Czarny drozd

01:21

Muszę przyznać, że przez całą lekturę Drozdy. Dotyk przeznaczenia zmagałam się z chęcią odłożenia tej książki. Jednak nie zrobiłam tego i do tej chwili, pisząc te słowa, nie mam pojęcia dlaczego. Czyżby kierowała mną chłodna fascynacja, która budziła się przy każdym bohaterze, pojawiającym się na kartach powieści? Może istotą mojej decyzji było ostrożne zainteresowanie, jakie autor powołał do życia pierwszym rozdziałem, pierwszym zdaniem - o tak, z marszu?

Powiem Wam, że pozycja Chucka Wendiga jest interesującą powieścią drogi z odrobiną ponurego urban fantasy i kryminałem w tle. "Dotyk przeznaczenia" składa się z wielu mniejszych czy większych szczegółów, które odpychają, a zarazem też przyciągają do siebie czytelnika. Mnie samą raziło tu dosadne słownictwo, ostre sceny i - że się tak wyrażę -  nieodłączne pomieszanie z poplątaniem, które mogłoby ubiegać się o główną rolę w tej historii tak samo, jak wykreowana przez Wendiga, zadziorna, nieprzystępna i wyobcowana protagonistka. 

Zauważcie, że użyłam słowa "raziło". Otóż wymienione wcześniej składniki powieści sprawiały raczej, że wielokrotnie, podczas lektury, krzywiłam się sama do siebie z niesmakiem, lecz książki nie odłożyłam. Zabiegi stylistyczne, użyte przez autora, były widoczne, ale - potraktowane przeze mnie jako środek do celu - osiągały tylko zamierzony efekt. 

Efektem tym zaś było przedstawienie życia głównej bohaterki, która lekko nie miała. Nie dość, że Miriam przez większość swej marnej egzystencji niesie olbrzymi ciężar na plecach, jakim nie jest sama jej niezwykła umiejętność, a nieudolność powstrzymania tego, co nieuniknione, Miriam jeszcze, jako zwykły obywatel; córka; koleżanka; dziewczyna - w tych rolach, jakie przyszło jej kiedykolwiek odebrać, też nie miała lżej. 

Jej historię czytelnik poznaje nie tylko dzięki wydarzeniom, mającym miejsce obecnie, lecz także dzięki retrospekcjom, wtrącanym przez autora to tu, to ówdzie, a także przy pomocy wywiadu przeprowadzanego z protagonistką. Nierzadko pisarz też ucieka się w Dotyku przeznaczenia do przerzucenia narracji na inną postać, co ma pozwolić odbiorcy na lepsze zrozumienie wszystkich opisywanych wydarzeń. Niestety nie zawsze osiąga to zamierzony efekt. Niejednokrotnie mogłam się pogubić pomiędzy jedną retrospekcją, a wtrąceniem następnego, jeszcze nieznanego bohatera. Mieszanie różnych sytuacji często było mylące, a rezultaty niejednokrotnie druzgocące. 

Drozdy. Dotyk przeznaczenia to powieść, która potrafi się wyróżnić, ale nie na długo zapada w pamięć. Końcowy wynik? Porażka.

tytuł: Drozdy. Dotyk przeznaczenia
autor: Chuck Wendig
tłumaczenie: Miłosz Urban
tytuł oryginału: Blackbirds
seria/cykl wydawniczy: Miriam Black tom 1
wydawnictwo: Akurat
data wydania: maj 2013 (data przybliżona)
ISBN: 9788377583418
liczba stron: 320
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier

Również może Ci się spodobać

5 nie zagryzła klawiatura

  1. Niezbyt mi się ta seria podobała...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie lektura tej powieści była istną drogą przez mękę. Chociaż z początku rzeczywiście coś mnie do niej przyciągało, to jednak z każdą kolejną stroną utwierdzałam się w przekonaniu, że więcej nie zniosę. I tak się stało, powieść zostawiłam gdzieś tak w połowie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, z początku książka wyglądała zachęcająco. Teraz już nie wygląda... Ps. dawno tutaj nie byłam i jak widzę zmieniła się cała szata graficzna ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, jakiś czas temu zaszalałam. ^v^
    Czy wygląda zachęcająco czy nie, to różnie bywa. Sama raczej po kotynuację już nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co mnie najbardziej dziwi, to fakt, że w internetach można się natknąć na naprawdę bardzo dobre urban fantasy. A u nas jak już coś z tego wydają, to wychodzi tak sobie. :<

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl