście zależy od samej biblioteki, jednak ja lubię myśleć o niej dość stereotypowo, jak o miejscu, gdzie można znaleźć nieskończenie wiele regałów z zakurzonymi, już od dawna nieruszanymi, książkami. Moje wyobrażenia bardzo różnią się od rzeczywistości, a dowodem na to może być zwykły Potencjalny Czytelnik, który – wchodząc do tego tajemniczego miejsca – nie daje po sobie znać, że odczuwa jego oryginalny klimat. Ten Potencjalny Czytelnik, moi drodzy, gdy już wejdzie do środka, kluczy między regałami, sprawiając wrażenie, że to nie on szuka książki, a sam daje się poznać im, by któraś mogła wybrać jego. W końcu staje, sięga po wypatrzoną pozycję i z błyskiem w oku podchodzi do bibliotekarki. Kto wie, może właśnie znalazł powieść swego życia? Prawdopodobnie jest to zwykła pozycja, książka średnia, taka, która nie prosi się o „jeszcze jedną stronę” – takie ewenementy naprawdę trudno znaleźć. Sama jednak sądzę, że taki Potencjalny Czytelnik ma około 30% szans, aby na nią trafić. 


Potencjalny Czytelnik to Ty. 
Potencjalny Czytelnik to Ona. 
Los Potencjalnego Czytelnika może spotkać nas wszystkich. 

Może, ALE nie musi. Zawsze pozostaje też wieść żywot przeciętnej, upartej jak osioł nastolatki, która z wręcz maniakalną wprawą nie dopuszcza do siebie oczywistych prawd wykładanych przez jej bliskich. Dziewczyny głuchej na zaproszenia książek stojących na regałach, które właśnie ją wybrały. Istoty podważającej zdanie jedynej osoby, znającej ją lepiej od niej samej. Cóż mogę powiedzieć? Chyba po prostu lubiłam być buntowniczką. Dzięki Ci jednak, Literaturo, za to, że niektóre powieści są nam po prostu przeznaczone. Tak, moi drodzy, wierzę w to, bo jak inaczej wyjaśnić przygodę, która mnie spotkała? 

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nie byłam tak genialna, tak piękna, tak podziwiana, tak (dopiszcie sobie dowolny przymiotnik dotyczący Mary Sue), pojechałam na wakacje. Z całą familią oczywiście (ach, te wspaniałe czasy, gry rodzina nie robi ci przypału!). Niestety, nie pomyślałam o tym, że z pogodą będzie bardzo kiepsko, czego skutkiem mogłaby być tylko i wyłącznie wszechogarniająca nuda. Książkę, którą ze sobą wzięłam, przeczytałam już podczas dwóch pierwszych dni, więc jedyna nadzieja tkwiła w moim Bracie. Korzystając ze sposobności, że akurat nie widziałam go nigdzie na horyzoncie, chwyciłam za powieść, leżącą na stoliku. Nie było to nic innego, a Felix Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności. Musiałam zaczekać z jej przechwyceniem, aż nie będzie go w zasięgu wzroku, ponieważ nie lubię, gdy ktoś stoi nade mną, głupio się szczerzy i raz za razem powtarza: „A nie mówiłem!”. Przyznanie się do błędu ma bardzo gorzki smak. Tym bardziej, gdy do przeczytania danej książki byliście zachęcani setki – co ja mówię! – tysiące razy, włączając w to także podsuwanie danej pozycji pod nos, oraz, niby to niechcący, zaśmiewanie się z danych fragmentów do rozpuku z późniejszym ich odczytaniem. 

Co ja mogę poradzić? Mój Brat to jedyna osoba, która wie, że do dzisiaj lubię od czasu do czasu obejrzeć jakiś odcinek Hannah Montana(hmm… Chyba nie powinnam tego tutaj pisać), a na animowane bajki chodzę do kina, bo lubię. Powinno być dla mnie oczywistym, że gdy ten powie: „To Ci się spodoba”, słuchać mam danego komentarza z ogromną uwagą. Ludzie uczą się na swoich błędach, a ta lekcja była dla mnie cenna i bolesna. W pewnym momencie bowiem skończyły się też strony Felixa…, a moja rodzina wyraziła gwałtowny sprzeciw, gdy z szaleństwem w oczach pytałam się ich czy możemy spojrzeć na „jeszcze jedno” stoisko, aby sprawdzić czy aby żadne inne powieści z tego cyklu się tam nie zawieruszyły. Tak oto, zamiast z nudą, musiałam walczyć z podekscytowaniem i ogromną chęcią przeczytania książki. Tej jednej, konkretnej książki. Dlaczego? Otóż Felix Net i Nika to historia przygód grupy nastolatków, kierowany do nastolatków, choć mogłabym się spierać, bo moim zdaniem, powinien to przeczytać każdy. O tak! Jest to jeden z tych rodzajów książek, które chętnie wepchnęłoby się rodzinie, wszystkim znajomym, każdemu mijanemu przechodniowi na chodniku. Macie taką powieść? Jeśli tak - wyobraźcie sobie największą torturę, jaką mógłby przeżyć czytelnik – niemożliwość zajrzenia do kontynuacji. Dodajcie jeszcze do tego czynnik wizualny – pamiętacie, jak na początku napisałam, że wszystko zaczęło się od biblioteki? Otóż pierwszy raz Felixa Neta i Nikę zobaczyłam, a raczej usłyszałam, ich głos z wolnego od kurzu regału, w bibliotece. Cztery pięknie się prezentujące części. Dosłownie piekło na ziemi! 

Gdy wróciłam do domu, odrzuciłam w kąt (to taka metafora – rzucanie książkami to zbrodnia!) wszystkie inne powieści i zatonęłam w Felixach…. Przeznaczenie puka głośno moi drodzy. Doprasza się o uwagę, czasami rzuca wyzwanie, jak białą rękawicę i potrafi się mścić, a jak się mści to z pasją. Od tamtego czasu staram się być otwarta na wszelkie odgłosy – nie wiadomo, kiedy przeznaczenie zapuka znowu. Lepiej być gotowym.



Nutka na dziś:


Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl