Frankowe przemyślenia, czyli z czego poskładany jest domek z kart

14:07

Źródło
Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że uwielbiam dobre historie. Czy to w książce, filmie czy w serialu - kurczę, może to być nawet narysowany przez was komiks na papierze toaletowym!* - liczy się przekaz. Co chcieliście opowiedzieć? Czy wam to się udało? Jakie reakcje wzbudza w innych wasza twórczość? Dobre historie są po prostu dobre, a jeszcze lepiej, kiedy mają świetnie wykreowane postacie. Nie łudźmy się. "Nasza" opowieść jest nasza do momentu, aż nie zaczniemy jej przekazywać dalej. Potem należy do bohaterów, o których mówimy. Dzisiaj będzie o jednym szczególnym panie, Franku Underwoodzie. Spotkamy go oczywiście w House of Cards


Dlaczego ona chce nam opowiadać o jednym bohaterze, kiedy jeszcze nic nie napisała o serialu? Zapytacie. Dzisiaj skończyłam oglądać drugi sezon, a chociaż naprawdę bardzo chciałam, powstrzymałam się od napisania notki. Muszę ochłonąć z wrażeń i zobaczyć czy gdzieś mi w tym procesie nie umkną, nim napiszę notkę. :) Jeśli zaś chodzi o samego Franka, sprawa jest prosta, ponieważ to bohater tak skomplikowany, że można by było pisać o nim godzinami. Tym bardziej, że ma on w zwyczaju prowadzić niecodzienny monolog z ekranu w stronę widza, dzielić się perełkami swej mądrości i nadawać nowe znaczenie frazeologizmowi: "iść po trupach do celu". Jego wcześniej wspomniane perełki nazwałam prywatnie Frankizmami, ponieważ to takie powiedzenia, które lepiej i precyzyjniej przedstawiają nam charakter i sposób działania bohatera. Pozwólcie, że przedstawię Wam pięć moich ulubionych.

Źródło

Nie jesteśmy niczym więcej czy mniej niż tym, co postanowiliśmy ujawnić.**

Sądzę, że ten Frankizm świetnie opisuje to, co dzieje się podczas obydwu sezonów House of Cards. :) Dlaczego? Otóż prawie każdy przedstawiony tam bohater ma swoją drugą stronę, czyli jak każdy człowiek - drugie oblicze. Na co dzień, rozmyślnie czy bezmyślnie, pokazują to, co widzi cały świat. Hamowani nie tylko przez skrupuły, słabości czy wady, a nawet poprzez starannie zaplanowaną strategię, ukrywają swoje wewnętrzne "ja", że się tak wyrażę. Uwielbiam fakt, że możemy znaleźć w tym serialu zabawę z ludzką psychiką i charakterem. Aktorzy muszą się nieźle napracować, żeby to dobrze wyszło (a idzie im jak po maśle!), ale dzięki temu widz dostaje coś, co rzadko można spotkać w wielu serialach. Czernie i biele. Szarości między nimi. Jak teraz zachowa się dana osoba? Dlaczego tak zrobi? Co nią kieruje? 


Pokora jest ich formą dumy. Jest ich siłą. Jest ich słabością. I jeśli możesz ukorzyć się przed nimi, zrobią wszystko, o cokolwiek poprosisz. 

Frank jest osobą, dla której w pewien sposób nie ma nic więcej, poza celem, jaki sobie wyznaczył. Dlaczego tak sądzę? Otóż takie rzeczy jak duma, patriotyzm, honor, uczciwość - to tylko sposób na pokonanie wroga, ich słabości, uważane przez nich za okazywaną siłę. A Frank wie, jak to wykorzystać. Dlatego też nie zawsze wiadomo, dla której drużyny zagra tym razem. Co będzie dla niego bardziej opłacalne? W obydwu sezonach miałam wrażenie, że istnieje tylko jedna osoba, wobec której Frank potrafi być lojalny. A to i tak jedna z bardziej pokręconych relacji, na jakie kiedykolwiek trafiłam.


Źródło


Nie ma lepszego sposobu na pokonanie strumyka wątpliwości od powodzi nagiej prawdy.


Prawda to potężna broń - te słowa mogłyby być motywem przewodnim serialu. Tutaj tajemnica goni tajemnicę, sekrety mnożą się niczym króliki i są tylko troszkę bardziej liczniejsze niż wspierające je kłamstwa. Polityka przedstawiona w House of Cards jest prawdziwym domkiem z kart, budowanym przez bardzo uważnego architekta. Cóż z tego, że on uważny, skoro budulec nie najlepszy? Mógłby zapytać widz. I faktycznie to robi - przez większosć obydwu sezonów. Na szczęście Frank potrafi się obronić w momencie, kiedy nie wystarcza kłamstwo i wytacza ciężkie działa, czyli... prawdę!



Jest znaczenie w posiadaniu sekretów.
Bez nich nie bylibyśmy sobą. 

I po raz kolejny - nikt nie jest taki, jakim się wydaje. Wszyscy mamy swoje małe, brudne grzeszki. Jedni większe, drudzy mniejsze. Pytanie tylko: kto pierwszy odnajdzie drzazgę u drugiego i porządnie schowa i zabezpieczy belkę  u siebie?

Aż chciałoby się powiedzieć, że tutaj nie wygrywa ten, kto jest lepszym człowiekiem. Tutaj zwycięża ten, który jest lepszym politykiem. :)








Widzisz, Freddy wierzy, że jeśli lodówka spadnie na minivana, lepiej zejść jej z drogi. Ja wierzę, że to zadanie lodówki zejść z mojej.


I Frank w pełnej krasie - po trupach do celu! Nie ma rzeczy, której by nie pokonał, przeciwności, z którą by sobie nie poradził. Wszelkie zdarzenia losowe stające na jego drodze oraz przeszkadzający, zawadzający ludzie powinni zejść mu z drogi i nie marnować jego cennego czasu. Frankizmy to esencja tego, czego możemy spodziewać się w House of Cards, jeden z moich ulubionych seriali! Niekoniecznie są to złote rady pod tytułem: "Jak żyć?", dla każdego człowieka, ale za to świetnie obrazują sposób myślenia pewnego jednego, fascynującego pana - niestety także wymysł scenarzystów. 

Czasami się zastanawiam ile ciekawych jednostek chodziłoby po tym świecie, gdyby każda intrygująca postać - nie ważne pozytywna czy negatywna - żyłaby naprawdę. 
I może znalazły się taki Dean dla Blair...

* Pisane długopisem, moi drodzy, długopisem. I bez żadnych dziwnych porównań. To tylko takie "ekstremalne" porównanie było. Niekoniecznie rwę się do czytania podobnych wypocinek. 
** Każde tłumaczenie przy obrazku należy do Blair. Soł. ;)


Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl