Czyniąc swe prawo

21:08

Chyba możemy się zgodzić z tym, że w życiu każdego czytelnika nadchodzi czas tej jednej, jedynej książki, która pojawia się, a niestety niezauważona w odpowiedniej chwili, bądź – o zgrozo! – zignorowana, znika. Na zawsze. Tu wyczerpany nakład, tam biały kruk, gdzie indziej nawet brak pdfa na chomiku (a jak nie ma już jak spiracić to nic, tylko pozostaje schron i powolne oczekiwanie na Armagedon), a załamany Czytelnik wyrywa sobie włosy z głowy i płacze za zmarnowaną okazją. 

Ja niestety cały czas na tę wielką chwilę czekam, ponieważ Jesienne ognie były…


…jej kompletną przeciwnością. Na wakacyjnym wyjeździe, kiedy to moje środki pieniężne topniały z dnia na dzień, przez co musiałam postawić przed sobą żelazne postanowienie oszczędzania (niestety na książkach), powieść Komarkowej prześladowała mnie na każdym kroku. Przynajmniej jeden egzemplarz (choć częściej były ich stosy) panoszył się w księgarniach, małych kramikach czy targach taniej książki. Wszędzie, gdzie tylko nie spojrzałam, leżały Jesienne ognie. Co więc zrobiłam? Choć bitwa była zażarta, poddałam się i książkę kupiłam. 

A dziś nie żałuję, ponieważ była to jedna z lepszych inwestycji mojej egzystencji mola książkowego.

Reylina, wyższa księżniczka istot zwanych feyrami. Bogini elfów, Ogień Jesiennych Ognisk. Zagubiona pośród zwykłego ludu, nie pamięta własnego dziedzictwa. Dopiero po kilku latach beztroskiego życia pospolitej dziewczyny, w Rey przebudzają się instynkty, których nie może kontrolować. Jej żywot zostaje wywrócony do góry nogami. Przyjaciele okazują się wrogami, wrogowie zagubioną rodziną, a przeszłość sennym koszmarem…

Kobieta będzie musiała naprawić wcześniejsze błędy, sprostać problemom, jakie przez ten cały urosły do niebotycznych rozmiarów i słono zapłacić za zemstę, której dokonała. Pytanie tylko: Czy temu podoła?

Waleria Komarkowa oddaje w ręce potencjalnego czytelnika narkotyk, który uzależnia powoli acz nieodwołalnie. W pewnym momencie przekonujemy się, że odłożenie Jesiennych ogni jest wręcz niemożliwe. Powieść uzależnia interesującą, dynamiczną akcją i barwnymi postaciami o złożonych charakterach. Fabuła książki, choć na początku lektury wydaje się prosta i przejrzysta, przez cały czas rośnie, niczym licha roślinka, by pod sam koniec przypominać dostojne i imponujące drzewo z mocnymi korzeniami i licznymi rozgałęźnieniami. 

Autorka w swojej powieści tworzy fascynujący świat, który mami, oszałamia i zaskakuje. Jesienne ognie to bowiem jedna z tych książek, w których czytelnika przyciąga każdy szczegół – a to jakaś poboczna postać, a to interesujący mit, legenda, opis przyrody… I nagle, podczas lektury książki, jesteśmy boleśnie świadomi, jak wielka strata nas czeka, gdy przyjdzie nam w końcu skończyć przygodę z tym tworem. 

Nie pozostaje mi nic innego, tylko przestrzec Was, abyście chowali czym prędzej, gdy wpadną wam w łapki Jesienne ognie. Nigdy nie wiadomo – może dostaniecie taką szansę, jak ja, a może będzie to właśnie  chwila, w której przegapicie to, co wartościowe. 

tytuł: Jesienne ognie
autor: Waleria Komarkowa
tłumaczenie: Michał Górny
tytuł oryginału: Осенние костры
seria/cykl wydawniczy: Obca Krew
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 6 lutego 2009
ISBN: 978-83-7574-097-4
liczba stron: 528
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier

Również może Ci się spodobać

9 nie zagryzła klawiatura

  1. Już od jakiegoś czasu poluję na tą książkę. Nie raz już czytałam o tym, jake to Jesienne Ognie godne polecenia, a opinia spod Twego pióra upewnia mnie w przekonaniu, że warto się w książkę zaopatrzyć. Kieeedy ja to zdobędę...? Oby jak najszybciej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się bardzo i życzę owocnych łowów. :-D

      Usuń
  2. A mi się potwornie nie podobała ta książka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Serio?
      A co najbardziej ci w niej za bardzo nie przypadło?

      Usuń
    2. Niemalże wszystko - dialogi były niskich lotów, opisy marne, a i słabo ucharakteryzowani bohaterowie poboczni nie pomagali. Tylko pomysł i miłość do rosyjskiego fantastyki zmusiły mnie do przeczytania całości, ale i tak niemiłosiernie męczyłam się z nią. Nie wiem - może po prostu za wiele się po niej spodziewałam albo za bardzo przywykłam do stylu Łukjanienki...

      Usuń
  3. Chyba pora rozejrzeć się za książką póki jest jeszcze na to czas :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za polecenie dobrej lektury

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie muszę jej poszukać! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie słyszałam o niej, lecz jak na nią wpadnę to na pewno się skuszę.

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl