Światło baśni

23:19

Są na świcie książki, które nie powinny podlegać ocenom. Są na świecie książki niezwykłe, przejmujące, trzymające w napięciu. Są na świecie książki, które swoją lekturą uświadamiają czytelnikowi, jak wygląda prawdziwy świat. To są właśnie książki wartościowe, a do jednej z nich zaliczyłabym Baśniarza. 



Powieść Antoni Mechaelis zaczyna się niemrawo, wręcz banalnie. Schematycznie. Podobnie, jak w innych pozycjach młodzieżowych, czytelnik dostaje dziewczynę z dobrego domu oraz chłopca, outsidera, dość porządnie sponiewieranego przez los. Anna i Abel. Znacie już tę historię? Ja pomyślałam, że tak. Nie odłożyłam Baśniarza na miejsce tylko i wyłącznie dlatego, że pamiętałam, jak bardzo spodobał się mojej koleżance. Czytałam więc dalej, a dalej już nic nie było takie samo. 

„Ale za słowami czyhała ciemność, ciemność jaka panuje we wszystkich baśniach. Dopiero później, dużo później, zbyt późno zrozumie, że ta baśń była śmiertelnie niebezpieczna.”*

Baśniarz to połączenie mrocznej powieści z przerażającą rzeczywistością. To właśnie baśń opowiadana przez Abla jego siostrze jest tutaj najważniejszym czynnikiem. To środek, dzięki któremu bohater nie tylko tłumaczy swojej młodszej siostrzyczce, dlaczego ich życie jest bolesne i trudne. W ten sposób daje jej także broń na smutki, ostrzeżenie przed niebezpiecznym ojcem, mężczyzną znów pojawiającym się w ich życiu. Książka Mechaelis emocjonalnie działa z całą siłą supernowy, wytwarzając w czytelnikach całe pokłady sprzecznych ze sobą emocji. Pogrążając się w lekturze Baśniarza cierpimy, śmiejemy się, cieszymy wraz z bohaterami, a gdy dochodzi do co czego, toniemy w zaprzeczeniu i niedowierzaniu kierunkiem, w jakim idzie akcja. Zamykając powieść nie pozostaje nam już nic. Nic oprócz pustki, ponieważ ta historia jest tak prawdziwa, tak realna, a jednocześnie tak okrutna, że w końcu nie potrafimy zrozumieć sensu istnienia życia, skoro jest w nim tak wiele cierpienia…

Muszę Was ostrzec, że Baśniarz to nie jest książka dla każdego. Nie ma tutaj upiększania życia, pewnych sytuacji, wszystko jest ukazane w prawdziwy, niejednokrotnie nawet brutalny sposób. Czytając książkę, odbiorca w pewnym momencie zaczyna zauważać powiązania w szczegółach baśni opowiadanej przez Abla, a prawdziwych wydarzeniach, mających miejsce na co dzień. Czytelnik zanurza się w morze podtekstów, dwuznaczności, zaczyna czytać pomiędzy wierszami. Jednocześnie też spogląda w oczy przerażającej ciemności, czającej się za słowami baśni. 

W pewnym momencie, podczas lektury, dość zauważalny jest fakt, ze kierunek, w którym biegnie akcja, ze strony na stronę robi się coraz to bardziej niepokojący. W końcu finałowe wydarzenia odbierają dech w piersiach i pozostawiają pustkę w sercu. Baśniarz, choć napisany w piękny, liryczny sposób, nie czaruje szczęśliwymi wydarzeniami i happy Endami. Nie ma tu miejsca na półsłówka i kłamstewka. Pozostaje tylko miejsce na opisy realnego cierpienia i niedowierzania. 

Baśniarz to jedna z tych książek, które strona po stronie, konsekwentnie, wyrywają serce z piersi czytelnika. A czytelnik to wie i nic z tym nie robi, po to tylko, żeby trwać w płonnych nadziejach. Chociaż przekaz książki hipnotyzuje, a wydarzenia trzymają w napięciu, to właśnie nadzieja nie pozwala odbiorcy odłożyć książki na bok. Nadzieja na coś, czego nie dane będzie w tej powieści odnaleźć. 

tytuł: Baśniarz
autor: Antonia Michaelis
tłumaczenie: Ożóg Renata
tytuł oryginału: Der Märchenerzähler
wydawnictwo: Dreams
data wydania: 5 lipca 2012
ISBN: 9788393383160
liczba stron: 400
kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa
język: polski
typ: papier

Również może Ci się spodobać

2 nie zagryzła klawiatura

  1. Chyba będę musiała w końcu przeczytać tę książkę. Jednak trochę boję się emocji jakie może we mnie wzbudzić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Więc twierdzisz, że historia jest nieszablonowa...? Chyba spróbuję, bo na początku byłam dość sceptycznie nastawiona do "Baśniarza" :)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl