Lot dzikich łabędzi

18:11

Gdy byłam mała, bardzo lubiłam baśnie Hansa Christiana Andersena. Posiadałam (właściwie to cały czas posiadam, ale to sekret) dwa opasłe tomiska, gdzie znajdowały się moje ulubione – ukochane wręcz – historie, do których nie raz lubiłam powracać. Tak więc, kiedy tylko miałam możliwość pochwycenia w swe łapki Królestwa łabędzi, wydanych nakładem wydawnictwa Egmont, nie zastanawiałam się ani chwili. Chociaż już dawno wyrosłam z baśni, a duży udział miały w tym przełomie kreskówki, to nigdy nie zapomniałam tych wspaniałych chwil dręczenia rodziny o „jeszcze jedną” baśń. 


Dzikie łabędzie była to jedna z moich ulubionych historii. Opowiadała o odważnej i dobrej dziewczynie, która zapragnęła uratować ukochanych braci. Zoe Marriot w swoją interpretację tej baśni wplata więcej wątków fantastycznych, jak na przykład wyjątkowe umiejętności Aleksandry – głównej bohaterki – która, podobnie jak jej matka, jest czymś więcej niż się jej zdaje. 

Jednak trzeba pamiętać, że Królestwo łabędzi to przede wszystkim baśń, czyli opowieść, gdzie dobro zawsze zwycięża nad złem, a przedstawieni bohaterowie są idealni, sympatyczni i uczynni. Autorka w swoim debiucie tworzy barwne i fascynujące tło wydarzeń, w którym osadza niezwykle inteligentne i kochające się rodzeństwo. Akcja powieści jest raczej przewidywalna, chociaż nie mogę nie wspomnieć o ciotce Aleksandry, która przez większość czasu była bohaterką bardzo tajemniczą, a chociaż w całej historii nie odegrała zbyt wielkiej roli, to na pewno jest to postać odkrywająca przed czytelnikiem wiele sekretów -  mogło by się wydawać – pogrzebanych wraz z matką naszej protagonistki. 

Już dawno nie miałam w ręku takiego typu książki i muszę przyznać, że  chociaż lektura tej powieści zleciała mi bardzo szybko, to początki były dość toporne. Nie mogłam się przyzwyczaić do tej przewidywalności, pewnej infantylności, która przebijała przez karty książki i w końcu nie potrafiłam też w jakiś sposób zrozumieć, nie mówiąc już o utożsamianiu się, przedstawianych przez pisarkę bohaterów. Dlatego też Królestwo łabędzi poleciłabym przede wszystkim młodszemu czytelnikowi, może niekoniecznie tylko mniejszym dzieciom, którym mamy cały czas czytają bajki na dobranoc, ale na pewno młodszym ode mnie latoroślom, dopiero co stawiającym pierwsze kroki w fantastycznym świcie książek. Może też zarekomendowałabym debiut Zoe młodszym nastolatkom? Starszym, zmęczonym życiem codziennym i jego rutyną, ludziom?

Kto wie? Może Królestwo łabędzi jest właśnie tą książką, która potrafi przekonać swego czytelnika, że warto powrócić w dawne, rodzinne strony – albo rzecz kolokwialnie ujmując – na stare śmiecie, gdzie przedstawiani ludzie są z gruntu źli, albo nad wyraz dobrzy i  idealni. Tam, gdzie wszystko zawsze dobrze się kończy, a ostatni rozdział nie pozostawia żadnych znaków zapytania czytelnikowi. 

Dla mnie Królestwo łabędzi było przede wszystkim miłym, sympatycznym czytadłem, które dobrze mi się czytało i tak samo dobrze odkładało na półkę. Jestem pewna, że gdy sprezentuję swej młodszej kuzynce jeden, taki sam egzemplarz, to dziewczynka będzie o wiele bardziej ucieszona ode mnie. Chciałabym przez to powiedzieć, że  - chociaż Królestwo łabędzi jest miejscem baśniowym, kolorowym i ciepłym – to nie każdy czytelnik potrafi się w nim odnaleźć. 

Mimo to, do Dzikich łabędzi Hansa Christiana Andersena wróciłam raz jeszcze i było mi z tym bardzo dobrze.

Tytuł: Królestwo łabędzi
Autor: Zoe Marriott
tłumaczenie: Walendowska Monika
tytuł oryginału: The Swan Kingdom
seria/cykl wydawniczy: Poza czasem tom 2
wydawnictwo: Egmont
data wydania: 6 marca 2013
ISBN: 9788323750352
liczba stron: 264
kategoria: baśń, fantasy
język: polski
typ: papier


Również może Ci się spodobać

9 nie zagryzła klawiatura

  1. Dobrze to podsumowałaś, miłe, sympatyczne czytadło. Aczkolwiek ja liczyłam na coś więcej po fenomenalnych "Cieniach na księżycu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cienie na księżycu" czytałam po "Królestwie łabędzi", chociaż w Polsce książki były publikowane odwrotnie. Faktycznie widać ogromny postęp autorki, przede wszystkim urozmaicenie warsztatu pisarskiego. Mam nadzieję, że jej kolejna książka będzie jeszcze lepsza. ;-)

      Usuń
  2. Trochę o tej książce słyszałem, ale jakoś nie korci mnie, by po nią sięgać. Wyczuwam, iż to raczej nie moja bajka, więc wolę nie torturować zarówno siebie, jak i książki.

    Jeżeli zaś mowa o łabędziach... ostatnio czytając "Nową Ziemię" natrafiłem tam na swego rodzaju przypowieść o łabędzicy i pochłonąwszy właśnie Twą recenzję jakoś cały czas ów fakt pląta się wśród niezbadanych zakamarków mego mózgu. Dlaczego? Sam nie wiem... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nowej Ziemi" nie czytałam, ale wnioskuję, że książka musi być dobra, skoro cały czas błąkają Ci się jakieś jej cząstki po umyśle. :)

      Usuń
  3. Miałam podobne wrażenia po jej lekturze:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam kiedyś wiele pozytywnych komentarzy odnośnie tej książki. Muszę przeczytać :)

    Pozdrawiam,
    Gosiek
    http://blask-ksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam w swojej kolekcji, po sesji się za nią zabieram :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi książka również się podobała. Ot taki miły, chociaż troszkę inny :P powrót do czasów dzieciństwa i ukochanych baśni :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiada się interesująco ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl