"Historia mojego życia"

18:56

Źródło
Królestwa Nashiry. Marzenie Talithy było moim pierwszym pozytywnym spotkaniem z twórczością Lici Troisi. W najnowszym cyklu dla młodzieży włoska pisarka ujęła mnie fascynującym światem przedstawionym, dobrze rozbudowaną fabułą i nieprzeciętnymi bohaterami. Nic więc dziwnego, że nie mogłam doczekać się kolejnej części przygód młodej Talarytki. Dlatego też zareagowałam niemałym zdziwieniem, kiedy koleżanka poinformowała mnie o premierze kontynuacji, którą przegapiłam. Jak dalej potoczyły się losy dwójki przyjaciół w Mieczach buntowników? Czy druga część serii absorbuje czytelnika tak samo jak pierwsza? 


Jedno jest pewne - przy nowo wydanej książce Lici Troisi nie można było się nudzić. Autorka już od samego początku wciągnęła czytelnika w wykreowaną przez siebie rzeczywistość, stawiając na drodze głównych bohaterów coraz to większe wyzwania. Chociaż losy Nashiry są niepewne, a najważniejsze zadanie dwójki przyjaciół to uchronienie wszystkiego, co im znane, oraz odnalezienie jedynej osoby, jaka mogłaby im pomóc, córka hrabiego Królestwa Lata i jej były niewolnik wplątali się w wojnę rebeliantów z Talarytami, tracąc z oczu swą misję. 

Główną winowajczynią w tej sytuacji była niestety sama protagonistka. Talitha w pewnym momencie zaczęła przedkładać zemstę i wojnę nad poszukiwania, za które w pierwszej części Królestw Nashiry zapłaciła niemałą cenę. Ścigana przez własnego ojca i jego intrygi, przyłączyła się do buntowników - niewolników raz jeszcze wypowiadających wojnę swym panom. Choć od początku niemile widziana pośród nich, zaczęła zdobywać szacunek i uznanie. Przez decyzję Talarytki przyjaciele w pewnym momencie rozdzielają się i każde z nich idzie w swoją stronę - Saiph na poszukiwania Verba (mężczyzny, który wydaje się wiedzieć więcej o nadchodzącym końcu świata), a Talitha wspierać swoich nowych przyjaciół. Narracja w powieści przeskakuje pomiędzy nimi oraz ich wrogami - hrabią Megassą i jego nową sojuszniczką. 

Wielowątkowość jest strzałem w dziesiątkę, jeśli autorka w ten sposób chciała przyspieszyć akcję. Czytelnik poznaje niezbadane tereny Nashiry wraz z Saiphem, miota się w decyzjach i nowych, nieznanych uczuciach z Talithą, a jednocześnie odkrywa, jak wielki zasięg mają działania i plany hrabiego Megassy. Tak jak poprzednio, mamy tutaj wspaniale opisany, urzekający, fantastyczny świat, silnych i odważnych, młodych bohaterów, nie bojących się staczać bitew w imię idei, w które wierzą – nawet wtedy, gdy mogą stracić przez to wszystko i wszystkich – oraz wartką, dynamiczną akcję. Jest więc komplet cech, które potrafiły mnie zafascynować i wciągnąć w Marzenie Talithy od pierwszych stron. Niestety, tutaj czegoś mi brakowało. Istnieje możliwość, że znając już Nashirę z pierwszej części, spotkanie z nią w drugiej nie było dla mnie już tak bardzo zachwycające. Możliwe też, że w jakiś sposób wypaliłam się, jeśli mowa o młodzieżówkach, przez te dwa lata przerwy pomiędzy obydwoma częściami. Jaki jednak powód by nie był – nie bawiłam się w rzeczywistości wykreowanej przez włoską pisarkę tak dobrze, jak wcześniej. 

Miecze buntowników, jak i cały cykl Królestw Nashiry to książki kierowane przede wszystkim dla młodego czytelnika, który odczuwa niezmierzony głód fantastycznych, porywających historii. Jestem pewna, że żaden nastolatek, jaki sięgnie po najnowszą pozycję wydaną przez Zieloną Sowę, nie zawiedzie się przygodami Talithy i Saipha. Jeśli zaś chodzi o troszkę starszych czytelników… z nimi może być trudniej. 




autor: Licia Troisi
tytuł: Królestwa Nashiry. Miecze buntowników
tłumaczenie: Katarzyna Kolasa-Garibotto
tytuł oryginału: I regni di Nashira. Le spade dei ribelli
wydawnictwo: Zielona Sowa
data wydania: 21 lutego 2014
ISBN: 9788378955788
liczba stron: 366
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski

typ: ebook


Recenzja dostępna także na portalu Gavran

* Cytat  tytułu posta pochodzi z książki

PS Jeszcze w tym tygodniu będzie o tresowaniu smoków. :3

Również może Ci się spodobać

4 nie zagryzła klawiatura

  1. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tak pozytywnej opinii o książce tej autorki. Czytałam jej "Wojny..." już jakiś czas temu, jeszcze w gim. Pamiętam, że byłam rozczarowana - nieprzekonującymi bohaterami i prostą, typowo "młodzieżową" fabułą.
    Czyżby progres?

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję się przekonana do tej pozycji, zwłaszcza że to byłoby nie pierwsze spotkanie z panią Troisi ;)
    Pozdrawiam i zapraszam na http://littledecoy7.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety jeszcze nie czytałam "Wojny..." (i chyba sobie podaruję, biorąc pod uwagę twoją opinię :-P). Wcześniej miałam bardzo nieudaną przygodę z książką Troisi, która nosiła tytuł: "Testament Thubana", to było coś o smokach. Naprawdę średnio mi podeszło i "Królestwa Nashiry" są niezłą poprawą. Ale nie ma co liczyć na nie wiadomo jaki przełom. Troisi cały czas wpasowuje się w schematy typowych młodzieżówek. Prosta fabuła, nieodwzajemniona miłość, świat do uratowania, ludzie do pomszczenia itp.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety kolejna książka nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl