Pycha i nienawiść w postapokaliptycznym wydaniu

18:56

W ostatnim czasie zauważyłam u siebie tendencję do sięgania po mistrza horroru, gdy zaczyna mi brakować chęci, aby przeczytać cokolwiek innego. Z resztą - czy komukolwiek z Was udało się znaleźć lepszy sposób na odnajdywanie wiary w literaturę, niż szukanie tych naprawdę dobrych, kultowych powieści? Patrząc na to z innej strony, czy kiedykolwiek trudzilibyśmy się szukaniem, gdybyśmy z miejsca wiedzieli, że niczego nie znajdziemy? Raczej nie. Dlatego też, jako osoba zmęczona tym, co oferuje obecny rynek, rozdrażniona własną obojętnością, którą ostatnio zaczęłam wykazywać przy literaturze, sięgnęłam po to, co znane i polecane. Sięgnęłam po mistrza, żeby znów móc w przyszłości przerabiać amatorów.  

Moją nieprzerobioną nigdy wcześniej perełką, taką polecaną i zachwalaną przez innych, był Bastion. Powieść uważana nie za jedną z lepszych w dorobku Stephena Kinga, a właśnie za tą najlepszą z najlepszych, jaka kiedykolwiek fanowi czy zwykłemu czytelnikowi książkowych arcydzieł Kinga mogłaby się trafić. Długo zwlekałam z sięgnięciem po tę powieść, głównie przez jej ogromne gabaryty - pozycja ta liczy sobie ponad tysiąc sto stron. Uporanie się z tym potworem zajęło mi miesiąc, a posadzenie swej szanownej osóbki przed klawiaturom, aby bazrgnąć szkic tego tekstu - kolejny miesiąc. Tak oto siedzę tu i piszę, a właściwie teraz to wy siedzicie i czytacie. Może zatem z miejsca - już na początku - odpowiem Wam na pytanie czy było warto.   

Moim zdaniem nie.

Nie zrozumcie mnie źle. Książka powala na kolana. Chociażby samym swym rozmiarem, kiedy trzeba dłużej z nią w ręku gdzieś postać. Rzecz w tym, że dla mnie Bastion nie jest najlepszą z najlepszych powieści autora. Dla mnie - uwaga, bo to piszę!, ta powieść nawet nie zalicza się do tej ligi. Co nie znaczy, że - w porównaniu z innymi powieściami, na które trafiają czytelnicy - jest dobra. I trzyma niezły poziom.

Bastion to opowieść o życiu ludzi, różnych społeczności po tym, jak na świat została wypuszczona (przez przypadek) broń biologiczna. Śmiertelny wirus, nazywany Kapitanem Tripsem, na początku opanowywał Stany Zjednoczone, a później wybił w pień 90% światowej ludzkości. Zostali tylko ci, z niewiadomych powodów, na chorobę odporni. Jak się potem okazuje, stoi przed nimi nie lada zadanie, podczas którego też mogą zginąć. Rozpoczyna się walka, a wygrają ją tylko najsilniejsi.

O ironio, akurat w powieści, po którą sięgnęłam przede wszystkim dla grozy tworzonej przez wprowadzenie elementu fantastycznego... Właśnie ten element najbardziej mi wadził. King podzielił książkę na trzy części, w której kolejno: ludzie na całym świecie giną (opis procesu), ludzie tworzą mniejsze społeczności (opis procesu), ludzie walczą ze sobą (epickie opisy walki dobra ze złem). Otóż... Napiszę Wam szczerze, że całkowicie wystarczyłby mi ten wątek, w którym ludzie wybijają się w pień i walczą ze sobą, ponieważ - po Kapitanie Tripsie - nastąpiła demoralizacja, pojawiła się chęć zdobycia władzy, tworzenia nowych cywilizacji, a także pozostania sobą pośród innych, opanowanych przez pierwotne żądze i zwierzęce instynkty.  Element fantastyczny, czyli spersonalizowanie dobra i zła, wykreowanie antagonistycznych postaci, których głównym celem jest zwalczenie siebie, czyni tę książkę bardziej miałką. Element fantastyczny wręcz przygniata inne, dla mnie o wiele ciekawsze, wątki. W pewnym momencie autor wprowadza bohaterów, a wraz z nimi czytelników, w las, gdzie najważniejszym warunkiem przetrwania staje się kontemplowanie swojej duchowej strony, a nie szukanie pożywienia. 

Właśnie tego było mi najbardziej szkoda, dlatego że na początku autor stworzył fascynujący, intrygujący, a nade wszystko przerażający postapokaliptyczny świat, w którym koniec nadchodzi powoli, czając się w zakamarkach i przemykając w cieniach, zamiast bombardować wszystko i wszystkich w świetle dnia. Autor, wprowadzając mnóstwo bohaterów, których dopiero z czasem czytelnik daje radę skojarzyć, a co dopiero zrozumieć, pokazuje wizję świata, którego koniec nadchodzi przez przypadek. Przez błąd, a to nawet nie człowieka, a nieomylnej maszyny. Koniec nadchodzi z każdym napotkanym człowiekiem. Roznosi się niepostrzeżenie, a jego istnienie jest starannie ukrywane przez władze, których zadaniem jest chronić. Bronić. 

W drugiej i trzeciej części pisarz pokazuje czytelnikowi poszukiwanie. Kreowanie nowych cywilizacji, społeczeństw. Nowego świata. Niestety części te zostały mocno nadpsute przez robaka, którym był ów element fantastyczny. Występowało tutaj także zbyt wiele dłużyzn, epickich opisów. Podsumowując, rozwleczone do granic możliwości. Tym bardziej, że na przyspieszenie akcji trzeba zaczekać. Jak zwykle - jeśli mowa o Kingu - wcześniej wspomniana akcja jest powolna, nieśpieszna, a rozkręca się z każdą przewróconą stroną. Zaś, biorąc pod uwagę tak dużą liczbę owych stron, akcja rozkręca się i dłużej. 

Jeżeli mowa o twórczości Stephena Kinga, to muszę przyznać, że zabrakło mi tutaj tego tajemniczego i przerażającego elementu, przez który długo bałabym się wyjść z łóżka do łazienki, a co dopiero położyć swą główkę na poduszce i oddać się marzeniom sennym. Zabrakło i to bardzo! Bastion to jedna z najgrubszych powieści, jakie kiedykolwiek czytałam i nie mogę powiedzieć, że czas poświęcony tej lekturze, był czasem zmarnowanym. Raz, że byłoby go zdecydowanie za dużo (czytaj: gdyby książka była zła, to bym ją po prostu odłożyła), a dwa - był w tej historii ogromny potencjał. Potencjał tym razem nie niedorozwinięty, a za bardzo rozciągnięty.

tłumaczenie: Robert Lipski
tytuł oryginału: The Stand
wydawnictwo: Albatros
data wydania: listopad 2012 (data przybliżona)
ISBN: 9788376599144
liczba stron: 1166
słowa kluczowe: apokalipsa, zagłada
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier


Nutka na dziś:

Również może Ci się spodobać

4 nie zagryzła klawiatura

  1. Lubię Kinga. Z "Bastionem" też chętnie się zapoznam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo, o tej książce Kinga jeszcze nie słyszałam, ale jak już będę sę z nim zapoznawać to wezmę ją pod uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie czytałam książek Kinga... Może wkrótce to nadrobię ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem fanem Kinga ale Bastion to nie jest mój top 5 jego twórczości-są to "To","Dallas 63",Talizman+Czarny dom i jego zbiory nowel i opowiadań.Jest też mistrzem krótkiej formy.

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl