„Nie można obronić się przed samym sobą”

15:55

Źródło

Jak powinno brzmieć zdanie, które określi wszystkie moje refleksje po lekturze Sekretu Julii? Dokładnie tak: jest to dużo gorsza powieść od Dotyku Julii. Dobrze, że zdecydowałam się dokończyć tę serię wyłącznie dlatego, że wiele osób uważa trzecią i ostatnią część za wymiatającą. :) Bo gdybym nie miała zamiaru przebrnąć przez Sekret..., żeby przeczytać Dotyk... to dałabym sobie z tym wszystkim spokój i tyle. 

Trójkąty i inne figury miłosne nigdy nie były moimi ulubionymi motywami, choć czasem, dobrze przedstawione, potrafiłam strawić. Tutaj było to takie... nijakie. Autorka nie przegięła w żadną stronę, ale też za bardzo się nie postarała i a to zaś było... mdłe. Chociaż, nie! Nie mdłe. Melodramatyczne. Wątek romantyczny od początku do końca był zbyt melodramatyczny. Dopóki ktoś lubi takie rzeczy to pewnie nie był by żaden problem, ale ja się do tego grona nie zaliczam. 


Moja ocena Julii stoi w tym samym miejscu, gdzie postawiłam ją przy Dotyku... . Chociaż końcówka daje nadzieję, że dziewczyna weźmie się w garść. Oczywiście nie piszę, że bohaterka jest rozmemłana, bo autorka książki nie potrafiła poprawnie rozwinąć jej charakterystyki. Zachowania głównej bohaterki są jak najbardziej poparte tymi wszystkimi wydarzeniami i sytuacjami, przez które musiała przejść. Ja tylko daję do zrozumienia, że dopóki Julka nie weźmie się w garść, to akcja będzie zasadniczo stań w miejscu i na nią czekać z założonymi rękami. 

I tak właśnie wyglądał cały Sekret Julii - jakby bohaterowie, akcja - dosłownie wszystko czekało, aż protagonistka będzie gotowa wskoczyć na swoje miejsce i rozkręcić imprezę. 

Co do następnych dwóch kątów trójkąta. Warner (<3!) - nie byłam jego fanką w pierwszej części, właściwie byłam jak najdalej tego pojęcia, jak tylko być mogłam, ale teraz jak najbardziej stoję w jego narożniku i podaję ręczniki. ^^ Kocham tę postać. To, jakie zmiany w nim zachodzą, jakim człowiekiem się staje i ile zostawia w sobie z tego, kim był. Naprawdę mu kibicuję. Nie tylko w oczywistej sprawie (uh, no już chyba w recenzji Dotyku... pisałam, ze to bardziej trylogia PR aniżeli antyutopia, czyż nie? :), ale też zagrzewam go do walki o samego siebie, bo to jedna z tych postaci, przy której czytelnik całkowicie zapomina, że to wszystko jest tak naprawdę wymyślone i zaczyna brać to na serio. :) Uważam, że każdy pisarz powinien chociaż raz w życiu mieć to szczęście stworzyć takiego bohatera dla swoich czytelników, ponieważ to są właśnie te najbardziej niezwykle, niemożliwe i wspaniałe postaci. 

Adam. Słodki, sympatyczny Adam. Lubiłam go w Dotyku..., ale tutaj już coś zaczęło się widocznie z nim psuć. I nie tyle, że zaczął psuć się bohater, co najwidoczniej autorka zadecydowała, jakie ścieżki chce z nim obrać i chłopak zaczyna wycofywać się ze sceny. Przynajmniej ja mam teraz takie odczucie, po przeczytaniu powieści. Może coś się jeszcze zmieni w ostatniej części, zobaczymy. Nie powiem, żeby był moim ulubionym bohaterem, ale też mi go trochę po Sekrecie... szkoda. 

Za to najfajniejszą i najbardziej pozytywną postacią jest zdecydowanie Kanji. Chłopak ma to coś, nie da się zaprzeczyć. :)

Podsumowując, nie napiszę, że się rozczarowałam, bo nie wymagałam zbyt wiele. Da się przebrnąć przez Sekret... dzięki Warnerowi i Kanjowi. Nic więcej w tej powieści nie budzi mojego zainteresowania. I tak, jak w poprzedniej części mogłam zakreślać całe akapity pięknych porównań i metafor, rzeczy które wyróżniały warsztat pisarski autorki, tak tutaj był to dosłownie jeden cytat, który zamieszczam pod spodem. Reszta kwiecistego języka pisarki, gdzieś znikła i, chociaż momentami było to strasznie denerwujące i stopowało akcję, cóż, jego zmniejszona ilość jest wyraźnym minusem. 

Czasami fascynuje mnie klej. Nikomu nigdy nie przychodzi do głowy zapytać klej, jak się trzyma. Czy nie czuje się zmęczony sklejaniem różnych rzeczy albo czy się nie boi, że się rozpadną, albo czy się nie zastanawia, z czego zapłacić rachunki.*


tłumaczenie: Małgorzata Kafel
tytuł oryginału: Unravel Me
wydawnictwo: Otwarte/Moondirve
data wydania: 17 lipca 2013
ISBN: 9788375151459
liczba stron: 437
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier


PS Jak pisałam wcześniej, wciąż mam zamiar kontynuować pisanie postów o "Młodych (nie)dorosłych", ale musicie mi wybaczyć, bo przez tą pogodę mózg i cała reszta mi się rozpływa, przez co ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę, jest myślenie. :( Ta opinia wyszła niestety.... przypadkiem. xD

* Cytaty pochodzą z książki


Źródło

Również może Ci się spodobać

4 nie zagryzła klawiatura

  1. Przyjaciółka ma te powieści na czytniku, to i ja próbowałam podczytywać, ale 55% (ebooki jakoś szybciej mi się czyta) - i się poddałam. ;) Widzę, że lubisz Warnera, po lekturze tego fragmentu jakoś go nie polubiłam, chyba rzeczywiście później się zmienia, skoro teraz ma w tobie taką fankę.
    PS Fajny cytat wybrałaś, ten z klejem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Izabela Czarna29 lipca 2014 18:20

    Mi ta część podobała się bardziej niż jedynka. Trójka już czeka na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zakupiłam wraz z Darem Julii, który czytałam po angielsku :) Ale Sekret jeszcze przede mną:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hah, to jedyny cytat, który mi się tam spodobał. :-P Warner to po całej trylogii jedyne światełko w tunelu dla mnie, reszta niestety nie zachwyca. A mi ostatnio też szybciej idzie z czytnikiem, chociaż papierowe książki kocham miłością prawdziwą, to ich gabaryty nie zawsze są plusem przy przenoszeniu. :)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl