Magia sensu, czyli post bez sensu

02:22




Przedwczoraj był piątek 13., a ja – korzystając z okazji – umieściłam na fanpejdżu swojego bloga bardzo przemyślane oświadczenie dla prasy, mając nadzieję, że nikt się nie połapie, iż dawanie oznak życia, pisząc o tym, że się nie bloguje, to nie blogowanie. Już od jakiegoś czasu obiecywałam sobie, że będę się starać, aby moja strona nie była zbyt klaustrofobiczno – hermetyczno – ekscentryczna (tak, użyłam tego ostatniego słowa, bo ładnie brzmi, a potem sprawdziłam jego znaczenie. Na Wikipedii). Tak jakby mi nie wychodzi, bo jak piszę to tylko o książkach, a jak nie piszę o książkach, to nie piszę. Wtrąca mnie to w nastroje nostalgiczno – depresyjne (tych dwóch słów nie musiałam sprawdzać. Serio.), co skutkuje tylko tym, że klawiatura gryzie i bywa agresywniejsza od jamnika na smyczy.


Ostatnio nie pisałam, bo miałam ważny powód. Otóż życie mi nie wychodziło. A konkretnie kierunek, w którym wiatry mnie wywiały. Czasami wychodzi tak, że łatwo powiedzieć i trudniej zrobić, a gdy decyzja podjęta to mleko wylane i nie ma odwrotu. Nie piszę bynajmniej o tym, że odwrót to jedyne co pozostaje; że zwykle jest prostszy od maszerowania na wroga z jednym nabojem w pistolecie  i z uniesionym podbródkiem. Gdy droga, po której maszerujemy jest kręta i wyboista nietrudno myśleć o powrocie. Bezpieczeństwie. Znajomości terenu. Chęć zmienienia trasy w końcu budzi wątpliwości. A wątpliwości zabijają kreatywność.     

Pomijając wszelkie te zręczne metafory, których nie powstydziłby się zapewne sam św. Jan w swojej Apokalipsie, gdyby tylko mógł jeszcze je tam wsadzić, pragnę objaśnić, że trudno przemienić wino w wodę czy smutek w radość. Albo biegać po wodzie. Przynajmniej wtedy, gdy nie ma się wtyk tam w kosmosie. W tajnej – łamane – przez – jedwabistej bazie satelitarnej.   



Tak moi drodzy! Przykro mi to Wam mówić, ale nie wszyscy jesteśmy jedwabiści. Niestety. A na marginesie, to jednorożce nie istnieją.

Dlaczego więc piszesz? Pewnie zapytacie. Jak nie zapytacie to też nie ma problemu. Specjalnie sama zadałam to pytanie, żeby się potem nie rozczarować. Grunt to strategia. Pewnie zauważyliście, że jak już zacznę biadolić, to nie potrafię przestać. Czy to się leczy? Nieważne. Wróćmy do tematu.  Odpowiadając na wyżej zadane pytanie -  (Pewnie „bardziej” wyżej niż spojrzałeś) serfując dziś po Internetach wyczytałam bardzo mądrą  rzecz, że blokadę pisarską najlepiej jest odstraszyć pisaniem. To już trzeci akapit – nie posiada żadnego sensu niemniej…. to już trzeci akapit!

Zasiadając do tego posta miałam wizję. Wizję taaaak przejrzystą! Była czysta i chlorowana, jak woda w basenie, a wyszły mi glony z Bałtyku. Co ja mogę? Dopiero w połowie zorientowałam się, że notka o samodoskonaleniu się i byciu sobą już była. Co ja mogę, że najlepiej mi się pisze o rzeczach, które już były? To okropne.

Prawie tak okropne, jak zwątpienie w podtytuł własnego, ukochanego bloga po tym, jak twoja przyjaciółka zakwestionuje jego sens. No bo czy mroki mają cienie? W równoległym wymiarze Blair miały. No było, że były. Lecz zachwiane podstawy runęły, a ja stwierdziłam, że należy wyjaśnić niejasności. W sensie – bardziej wyjaśnić wam, że naprawdę powinniście spodziewać się tutaj niespodziewanego. Choć i tak pewnie dla pewności  podstronę z wytłumaczeniem machnę. Bo po takim tytule bloga i podtytule naprawdę potrzebna jest podstrona.

Coś, jak dobry adwokat, który wszystkim przedstawi ten sam zamysł, lecz w zręczniejszych i ładniejszych słowach.

 Wiecie co jeszcze mnie zachęciło do pisania? Jeden komentarz. Serio. Słownie: JEDEN. Przywrócił mi wiarę w ćwiczenia mięśni palców klawiaturą. Nie chodzi ani nie biega o to, że Blair potrzebuje pochwał. Blair nie potrzebuje. Blair jest jedyną osobą, z której zdaniem się liczy. Ale naprawdę miło wiedzieć, że ktoś czyta; ktoś się uśmiecha; ktoś miło spędza czas. Miło widzieć, jak te kilkaset słów; te kilkadziesiąt zdań; te parę akapitów – w jakiś magiczny, niewytłumaczalny sposób ( i to NIE jest żart. Ja to piszę i wiem, że nie ma sensu. A jak czytam całość ponownie, to ten sens TADAM!  - nikły – ale jest. Jak? MAGIA).



Prawie, jak na tym obrazku, co nie? No dobra… wiem, że prawie robi wielką różnicę. HA! Nikt mi przynajmniej teraz nie powie, że reklamy nie kształcą. xD

Zgodnie każdym palcem dobijając do brzegu – Blair będzie pisać. Solennie to obiecuje. Nie tylko dlatego, że Nocny Cień to jedyne miejsce, gdzie Blair może siać bezkarnie terror, bo to jej własna strefa. A nawet równoległy wymiar, w którym jest miło i przyjemnie. Też nie dlatego (a przynajmniej nie wyłącznie dlatego), że nadchodzi kolejny, nowy rok i ponownie pierwszym punktem na liście do wykonania jest panowanie nad światem. O nie! Blair będzie pisać, bo Blair to lubi.

A poza tym Blair ostatnio nie ma czasu/ weny/ talentu, więc będzie to robić z czystej przekory. Bo Blair nie lubi, jak czegoś nie ma.

Mroki z Wami!
B.

PS Ostatnio dorabiałam do bloga Disqusa. I chyba coś popsułam. Nie wiem czy popsułam, bo muszę odczekać 24h, żeby się przekonać, że to serio jest całkiem kaputt. Więc, jak nie możecie skomentować tutaj, to wpadnijcie na fanpejdża.

PS2 Tak – to była reklama podprogowa. :D

Również może Ci się spodobać

5 nie zagryzła klawiatura

  1. Pierwszy - próbny oczywiście - komentarz już jest! :)
    Teraz Wasza kolej.
    (Tak wiem, że mało subtelnie. No ale jak inaczej się przekonam czy to działa?)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zawsze czytam! (Nawet jeżeli nie do końca wszystko rozumiem).

    Powiem Ci więcej! Myślałam o zrobieniu listy ulubionych blogów i tam byłby twój <3
    W alternatywnym świecie wszystko jest możliwe. Nawet cień w nocy! I jednorożce! I Sherlock dla każdego!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, dziękuję. <3
    Zawsze wiedziałam, że gdybym kiedykolwiek uwierzyła w jednorożce, to ty byłabyś moim ulubionym. :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja cię w pełni rozumiem; gdy mam blokadę pisania, nawet zdania nie jestem w stanie napisać, żeby mi się podobało. :( Nie ma weny, jest brak dyscypliny.

    OdpowiedzUsuń
  5. O matulu! Jak mi brakowało Twojego pisania :D Uwielbiam Twoje teksty, a dzięki temu "tworowi" powyżej uśmiałam się tak, że buzię zatykałam poduszką żeby tylko córki i męże nie obudzić (to by był dopiero sajgon :P).


    Trzymam kciuki za powodzenie misji o nazwie "Przekora" :D Pozdrawiam cieplutko :D

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl