Amerykańskie sny

19:47

Źródło
Już dawno zauważyłam, że najlepszym lekarstwem na znalezienie „nowego” autora, gdy mam blokadę czytelniczą lub po prostu potrzebuję odmiany, jest sięgnięcie po Ucztę Wyobraźni wydawnictwa Mag. Oczywiście jest to seria dla osób kochających fantastykę i niebojących się trudniejszej lektury. Może to źle zabrzmieć, ale jeśli jesteś osobą dopiero odkrywającą ten wspaniały gatunek, powinieneś sięgnąć po coś mniej wymagającego. Dlaczego? Są to bowiem powieści wyczerpujące, wymagające wiele uwagi od czytelnika, nierzadko pobudzające do refleksji. Mam już za sobą kilka książek z tej serii wydawniczej i muszę powiedzieć, że niezależnie od tego, jak bardzo przypadły mi do gustu, każda z nich była wyjątkowa na swój sposób. 

Trzy mikropowieści Luciusa Sheparda nie są wyjątkiem od tej reguły. 

Pierwsza – Modlitewnik amerykański to historia Wardlina Stuarta. Mężczyzna popełniwszy zbrodnię trafia do więzienia na dziesięć lat. Szukając sposobu, dzięki któremu mógłby przetrwać ten czas, zaczyna pisać utwory, modlitwy i wiersze, które nie są kierowane do żadnego znanego boga. Co zaskakujące, wszystkie jego prośby zaczynają się spełniać. Ludzie traktują go jak mesjasza; wokół niego tworzy się nowy kult. Sława wpędza Wardlina jednak w kłopoty, popychając go w konflikt z fanatycznym kaznodzieją. 

Autor przedstawia nam tutaj człowieka pogubionego, który znalazł inną drogę – złoty środek, jak mogło by mu się wydawać – prowadzącą go do zdecydowanych i gruntownych zmian. Z początku nieświadomy, jak wielkim echem może odbić się na innych jego postępowanie, jest także całkowicie bierny na słowa krytyki. Dopiero potem, gdy jest o wiele za późno, zaczyna dostrzegać chaos, panujący wokół niego; zaczyna odkrywać, że to on jest epicentrum tego wszystkiego. Modlitewnik amerykański mógłby być powieścią obyczajową, gdyby nie mały, acz jednak wprowadzający niepokój szczegół, który na to nie pozwala. Wraz z głównym bohaterem, czytelnik nie potrafi osądzić czy do gry wchodzą urojenia, czy może jednak zbieg okoliczności. Nie potrafi osądzić, gdzie jest granica; gdzie zaciera się rzeczywistość. Historia Wardlina to przede wszystkim powieść o ludzkich pragnieniach i ogromnej, nieodpartej chęci zmian. Nie zmienia to jednak faktu, że pokusiłabym się też o stwierdzenie, że Shepard zadaje swym czytelnikom pytanie, czy bogowie nie są tak bardzo realni i prawdziwi, ponieważ my wierzymy, że są. 

Bardziej mroczną, a jednocześnie także poruszającą tematykę ludzkich ambicji i pragnień, jest historia Vidy Dummers, właścicielki baru, która potrafi wejrzeć w otchłań duszy, a jednocześnie prześladowana jest przez swojego byłego chłopaka, Marsha. Rzeczą, która jednak najbardziej urzeka w Luizjańskim bluesie (jak zwie się powieść), jest samo miasteczko, gdzie ludzie wierzą jednocześnie w Dobrego Szarego Człowieka, jak i Jezusa, do nich obydwu wznosząc modły. Ten pierwszy obiecał im powodzenie, jeśli będą kontynuowali starą tradycję. Chodź drugą historię można by uważać za mniej dopracowaną, uczucie to zaciera fascynacja charakterystyką mieszkańców tego małego miasteczka, Grail. Autor z każdym słowem płynącym z ust bohatera; z każdym opisem, zarysowuje posępne i groźne sylwetki postaci. Ukazuje mroczne motywy postępowania mieszkańców miasteczka. 

Podobnie, jak w Luizjańskim bluesie, tak i w Viatorze sekrety i tajemnice przenikają się, tworząc niespotykany i niepokojący klimat. Ostatnia mikropowieść bowiem jest to historia Thomasa Willandera, który – podobnie, jak jego czterej współpracownicy – został wynajęty do ocenienia wartości starego i dawno nie używanego statku, jako surowców z odzysku. Po czasie zaczynają męczyć go sny, które niebezpiecznie zaczynają się spełniać, a jego znajomi przejawiają zdolności do wcześniej podejrzanych natręctw. Bohater pragnąc odnaleźć odpowiedzi, prosi o pomoc mieszkankę wyspy i zaczyna zadawać pytania. Podobnie, jak w Modlitewniku amerykańskim granica rzeczywistości zaczyna się zacierać, a Thomas nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile wyjaśnienia, które zaczął otrzymywać, mogą być prawdą… 

Jak zapewne zauważyliście, choć książka mieści w sobie trzy mikropowieści (dodam, że różnych objętości), nie zostały one wybrane przypadkiem. Nie wszystkim czytelnikom mogło się to spodobać; nie wszyscy odbiorcy mogli wychwycić powiązania pomiędzy jedną, a drugą lekturą. Pomimo faktu, że są to historie całkowicie różniących się od siebie bohaterów, zamieszkujących różne zakątki Ameryki, łączą ich istotne „szczegóły” występujące w każdej z trzech historii – pragnienia, moralność, zasady, fatum. 

Chociaż jestem zdania, że każdej mikropowieści z osobna mogłabym, a nawet bym nalegała!, wystawić osobną opinię, postaram się zebrać wszystkie swoje odczucia razem. Tym bardziej, że w każdej z nich można poczuć, posmakować wręcz!, wspaniały styl pisarza. Pokusiłabym się o napisanie, że pan Shepard ma lekkie pióro, ale w pewnym sensie, skłamałabym. Autor tych trzech historii z pewną łatwością potrafi przelać na papier swoje pomysły, wizje. Jego opisy są tak plastyczne i zrozumiałe, że samo czytanie tekstu, było dla mnie przyjemnością. Jednak to, o czym pisze, nie jest już takie proste i przyjemne. Każda z tych powieści wymaga skupienia od czytelnika, a nawet wkładu własnego w postaci wysilenia szarych komórek. Obie te kwestie sprawiają, że proza Luciusa Sheparda dostaje ode mnie jeden wielki plus. 

Ponownie więc udało mi się odkryć dobrego pisarza, którego proza niezmiernie mnie zachwyciła. Ponownie dzięki Uczcie Wyobraźni. Po pokonaniu zastoju czytelniczego i przeżyciu wspaniałej, acz także niepokojącej przygody z Modlitewnikiem amerykańskim. Luizjańskim blusem. Viatorem nie pozostaje mi nic innego, niż sięgnąć po kolejną książkę tego pana.


Źródło
Tytuł: Modlitewnik amerykański/Luizjański blues/Viator
Autor: Lucius Shepard
Seria: Uczta Wyobraźni
ISBN: 978-83-7480-368-7
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Oprawa: twarda
Format: 135x202
Liczba stron: 560
Rok wydania: 16 sierpnia 2013
Cena detaliczna: 49zł

Również może Ci się spodobać

1 nie zagryzła klawiatura

  1. Dwojra (papierowa-komnata)9 marca 2014 21:08

    Uczta Wyobraźni zachęca do lektury już samymi okładkami. Trzeba przyznać, że jest to jedna z najlepszych serii wydawniczych, jakie można obecnie spotkać na naszym rynku. Ja czytałam "Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy" i byłam bardzo zadowolona. Masz rację pisząc, że po te powieści można siędać w ciemno.

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl