Podsumowanie sierpnia, czyli tak bardzo trudno wytrwać z postanowieniami

23:35

Źródło
Pewnie siedzicie teraz przed komputerami i przecieracie oczy ze zdziwienia, nie mogąc uwierzyć, że Blair napisała podsumowanie. Jak wiadomo, już chyba nawet powszechnie, ich największą fanką nie jest. Widzicie, jeszcze Listę -  tak, Listę mogłabym napisać. Spoko. Czemu nie? I tak wiem, że, jeśli już coś sobie z niej zrealizuję, to raczej przez przypadek. A takie podsumowanie? Piszesz o rzeczach, które zrobiłeś i jeszcze wspominasz o tych, które miałeś zrobić, ale jakoś tak nie wyszło. Czyli zamiast zbyt optymistycznego nastawiania się, że kartka papieru zdziała cuda, to tylko spisujesz, że jednorożce pogalopowały ku zachodzącemu słońcu bez ciebie. Zhgroza! 


Gorzej, jeśli wcześniej postawiłeś sobie jakieś Postanowienie. Tak moi drodzy. Nie, postanowienie, a Postanowienie. Mianowicie, że weźmiesz się w garść. Jednym z głównych punktów jest wrócenie do uzdrawiających rzeczy, czyli na przykład blogowania. Wiecie ile szczęścia przyniosła mi poprzednia notka? No mnóstwo! A od takich rzeczy łatwo nie uzależnić. :) Gorzej niestety, kiedy czasu trochę brak, a gdy czas jest, to jakoś tak nagle, z łączem do Internetu, tu musisz zajrzeć, tam coś przeczytać i nagle za oknem robi się ciemno. Musisz iść spać i wiesz, że trochę zawodzisz samego siebie. Z czym, jak z czym, ale z Postanowieniami nie ma żartów. 
Tak więc wpadasz na iście genialny pomysł i piszesz podsumowanie. :)

Chociaż niewiele działo się na NC, za to wiele zmian zaszło na moich internetowych czy też realnych półkach. Obejrzałam kilka filmów, totalnie zakochałam się w Anselu Elgorcie, niestety po raz kolejny bez wzajemności, przypomniałam sobie o miłości mojego życia i wróciłam do Supernatural - pewnie pod koniec sezonu odbije mi się to czkawką, ale to co....!
Odkryłam, że mam słabość do książek Abbi Glines i Jennifer L. Armentrount, które poniekąd stały się moim guilty pleasure i wcale się tego nie wstydzę! Mało tego, mówię o tym tak głośno jak tylko mogę i z chęcią napisałabym więcej na blogu, gdyby tylko nie lęk, że zaciukacie mnie wszyscy razem w chwili, gdy odkryjecie, że recenzuję rzeczy, jakie nie wyszły jeszcze w języku polskim. Soł... Zaciukacie? Nie żebym się bała, pfff!, oczywiście, że się nie boję *kaszel*a_jednak_tak*kaszel*, chociaż dobrze by było wiedzieć. 

Źródło
Najlepsza książka miesiąca jest oczywiście, oczywista - Magic Breaks Ilony Andrews! Inaczej być nie mogło! Dzisiaj wgl dowiedziałam się też, że Fabryka Słów ma w planach na początek przyszłego roku (zakładam łatwowiernie styczeń) kolejną część Mercy Thompson, więc może, może jednak jest nadzieja... Trzymam kciuki za Kate. Zdecydowanie chcę całą serię u siebie w języku polskim i nic mnie nie powstrzyma, aby to dostać. NAWET wydawnictwo. 

Gdybyście jednak nie byli zainteresowani, a naprawdę, naprawdę lepiej żebyście się do tego w komentarzach nie przyznawali, polecam Wam także Wszechświat kontra Alex Woods. Mam zamiar popełnić w tym miesiącu recenzję tegoż, więc nie napiszę więcej niż tyle, że to świetna powieść. Nie jest tym, czym się na pierwszy rzut literki zdaje, ale... Radzi sobie i zmusza do myślenia. 

Najlepszy film miesiąca to Witaj w klubie. Przyznaję, przyznaję - obejrzałam, bo nie miałam nic innego na liście (może oprócz filmu z Deppem, ale mój brat go nie chciał, więc jak żyć? #Tyle_przegrać), a jestem naprawdę zadowolona, że wreszcie i ten tytuł nadrobiłam. Nie jest to raczej nic w stylu: "Tak bym się rozerwał trochę". Witaj w klubie porusza trudny temat AIDS i to jeszcze bodajże w latach 70. czy 80., gdzie większość społeczeństwa sądziła, że na to chorują tylko homoseksualiści. Świetna obsada i dobrze przedstawione wydarzenia (oparta na faktach, jeśli dobrze kojarzę) bezspornie jednak wygrywają cały miesiąc.   

Źródło

Najlepszy serial miesiąca House of Cards. Zaczęłam drugi sezon i, gdybym się nie powstrzymała, oglądałabym z odcinka na odcinek. To taki rodzaj serialu, w którym nie wiesz co wydarzy się za chwile, kto zginie, kto zabije, kto... obejmie ważne stanowisko. :) Spiski, intrygi i wiele nieczystych zagrywek, a mówimy tylko, a może aż?, o polityce! Naprawdę się zakochałam. Zakochałam się w dwóch sezonach po 13. odcinków każdy. Trochę masochistyczne, nie sądzicie? 

Najlepsze wydarzenie miesiąca koncert młodych zespołów organizowany w Bochum na co rocznym festynie dni miasta. Muszę przyznać, że dawno nie bawiłam się tak dobrze, w niezłym towarzystwie świetnie się obśmiałyśmy i wykrzyczałyśmy, zmokłyśmy tak, że czułam się, jakby w butach przenosiłam morze (biedne trampeczki, moje ulubione!) i po raz pierwszy zjadłam burrito!  Chyba jednak pozostaję fanką tortilli i pizzy, ale nie smakowało źle. ;)

A jak wy bawiliście się pod koniec wakacji? Tak dawano z Wami nie pisałam, że boję się, że o mnie zapomnieliście. xD 

Buziaki
B. 

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl