„Zostań tam, gdzie Cię położyłam”

12:54

Nazwisko Melissy Marr jest u nas kojarzone przede wszystkim z serią dla młodzieży o wróżkach, która wyszła nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Jednak nie dlatego zwróciłam uwagę na Opiekunkę grobów. Postanowiłam przeczytać tę powieść z jednego, dość poważnego powodu. Otóż chciałam się przekonać, jak wypada pióro tejże autorki w książkach skierowanych do osób dorosłych. 

Blado. Bardzo blado.

Chociaż Melissa Marr w swojej powieści kreuje tajemniczy i lekko złowieszczy klimat, osadzając akcję w małym, nieznanym i niewiele znaczącym miasteczku, w którym wszyscy wszystkich znają… Autorka jednocześnie nie wykorzystuje potencjału całości, który – o ironio! – sama sobie tworzy. Zamiast rzetelnie przygotowanego i konkretnie poprowadzonego wątku detektywistycznego, z rzędem trupów - żywych czy martwych - na czele, czytelnicy dostają łzawy i mdły wątek romantyczny, w którym melodramatyzm prześciga tylko infantylność.  Pisarka stworzyła powieść z kilkoma naprawdę dobrymi i interesującymi „haczykami” lecz niestety nie na tyle porządnymi, aby którykolwiek z nich potrafił złapać rybę. Takim oto sposobem czytelnik w końcu trzyma książkę, która może być dobra we wszystkim, ale właściwie nie jest dobra w niczym. 

Ani z tego jest jakiś gorący romans, ani porządny kryminał. 
Ani z tego porządne Urban fantasy, ani rzetelna powieść obyczajowa.
Ani w tym nuty grozy, ani banalnego suchara.  

Jakiś czas temu obiecałam sobie, że nie będę czytała notek od wydawców. Stwierdziłam, że zbyt wiele w nich spoilerów i informacji, eufemistycznie rzecz nazywając, mijających się z prawdą. Teraz żałuję, że nie przeczytałam tekstu zamieszczonego na odwrocie Opiekunki grobów. Jedno zdanie…

"Opiekunka Grobów" to romantyczny horror albo romans z elementami grozy w tle.

… a zmieniłoby wszystko!

(Czytaj: Nie tknęłabym kijem)

Jedyną poprawnie rozpisaną rzeczą, taką tętniącą, jakąś przyciągającą uwagę akcją, są burzliwe relacje pomiędzy protagonistką, a jej chłopakiem. Niestety i tutaj autorka poszła na łatwiznę, tworząc związek opierający się na sile przeznaczenia, popychającego jednego irytującego i pozbawionego rozsądku bohatera, w ramiona drugiego. Trudno. Chociaż postacie drugoplanowe są jako tako ciekawie przedstawione, to i tak większość z nich pełni rolę masowego zapychacza treści i sytuacji.  Zdecydowana mniejszość, czyli osoby mające jakikolwiek wpływ na fabułę, albo są postaciami epizodycznymi, albo nie grzeszą rozumem. 

Akcja powieści jest przewidywalna. Ratują ją tylko nieliczne sytuacje, w których bohaterowie odkrywają mroczną przeszłość miasteczka i znaczenia ról, które przyszło im grać w przedstawieniu odbywającym się do tej pory bez ich udziału.  Odkładałam Opiekunkę grobów na półkę ze świadomością, że autorka pewnie nie stworzy kontynuacji, nie pociągnie tej historii dalej. Przez całą lekturę bowiem jest bardzo odczuwalny fakt, że Melissa Marr biegnie, jak koń wyścigowy z klapkami na oczach. Byle do celu. Byle, jak najszybciej. Po drodze znajduje odpowiedzi na wszystkie pytania, udziela ich zbyt szybko, zbyt łatwo. Wtajemniczając czytelników w ten swój ponury i tajemniczy świat zamiast pokazać fragment i zaciekawić, szczegółowo opisuje każdy detal. To tak, jakby zabierała dziecku cukierka. 

Po lekturze pozostaje ogromny niedosyt. Cały czas wydaje mi się, że ta historia – posiadająca niemały potencjał – mogłaby być napisana z większym rozmachem. Tak, aby potrafiła zafascynować, zaintrygować, zaciekawić i wreszcie wciągnąć do tego stopnia, że żadnej osobie postronnej nie udałoby się wyrwać tej powieści z rąk czytelników. Nie bez znaczenia też pozostaje fakt, iż – chociaż powieść jest kierowana do starszego odbiorcy – wyraźnie wybija się z historii schemat książek młodzieżowych.

Dlatego też Opiekunkę grobów uważam za powtórkę z rozrywki i polecam jedynie fanom Królowej Lata


tytuł: Opiekunka grobów
autor: Melissa Marr
tytuł oryginału: Grave Minder
wydawnictwo: Replika
data wydania: 2013 (data przybliżona)
ISBN: 9788376742243
kategoria: Literatura piękna
język: polski
typ: papier

Również może Ci się spodobać

9 nie zagryzła klawiatura

  1. Ech, przyznam, że tytuł postu mnie urzekł. Tytuł książki też. Okładka jakaś taka zbyt kolorowa i ckliwa jak na taką tematykę, ale i na to dałoby się przymrużyć oko. Jednak ciężko chyba mrużyć ślepia przez całą książkę... Ja również nie tknęłabym tej pozycji, gdybym wiedziała, że to tandetne romansidło, które niby potencjał ma, ale nic z nim nie robi. Nie ma nic gorszego, jak wyczuwać podczas lektury dobry pomysł i mieć świadomość, że pisarz nie potrafił go wykorzystać...
    Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Gdyby jeszcze była kontynuacja, to ten marny początek dałoby się przełknąć, a tak? Aż szkoda. :(

      Usuń
  2. Raczej sobie odpuszczę. Nie lubię przewidywalnych książek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie za bardzo do mnie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zawsze szczerze i konkretnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś byłam na tak, ale teraz sama nie wiem.

    Zapraszam na wakacyjny konkurs na BLASKU KSIĄŻEK: http://blask-ksiazek.blogspot.com/2013/07/wakacyjny-konkurs_14.html

    OdpowiedzUsuń
  6. To chyba pierwsza krytyczna recenzja tej książki, na którą się natknęłam :)
    Ja opis na okładce czytałam ;) I mi się książka podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. to mnei zniechęciłas xD miałam na nią chęć ale teraz.... chyba sobie odpuszczę :<

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl