Młodzi (nie)dorośli odc. 1

10:59

Źródło

Ostatnio wciągnęłam się trochę w książki Young Adult i muszę szczerze przyznać, że do końca nie wiem, co począć z tym gatunkiem. Jak zwykle zaczęło się niewinnie, bo od jakieś powieści młodzieżowej, którą dopiero co pochłaniałam. Od czasu do czasu wychodzi ze mnie taki zwierz, który ma ochotę tylko na lody czekoladowe  i truskawkowymi go nie zadowolisz. Na nic więc zdał się fakt, że tutaj miałam Legendę. Patriotę, na którego spoglądałam już od dawna, a gdzieś w innym kącie leżały wciąż nieprzeczytane Wielki świateł (właściwie to wciąż leżą. Próbuję dobrać się do tej książki od półtora roku i nie wychodzi - masz babo mola książkowego :).  

Wzięłam lody, wzięłam książkę i zasiadłam do czytania. Po skończeniu lektury okazało się, że ta powieść, a mówimy o Na krawędzi nigdy, to tak naprawdę inny rodzaj lodów był. Inny, ale podobny. Zdziwiona, bo faktycznie podczas czytania zauważyłam kilka różnic, ale w ogóle mi one nie przeszkadzały, zaczęłam się zastanawiać dlaczego u licha lody czekoladowe z kilkoma innymi dodatkami - jak na przykład syropem czekoladowym i orzechami - traktuje się, jako coś całkowicie odmiennego. Patrząc na to obiektywnie, przecież musimy przyznać, że i to lody czekoladowe, i tamto też lody czekoladowe. Dlaczego więc wszystkim tak bardzo przeszkadza dodany syrop, który właściwie nie robi aż tak wielkiej różnicy?  

Okazało się, że, może nie w moim zręcznym porównaniu, ale w kwestiach książkowych i sposobie przypisywania danej pozycji do gatunku, robi to różnicę ogromną. Dowiedziałam się bowiem, moje kochane pysie misie, że jeśli chcemy, aby punktem kulminacyjnym związku naszych ukochanych głównych bohaterów było trzymanie się za rączki i czułe pocałunki, to wciąż nie jesteśmy gotowi na harlequiny i romanse. To są bowiem rzeczy dla dorosłych. Jednak żeby na świecie zbyt wiele osób nie zeszło na zawał w zbyt młodym wieku, pomiędzy książkami młodzieżowymi a tymi dla dorosłych postawiono pewnego rodzaju spowalniacz. Wszystko dla czytelników, proszę państwa. Nikt przecież nie chce, aby jakiś nieświadomy odbiorca skończył swą podróż po ścieżkach uświadomienia zderzeniem czołowym z drzewem. 

Tak właśnie powstało Young Adult. Young Adult, czyli gatunek, w którym czytelnik dostanie prawie to wszystko, co w powieści młodzieżowej, ale z rozcieńczonymi (no dobra, przynajmniej teoretycznie) dodatkami dla dorosłych. To tak, jakbyś, chcąc pokonać etap picia wody do wódki, musiał przejść przez ten pośredni, mieszania wody z wódką.  Dziś nie będziemy jednak rozmawiać o tym, czy jest to smaczne. Porozmawiamy o tym, czy faktycznie cokolwiek to zmienia, a jeśli tak - czy ta zmiana zdaje egzamin. 

Pomijając bowiem fakt, że nie tak łatwo przypisać książkę do gatunku, ponieważ czasami wychodzą nam takie twory jak steampunk romance i podobne, nie ma co się nad tą kwestią rozdrabniać. Tym bardziej, jeśli zależy nam na czystym, podstawowym Young Adult, w którym nie znajdziemy dosłownie nic więcej, a może nawet i.... mniej. Przechodząc teraz do sedna postu, przyznaję, że przeczytałam z dobre kilkanaście pozycji, które odpowiadały temu gatunkowi. Można by było powiedzieć, że nie za wiele, gdy ma się ochotę zgłębiać całe YA i tu właśnie tkwi szkopuł oraz powód całego mojego wywodu. Wychodzi bowiem na to, że tak, właśnie wystarczy. Mało tego! Wystarczyłyby nawet z cztery, pięć książek, aby zrozumieć, co w takich powieściach można dostać, z miejsca zostając ekspertem gatunku. 

Nie dostajemy tutaj bowiem nic więcej od przeszłości bohaterów, która zazwyczaj, jeśli nie zawsze, jest naznaczona mrokiem; skomplikowanych relacji pomiędzy dwojgiem naszych postaci, które przez trzysta stron chcą, ale jakoś nie mogą, albo mogą, ale na razie zastanawiają się czy chcą; sceny erotyczne w każdym rozdziale bądź co drugi (występują też rzadziej) oraz wielki, tęczowy happy end, od czasu do czasu zastępowany druzgocącym rozstaniem, gdy autor/ka chce pociągnąć historię w dalszych częściach. W tym przypadku dostępna jest też opcja: Żyli długo i szczęśliwie, a potem koń zdechł i musieli się jeszcze zastanowić czy chcą żyć długo i szczęśliwie. Co oznacza, że w pierwszej części mamy happy end, aby na początku drugiej zderzyć się z traumatyczną komplikacją, przez którą znów będziemy obawiali się o losy naszych bohaterów. 

Jak pewnie zauważyliście, cechy gatunku nie są zbyt... złożone. Być może to nie jest złe, jeśli ktoś szuka właśnie takich rzeczy w książce, jak opisałam powyżej. Co mnie najbardziej uwiera w tym gatunku to sama sprawa pewnego rodzaju spadku. Jak bowiem głosi nazwa gatunku Young Adult powinno podnosić trochę poprzeczkę, stanowić urozmaicenie dla książek młodzieżowych, z których niektórzy już wyrośli. A tutaj wychodzi na to, że jeśli chcesz przeczytać coś przyjemnego z interesującą akcją i ciekawymi bohaterami, to sięgasz sobie po młodzieżówkę, a jak chcesz do tego, żeby jeszcze główni bohaterowie uprawiali seks, bo jesteś na to wystarczająco dorosły, to bierzesz się już za Young Adult. 

Później czekają cię już tylko romanse i harlequiny, które będziesz czytać do czasów szydełkowania, pakowania żarcia w swoje wnuki i doprowadzania synowej do szału.  

Również może Ci się spodobać

9 nie zagryzła klawiatura

  1. Tylko, że na "Krawędzi Nigdy" to New Adult, zupełnie inny gatunek od YA...

    OdpowiedzUsuń
  2. Te alkoholowe porównania mnie rozbawiły. ;) Nie jestem ekspertką od YA, wspomniane przez ciebie elementy niewątpliwie często się pojawiają, ale dotąd myślałam, że YA nie jest równoznaczne z paranormal romance (bo wydaje mi się, ze o tym właśnie piszesz). I tak np. Harry Potter czy Buszujący w zbożu należą do YA. Ale może się mylę, nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. No popacz, to już całkiem mnie rozwaliłaś, bo nawet nie wiedziałam, że taki gatunek istnieje i sądziłam, że było to YA. Dlatego też łapałam za kolejne książki już ze znaczkiem od YA. xD


    A czym różni się NA od YA?

    OdpowiedzUsuń
  4. Równoznaczne nie jest, tak myślę, bo jeszcze nie miałam w łapkach jakiegoś YA z elementem fantastycznym, ale można powiedzieć, że Young Adult to taki romance, ale bez paranormal. Przynajmniej dla mnie. :)


    Co do "Harrego Pottera" i "Buszującego w zbożu" to bym się kłóciła, najzacieklej biorąc pod uwagę HP, bo to zawsze dla mnie książka dla dzieci/ młodzieży była.

    OdpowiedzUsuń
  5. NA opowiada historię ludzi pełnoletnich/ młodych dorosłych - czasem znajdą się wyjątki, na przykład w "Aż po horyzont" Amy ma 17 lat :D
    Większość bohaterów tych książek, wiele w życiu przeszła - traumatyczne wydarzenia, bolesna przeszłość, coś czego nie można sobie -albo innym - wybaczyć. Przykładowo, chyba takie dwie książki, które najbardziej mnie rozbiły to "Morze Spokoju" i "Dziesięć Płytkich Oddechów". Autorzy mają w sumie całą paletę możliwości, jeżeli chodzi o te książki. Przykładowo właśnie "Aż po horyzont" przedstawiony jest jako podróż bohaterów po stanach, odkrywanie swoich błędów i leczenie serc - jedno złamane, a drugie zdruzgotane przez pewien wypadek. Przykładów jest wiele i trudno zdefiniować tak naprawdę ten gatunek, często poruszany jest w nim temat seksualności. Przykładem NA bez tego bólu, żałowania siebie itp. jest "Coś pożyczonego", gdzie bohaterka chce pozbyć się dziewictwa - w formie komedii. Teraz z tego gatunku wychodzi coraz więcej powieści, przykładowo: "Hopeless" o którym jest teraz bardzo głośno, "Lato Drugiej Szansy" Morgan Matson, "Piękna Katastrofa", czy "Pułapka Uczuć" Colleen Hoover. Poza tym w tym gatunku nie pojawiają się raczej elementy fantastyczne. Piszę "raczej", bo właśnie ktoś w internecie przypisał "Obsydian" do new adult i muszę to sprawdzić...

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o każdym z tytułów, które wymieniłaś, nawet niektóre czytałam. Nie wiedziałam tylko, że to jest osobny gatunek. O.o Więc wychodzi na to, że muszę jeszcze raz sprawdzić różnicę pomiędzy Young Adult a New Adult, ponieważ, chociaż, jak widzę, są bardzo cienkie, to jednak NW bardziej do mnie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadza się, HP to seria dla młodzieży, a YA powstaje z myślą o młodzieży właśnie. Przynajmniej ja tak to rozumiem, czasem trudno się połapać, gatunków/podgatunków/klasyfikacji nie brakuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim zdaniem też jest lepszy. Może to dlatego, że YA wydaje się być takie dziecinne, a NA jest o niebo dojrzalsze. W większości książek z gatunku YA nie jestem w stanie się odnaleźć. Trudno mi znaleźć coś naprawdę fajnego. A na NA jeszcze się nie zawiodłam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo pomysłowe porównania;) Young Adult, New Adult... i tak nie czytałam (chyba) żadnej książki z tych gatunków, a o nich samych usłyszałam niedawno. Z pewnością tego rodzaju historie mogłyby mi dostarczyć nieco rozrywki (kiedy będę mieć humor odpowiedni do tego rodzaju lżejszej lektury) ale chyba nie zostanę ich wielką fanką;)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl