Prawdziwa miłość, która rodziła się powoli

18:45

Źródło
Uwielbiam wszelkiego rodzaju bajki i baśnie. Już od dziecka za nimi przepadałam, ale sądzę też, że to moje uwielbienie z roku na rok - im jestem starsza - jest mocniejsze. Najprawdopodobniej główną rolę w tym odgrywa fakt, że jako dziecko nie potrafiłam wychwycić w nich wszystkich przekazów, nie widziałam drugiego dna, nie zastanawiałam się zbyt mocno nad całą historią. Bajka była bajką, księżniczka księżniczką, a zło w postaci czarownicy/ złej macochy/ wstaw dowolną złą postać - złem.  Miałam też oczywiście swoich faworytów, bohaterki i bohaterów, którzy byli naj, naj, naj. Nigdy na takiej liście jednak nie znalazła się Śpiąca królewna
Aż do Malefiecent.


Disney tutaj zaszalał i to na całego. Najnowsza wersja Śpiącej królewny z Angeliną Jolie w roli głównej  nie czerpie zbyt wielu pomysłów z poprzedniej animacji, a raczej posiłkuje się tylko kilkoma najważniejszymi elementami i tworzy bardzo odważną, śmiałą i świetnie wykonaną reinterpretację całej historii. Chociaż może jednak nie! Nie reinterpretację. Czarownica jest całkowicie nowym wyobrażeniem losów Diaboliny i Śpiącej królewny oraz jej ojca, króla Stefana. W materiałach promocyjnych bardzo często było wspominane, że to jest prawdziwa historia, której nie poznaliśmy. Najnowsza produkcja Disneya koncentruje się przede wszystkim na losach Maleficent (Diabolicy w polskiej wersji), która jest tutaj potężną, osieroconą wróżką, zamieszkującą magiczne królestwo. Twórcy nie przedstawiają jej jako z gruntu złej istoty, która potrafi wparować na przyjęcie z okazji urodzin księżniczki w innym królestwie i z miejsca, pod argumentem 'bo tak!', przekląć niczego niewinne dziecko. W animacji mamy Diabolinę, która jest zła, bo jest zła; mamy księżniczkę, która jest dobra, bo jest dobra i króla Stefana, który jest dobry, bo jest dobry. Wszystko jest albo czarne, albo białe i cała historia, stawiając właśnie takie ogólnikowe podstawy, toczy się dalej. 

Maleficent została stworzona z zamysłem, że wciąż przede wszystkim jest to bajka dla dzieci, czyli nie mamy tutaj za bardzo skomplikowanych bohaterów, świat przedstawiony także jest prosty i łatwy do przyjęcia, a całą intryga i zakończenie nietrudne do przewidzenia. I chociaż właśnie od takiej prostej konstrukcji tutaj startujemy, mogę obiecać, że pewne szczegóły zostały obmyślone bardzo starannie, a jedne z ważniejszych troszkę zmienione. I czy to źle? Jak najbardziej nie! Czarownica to film, który w prosty sposób, przekształcając co nieco, przedstawia nam odświeżoną krainę Diabolicy i Aurory, do samego końca pozostając bajką dla najmłodszych z istotnym i pięknym przekazem. A fakt, że jest dla najmłodszych wcale nie oznacza, że nikt starszy też nie może się przy niej zachwycać! Sama jestem najlepszym przykładem. :)

Źródło
Melaficent to bohaterka, w której nic nie jest przypadkowe. Żaden gest. Żaden ruch. Angelina Jolie stworzyła postać złożoną i pełną sprzeczności.

Pomijając fakt zapierających dech w piersiach efektów specjalnych (te wróżki! te krainy! ta magia! aż oczka się świecą) oraz pięknych, kunsztownych i starannie przygotowywanych kostiumów, które wprost krzyczą, że nad produkcją tego filmu nie siedzieli pracownicy, a raczej fanatycy oddani sprawie, którzy po prostu chcieli, aby Czarownica była filmem po prostu powalającym na kolana, pozostaje nam oczywiście wspaniała gra Angeliny Jolie! Wiem, że zależnie od osoby, każdy może mieć wiele do powiedzenia na temat Angeliny, jednak dla mnie jest ona jedną z najlepszych aktorek, z jakimi spotkałam na kinowym ekranie. Swój talent i umiejętności Jolie w całej gamie prezentuje także przy Czarownicy, potrafiąc jednym grymasem czy gestem ukazać uczucia postaci. Tutaj jest to niezwykle istotne, ponieważ najważniejszym wątkiem - przy prezentowaniu historii Maleficent - są oczywiście targające nią emocje, sposób w jaki reaguje na wydarzenia, które ją spotykają. Ten film nie opowiada wyłącznie o tym, jak to się stało, że Diabolina została głównym zUem. On także pokazuje nam dalsze losy Maleficent i jej interakcje z samą Aurorą. Jak wiadomo nawet z kanonu, przeklęcie księżniczki nie było końcem historii. Podobnie jest i tutaj - rozgoryczona i zdradzona Maleficent, po zemszczeniu się, żyje dalej i zbiera owoce, czy raczej chwasty, swoich czynów. 

Źródło
Wspólne interakcje Melaficent i Aurory po prostu chwytają za serce. :)

Wątkiem, który totalnie zawładnął moim sercem była relacja Maleficent z Aurorą. Nie zdradzając nic w filmu, powiem tylko, że tutaj ich kontakty zostały rozwinięte do czegoś więcej niż walki bohatera z antagonistą, przeklęcia i ścierania się przeciwników. Kierunek, w którym scenarzystka, Linda Wollverton, popchnęła ich relację, był chyba najlepszym, a jednocześnie też najsprytniejszym pomysłem. Stworzyła silną, nierozerwalną więź, ważną dla obydwu stron. Taką potrafiącą wpływać na decyzje bohaterów. Poza tym, jak widać już po samym Frozen, filmy i animacje o księżniczkach i królewiczach powoli zaczynają zmierzać w inną stronę, delikatnie oddzielając się od całego tego schematu "prawdziwej, najprawdziwszej miłości". A Maleficent? Tutaj twórcy prezentują najprawdziwszą miłość, jaka tylko może istnieć, równocześnie też robiąc to w ten świeży, nowy, odmienny sposób! I tak, wiem że dla tych co nie oglądali, może to teraz brzmieć trochę bez sensu. Musicie obejrzeć, żeby się dowiedzieć, co dokładnie mam na myśli. :)

Pewnie zauważyliście, że bardzo dużo piszę o postaciach kobiecych, a mężczyźni jakby tajemniczo z tego filmu zniknęli. :) Otóż nie! Bohaterowie męscy jak najbardziej mieli swoich kilka chwil i za momencik także o nich wspomnę, jednak fakt, że większa część recenzji skupia się na kobietach, nie jest przypadkowa. W Maleficent większość czasu fabularnego przypadła silnym, odważnym bohaterkom, które same o sobie decydują, działają w swoim imieniu, a także kochają tak mocno, jak mocno potrafią się mścić. To także uważam za ogromny plus Czarownicy. Jest wreszcie kolejna z niewielu produkcji, w których księżniczka może i marzy  o królewiczu, ale na niego nie czeka, tylko sama bierze sprawy w swoje delikatne dłonie. I jak naprawdę nie mam nic do królewiczów (ani tym bardziej aktorów, którzy ich odgrywają. *_*), tak naprawdę z otwartymi ramionami przytulam wszystkie reinterpretacje baśni i wszelkie animacje, gdzie główna bohaterka nie jest tylko 'tą od ratowania'. 

Jeśli zaś mowa o męskich sylwetkach w filmie - niemała rola w całym ambarasie przypadła samemu królowi Stefanowi (Sharlto Copley), który jest drugą postacią, zaraz po Diabolinie, bardzo w Maleficent rozwiniętą. Z oryginału znamy go przede wszystkim jako dobrotliwego króla, który zrobiłyby wszystko dla swojej kochanej córki. W Czarownicy za to twórcy wiele na jego temat dopowiadają - kim był w przeszłości; do jakiej zdrady musiał się dopuścić, żeby dostać to, o czym marzył przez całe życie i w końcu jak drogo za ten występek musiał przez resztę swojej marnej egzystencji płacić. Jest to bardzo ważna postać, ponieważ to  właśnie król swoimi działaniami w filmie metaforycznie szturcha pierwszy klocek, który później przewraca następne w efekcie domina. 
Nie mniejszą rolę dostał Sam Riley - kruk, który zawsze gdzieś tam obok Diabolicy w animacji latał, w filmie staje się zmiennokształtnym. I tu na scenę wchodzi Riley,  a raczej odgrywana przez niego postać, Diaval. Po dramatycznych wydarzeniach, które dotykają Maleficent, staje się on pewnego rodzaju jej przyjacielem, skrytym powiernikiem, jedyną osobą, jaka zawsze za nią stoi. Nieważne do czego pragnąca zemsty wróżka się dopuści. 

Źródło
Główni bohaterowie "Śpiącej królewny" odgrywają tutaj role zaledwie poboczne.

Jeśli zaś mowa o innych bohaterach, to niestety tacy aktorzy jak Elle Fanning czy Brenton Thwaites nie mieli wielu okazji do wykazania się, chociaż w oryginalnej wersji to właśnie ich postacie są, jakby to powiedzieć?, najważniejsze. Jeśli jeszcze mowa o Elle, to tak od połowy filmu dziewczyna ma szansę odegrania zawsze szczęśliwej, pełnej szacunku i sympatii dla każdego, Aurory. Jej książę z bajki, Filip, miga w Maleficet na ekranie tylko kilka razy i w większości z nich nie uczestniczy w żadnym na tyle istotnym wydarzeniu czy też nie wnosi na tyle do konkretnej sceny, że znika z niej równie bardzo niezauważony przez widza, jak się na niej pojawił. Wielką niespodzianką była dla mnie za to mała Vievienne (nie wiedziałam, że w Maleficent zagrała córka Jolie*). Pojawia się raptem tylko raz, ale jako mała Aurora wywołała na mojej twarzy ogromny uśmiech. Ta scena była tak bardzo zabawna i urocza, że chyba jeszcze długo będę ją pamiętać. :)

Tak więc jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona tym wyobrażeniem Śpiącej królewny. Jeszcze nie raz wrócę do Maleficent, do tego pięknego świata pełnego magii, wróżek i dobroci. Do Diabolicy, która - koniec końców - nie okazała się aż tak bardzo diaboliczna, gdy dopowiedziano mi jej całą historię. I wiecie co? Tak właściwie to uważam też, że chyba dopiero teraz poznałam do końca całą tę opowieść. Sama Śpiąca królewna była dla mnie środkiem, bez wiarygodnego początku czy zakończenia. A teraz wreszcie posiadam jej całość i jestem w tej historii absolutnie zakochana!

* Ponoć wszystkie dzieci, które miały odegrać małą Aurorę w tym wieku, bardzo bały się Angeliny w przebraniu. Tylko mała Vievienne wiedziała, że mama to mama, nie ważne jak wygląda. :)







gatunek:      Familijny; Fantasy
produkcja:  USA
premiera: 30 maja 2014 (Polska) 28 maja 2014 (świat)
reżyseria: Robert Stromberg
scenariusz: Linda Woolverton






PS A tak by the way - kocham Maleficent też za to, że niesie pewną słuszną prawdę - KAŻDY Z NAS POTRZEBUJE SMOKA! Mwhahahahahaha!

PS2 Czyż Lana del Rey nie jest absolutnie fantastyczna w tej piosence? Song naprawdę bardzo nastrojowy, jeśli chodzi o ten konkretny film. :)

Również może Ci się spodobać

4 nie zagryzła klawiatura

  1. W takim razie już wiem co obejrzę dzisiaj wieczorem ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie,
    http://littledecoy7.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w planach obejrzeć w najbliższym czasie :)
    forenovel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham, kocham, kocham wszelkie baśnie i bajki (te od Disneya szczególnie) :D Z obejrzeniem tego filmu cały czas się wstrzymuje, ponieważ najpierw chciałabym przeczytać książkę, a i przypomnieć sobie "Śpiącą królewnę" także mam w planie. Co prawda nie szczególnie przepadam za tą baśnią. Zawsze wydawało mi się, że jest jakaś mdła i Diabolina stanowi jedyny jej mocniejszy akcent :P

    Po Twojej recenzji zupełnie nie mam pojęcia ile jeszcze uda mi się powstrzymywać. Nie ma to jak ćwiczyć silną wolę :P

    OdpowiedzUsuń
  4. I jak? Obejrzałaś czy wciąż się wstrzymujesz? Jak wrażenia? :)
    "Śpiąca królewna" nie ruszała mnie ani trochę aż do teraz. Co prawda jej rola jest bardzo zredukowana w "Maleficent", ale nawet w oryginale uważam, że nie była większa.

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl