Sprzedajemy zabawę

21:42

Element fantastyczny odgrywał tutaj bardzo niewielką rolę. Tak naprawdę to Kingowi tym razem wyszła obyczajówka z interesującym wątkiem kryminalnym i muszę przyznać, że zostałam tym faktem... oczarowana. 

Joyland to jak najbardziej Kingowska książka. To czuć na kilometry. Charakterystyczny styl autora wybija się tutaj ponad wszystko. Tym razem pisarz serwuje czytelnikowi historię młodego mężczyzny, który na dobrą sprawę nie znalazł jeszcze własnej ścieżki w życiu. Trafiając na lunapark, poznaje nowych przyjaciół, samego siebie, stara się zapomnieć o pierwszej miłości i odnaleźć szczęście w życiu. 

Z powyższego akapitu wynika oczywiste: Joyland to skrawek historii życia jednego człowieka. Skrawek historii, który nie grzeszy dynamiczną akcją. Od czasu do czasu zdarzy się coś niespodziewanego, dziwnego, coś, przez co czytelnikowi może wyjść gęsia skórka... Pomimo to jednak powieść przyspiesza dopiero pod sam koniec. 

Wtedy, gdy wszystkie malutkie, wręcz maciupkie szczegóły - wcześniej rozsypane, jak okruszki na drodze Jasia i Małgosi - zaczynają się odnajdywać. Wtedy, gdy wreszcie na jaw wychodzi zastraszająca prawda.
Wtedy, gdy zagrożeniem dla głównego bohatera staje się najmniej podejrzany, a właściwie ten w ogóle nie podejrzewany bohater, a wszelkie elementy fantastyczne usuwają się w całkowity cień. 
I - co zaskoczeniem nie jest - okazuje się, że owe elementy fantastyczne od początku do końca pełniły tylko rolę statystów, aniżeli ważnych dla wątku bohaterów.

Czy to źle?
Nie za bardzo. Stephen King przedstawia tym razem interesującą historię, pakując w nią - zamiast maksimum grozy - maksimum swojego charakterystycznego stylu. Dostajemy małe miasteczko, zwyczajnych bohaterów, leniwie płynąca akcję, która dostaje kopa z pół obrotu dopiero pod sam koniec, a przede wszystkim dostajemy masę opisów i przemyśleń protagonisty, tak jakbyśmy chwycili za lupę z zielonym szkiełkiem: nie tylko widzimy wszystko wyraźniej, a i inaczej niżbyśmy sami wyciągali wnioski. 

Joyland to książka dla tych, którym do gustu przypadł na przykład Cmętarz Zwieżąt aniżeli Ręka mistrza. Co nie zmienia faktu, iż Joyland jest to powieść właśnie ręką mistrza napisana. :)

Autor: Stephen King
tytuł: Joyland
tłumaczenie: Tomasz Wilusz
tytuł oryginału: Joyland
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 6 czerwca 2013
ISBN: 9788378395355
liczba stron: 336
kategoria: horror
język: polski
typ: papier/ ebook

__________________________
Ha! Wróciłam. :)
Nowych tekstów możecie się spodziewać, już niedługo!
Tym bardziej, że ostatnio skończyłam "Hannibala" i "Grę o tron"  (seriale), a nie pogardziłam też kilkoma filmami. :)

Również może Ci się spodobać

4 nie zagryzła klawiatura

  1. Marzy mi się ta książka od dnia jej premiery, bo Kinga bardzo lubię :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ją na półce, lecz jeszcze jej nie przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nie przepadam za twórczością Kinga, chociaż "Cmętarz Zwieżąt" znam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba wypadałoby przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl