Wyścig do źródeł Nilu!

12:27

Źródło
Gdy Blair wzięła w ręce Wyprawę w Góry Księżycowe i przez chwilę pozwoliła sobie na podziwianie pięknego wydania książki, mimowolnie zaczęła się zastanawiać, jak rozpoczęła się jej przygoda z tym cyklem. Pierwszą rzeczą, która przyszła jej na myśl, była miłość do steampunku - uczucie jeszcze nie tak silne, jak w przypadku urban fantasy, lecz nie mniej widoczne. Dopiero po chwili, z lekkim zdezorientowaniem blogerka zauważyła, że to właśnie książki Marka Hoddera zaszczepiły w niej uwielbienie do epoki wiktoriańskiej, maszyn parowych oraz nutki fantastyki. Jak to wszystko się więc zaczęło? Gdzie był początek? 

Podobnie, jak w powieści Marka Hoddera, historia zatoczyła koło. 

Choć coraz mniej czytelników może sobie na to pozwolić (a Blair, jak najbardziej się niestety do tej grupy zalicza), czasem o sięgnięciu po powieść decyduje interesująca ilustracja na okładce, bądź piękne wydanie. W dziwnej sprawie skaczącego Jacka przekonało do siebie waszą ulubioną blogerkę, właśnie tą drugą rzeczą. Któż nie chciałby na swojej półce tak ciekawie wydanej pozycji? Zintegrowana okładka; intrygująca grafika; zakładka w formie złotego sznureczka, a Blair z miejsca została kupiona. Tak, moi drodzy, tak! To jeden z tych rzadkich momentów, kiedy to powieść kupiła czytelnika, a nie na odwrót.  Nieraz Blair była bardzo rozczarowana przeczytaną lekturą, po jaką sięgnęła, zachęcona aspektem wizualnym. Ale wiecie co? W przypadku książek Marka Hoddera jest naprawdę bardzo wdzięczna, że pozwoliła sobie na chwilę szaleństwa. Dzięki jednemu nieplanowanemu zakupowi odkryła podgatunek fantastyki, który niesłychanie ją intryguje oraz powieści, do jakich jeszcze nieraz będzie wracać. 

Wyprawa w Góry Księżycowe bowiem, podobnie jak dwie poprzednie części cyklu przygód  Sir Richarda Francisa Burtona oraz jego przyjaciela, poety  Algernona Charlesa Swinburne’a, to książka, która wciągnie czytelnika już od pierwszych stron i nie pozwoli na chwilę nieuwagi, o nie! Mark Hodder pisze, tak Blair pokusi się o to słówko, błyskotliwie. I w jaki to sposób dana błyskotliwość się ujawnia? - zapytacie. Otóż trzecia część przygód Burtona i Swinburne'a to książka, która intryguje sposobem, w jaki została poprowadzona narracja; zwrotami akcji; niebanalnym rozwojem wydarzeń oraz irytująco kapitalnymi postaciami, nawet tymi drugoplanowymi. 

Autor w swej powieści podzielił narrację na dwie części - teraźniejszość i przyszłość Sir Richarda Burtona splatały się ze sobą z rozdziału na rozdział, a chociaż od czasu do czasu pewne wspomnienia czy wydarzenia z przyszłości bywały spoilerami wydarzeń z teraźniejszości (tak, blogerka wie, jak to brzmi, żywi ogromną nadzieję, że wiecie co ma na myśli), to czytelnik i tak do samiutkiego prawie że końca nie wiedział, jaki to wszystko będzie miało finał. Nie miał pojęcia, jakie wydarzenia spaja rozłam pomiędzy wyprawą do Afryki  oraz przerażające przeżycia Burtona, który utknął w środku wojny. Dosłownie. Dla Blair był to zabieg momentami uciążliwy i irytujący, jednocześnie też trzeba przyznać, że dzięki temu książka wiele zyskała, a jej lektura była naprawdę absorbująca i zajmująca. 

Poza tym, blogerka musi dać powieści wielki plus za fabułę, która pięknie spina wszystkie wydarzenia przedstawione w obydwu poprzednich częściach. Sir Richard Burton, wysłany ponownie do źródeł Nilu, musi tak naprawdę wykonać tajne zadanie dla premiera Palmerstona oraz Jego Wysokości. Choć oburzony i upokorzony jawnym wykorzystywaniem jego osoby, jako pionka, nie może się powstrzymać przed zagraniem jakiejkolwiek roli w tym spektaklu. Wyrusza więc z wyprawą do Afryki, i wraz ze swą kompanią idzie i idzie, i idzie i idzie... A Blair przyznaje, że chyba jeszcze nigdy nie czytała książki drogi, w której byłby dla niej interesujący sam opis pokonywania drogi.   Pomiędzy wyruszeniem wyprawy, a dotarciem do celu wiele trupów padło na ścieżce, fakt, ten odcinek był też bogaty w liczne wydarzenia i sytuacje, mniej bądź bardziej ważne dla fabuły. Lecz to i tak nie zmienia faktu, że opisy dziabiących komarów, i skarżenie się bohaterów na okropny upał, dodawało tylko tej historii smaczku i zachęcało do kontynuowania lektury. 

A ten mroczny, miejscami ubogi i śmierdzący Londyn, ze wszystkimi swoimi maszynami parowymi, wynalazkami oraz zadziwiającymi nowinkami? Ten klimatyczny Londyn - obskurny i rozbity Londyn, gdzież on, gdzież? Czyż to nie on tak bardzo zwojował serce szanownej blogerki? Tak to on! A teraz przegrał z rozległymi terenami Afryki. Była to klęska sromotna i niebywale haniebna. 

Od pierwszej do ostatniej strony Wyprawa w Góry Księżycowe potrafi zachwycić czytelnika niespodziewanymi zagraniami bohaterów, nieoczekiwanymi wydarzeniami oraz rewelacyjnymi opisami. Trzyma poziom od początku do końca i, zataczając koło, doskonale zwieńcza całą historię. To najprawdopodobniej jest najlepsza część z całego cyklu. Nie zmienia to jednak faktu, że książka pozostawiła po sobie pewien niedosyt. Zostawiła blogerkę z odpowiedziami, lecz nie z wyraźnym słowem KONIEC, cóż... na końcu.  Blogerka trzyma kciuki, że pisarz niedługo powróci i, zerkając na pełne garście różnych teorii następnych losów bohaterów w rękach swoich fanów, przedstawi im ten jeden, słuszny i najlepszy, ciąg wydarzeń. 



autor: Mark Hodder
tytuł: Wyprawa w Góry Księżycowe
tytuł oryginału: Expedition to the Mountains of the Moon
seria/cykl wydawniczy: Fanstastyczna fabryka tom 3
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 30 sierpnia 2013
ISBN: 9788375748987
liczba stron: 500
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier

Również może Ci się spodobać

1 nie zagryzła klawiatura

  1. Zarówno książka jak i cała seria (autor już napisał kolejny tom i Fabryka Słów ma zamiar wydać go także u nas :D) jest naprawdę świetna :D Co prawda, nie od niej zaczęła się moja fascynacja (lub fiksacja jak to twierdzi mój mąż :P) steampunkiem, ale z pewnością dostatecznie mocno ją pogłębiła :D

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl