Boska interwencja

14:46

Źrodło
Sięgnęłam po Covenant, ponieważ nie mogłam się doczekać Opposition, ostatniej części cyklu Lux  pióra tej samej autorki i tak bardzo się wciągnęłam, że przegapiłam tę premierę. :) Gdyby ktoś mi powiedział, w ubiegłym roku, że tak bardzo spodobają mi się książki Jenny, zapytałabym, co bierze, bo najwidoczniej działa bardzo dobrze. Ale jednak. Stało się. Naprawdę lubię jej powieści. Są przyjemne, lekkie i występuje w nim mnóstwo humoru. Poza tym łapię się też na tym, że, gdy czytam, zapominam, że to wersja angielska - naprawdę prosta forma, słownictwo - więc poleciłabym też tym, którzy chcą podszlifować język. Ale odbiegam od tematu. 


Lux na początku miało w sobie klimat Zmierzchu i wiele z filmu Jestem numerem cztery, a przy Covenant nie mogłam przestać myśleć o Akademii wampirów Mead. Jednak najważniejsze dwa słowa w poprzednim zdaniu to: "na początku", bo reszta, w przypadku obydwu serii, to całkiem inna i o wiele bardziej ciekawa bajka. Gdzie są jednak te podobizny, gdy mowa o Covenant? Akademia wampirów była o wampirach (zaskoczeni? :) i dampirach - tak jakby podległej rasie, stworzeniach z jednego wampira i dampira/ człowieka (nie do końca pamiętam, możliwe, że jedno i drugie), których jedynym zadaniem było służyć i bronić tych ważniejszych wampirów, którzy, chociaż mieli tak niesamowite umiejętności jak panowanie nad żywiołami, to nie wykorzystywali ich, nawet gdy było to konieczne w samoobronie. Takie trochę 'what the hell?', prawda? Jakbym miała taką możliwość podpalenia strzygi (czy jak tamte bardzo, bardzo i jeszcze bardziej złe stworzenia się nazywały), to bym ją podpaliła, a nie udawała pacyfistkę. Ale nie patrzcie na mnie, to nie ja wymyślałam. 

W Covenant za to jest mitologia grecka i jej reinterpretacje, a nie istotki z kłami. Mamy czystokrwistych i półkrwistych (pure-blood; half-blood) panowanie nad żywiołami przez tych lepszych i wysysanie esencji przez daimony (odpowiedniki strzyg), a nie wysysanie krwi. I tutaj chyba podobieństwa się kończą. Oprócz początku, gdzie dostajemy, tak samo jak u Mead, bohaterkę która na jakiś czas z pewnych przyczyn odizolowała się od swojego społeczeństwa i teraz musi nadrobić wszystkie zaległości + zmagać się z zabronionym uczuciem do hot intruktora, który jest hot, Covenant a Akademia wampirów to niebo a ziemia i, chociaż pod koniec napiszę trochę o wadach, proponowałabym naprawdę dać sobie spokój z Mead i najpierw przeczytać książki Jenny. 

Nie licząc faktu, że Jenny poszła w stronę półbogów, akcja też jest nastawiona na inny rodzaj wydarzeń, protagonistka mniej postrzelona, a zakazane uczucie w Covenant zostało wyraźnie nakreślone, ale wydaje mi się, że Jenny zrobiła to z większym smakiem i nie uderzyła w melodramatyczne tony, jak miało to miejsce u Mead. Wiem, bo jestem wyczulona na takie pierdoły w książkach (ogólnie jak na wszystko, co mnie irytuje), a tutaj dało się to nie tylko przełknąć, ale i stwierdzić, że smakowało. ;-) 

Brakowało mi trochę samej mitologii. Autorka potraktowała to raczej jako otoczkę, wiele rzeczy modyfikując, dodając (jak na przykład samego Apollyona). Co mnie naprawdę zaskoczyło, to fakt, że książka jest o pure-blood - o następnych pokoleniach dzieci półbogów; herosów oraz half-blood, czyli dzieciach, którzy mają w sobie krew jednego pure-blood i zwykłego człowieka, a więc ich krew jest jeszcze bardziej rozrzedzona. Mówimy więc tutaj naprawdę o wielu, wielu następnych pokoleniach, gdzie, w większości książek z mitologią, raczej występuje schemat, w którym bohaterowie to dzieci bogów i bogowie. Z tym, co zaproponowała Jenny jeszcze się nie spotkałam. Jeśli już, to samą kwestię poruszył w swoich powieściach Riordan, ale on się nie liczy, bo to ani nie była książka o samych takich postaciach, a tylko wyjaśnienie tej kwesti, ani raczej nie ma co porównywać, bo Riordan rządzi, jeśli mówimy o mitologiach. ^v^ 

Świat więc został bardzo ładnie wykreowany, podobnie jak w Lux - z pozornie banalnych i prostych elementów, które razem tworzą coś innego. Co mnie denerwowało, to fakt, że większość tych pierwszych części (Half-blood, Pure trochę Deity) to opisy treningów, bardzo mało opisów, jak wyglądały ich inne lekcje. I tak, wiem, że Jenny pisała, że właśnie na treningi i walki półkrwiści byli nastawiani, a do czystokrwistych należało prawo rozszerzonej edukacji. Jednak mi tego brakowało. 

Plus dla Jenny za ciągłe przypominanie czytelnikowi, że, chociaż Aiden jest inny (a biorąc pod uwagę, że to właśnie z nim mieliśmy najwięcej do czynienia, to łatwo było zapomnieć), to inni czystokrwiści traktują swoich półkrwistych kolegów jak śmieci. Ten podział był najbardziej widoczny przy Deity, gdy bohaterowie wyjechali na małą wycieczkę do Nowego Jorku. Wyraźna segregacja, brak poszanowania i widoczna pogarda - to właśnie z tym Alexandria musiała się przez cały czas zmagać. I w powieściach było widać, że, chociaż nie przeszkadza jej fakt, że jest tylko półkrwistą, to sam podział daje jej się we znaki. Ani ona, ani jej przyjaciele nie byli tak naprawdę wolni, nawet nie jako strażnicy czy sentinele. Wciąż istniało nad nimi to ryzyko służenia, stracenia własnej tożsamości i brak możliwości kontrolowania swojego życia - pójścia na studia, wyjścia za mąż, cokolwiek. Ten motyw przewijał się przez całą książkę, w odpowiednich miejscach był wyraźnie wyróżniony. 

Na uwagę zasługują bohaterowie - Alex, Aiden, Seth, Lucas, Caleb, Deacon, Oliwia - podobnie jak w Lux, Jenny stworzyła niezwykłą galerię postaci i nie mam bladego pojęcia kogo kochać bardziej. <3 Chyba Setha, skoro Covenant już za mną, a w lutym wychodzi z nim spin-off. Tym bardziej, że naprawdę lubię tego niestabilnego psychicznie, niewystarczająco kochanego, sarkastycznego, niesamowitego chłopaka. Nie mogę się powstrzymać od porównywania go z Daemonem. Naprawdę Seth ma coś z Daemona! No i Apollo. Apollo, Hades i Artemida to byli chyba jedyni bogowie, z którymi czytelnik mógł nawiązać głębszą więź podczas czytania książek, ale Apollo ABSOLUTNIE wymiata! 

Covenant to coś dla tych, którzy lubią mitologię w odświeżonej formie i silne bohaterki, które o każdej porze dnia i nocy są w stanie kopać tyłki. Występuje też tu wiele humoru, zakazane uczucia i bohaterowie sprawiający, że przez całą serię nie wiesz, w której chcesz być drużynie. xD 

Autor: Jennifer L. Armentrout 
Tytuł: "Half-Blood"; "Pure"; "Deity"; "Apollyon"; "Sentinel" 
Seria: Covenant 

PS Wiem, że książki nie wyszły w Polsce i możecie mieć ograniczony dostęp czy możliwości do przeczytania tej serii, ale pomyślałam, że naprawdę warto podzielić się z Wami tak interesującą pozycją. :) Jeśli zostaliście zainteresowani i macie zamiar przeczytać, to koniecznie dajcie znać czy wam się spodobało! Chętnie dłużej porozmawiałabym o tych powieściach. :D

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl