Przyjmij. Poczuj. Pokochaj.

21:52

Źródło

Zazwyczaj lato przynosi mi ze sobą nie tylko wakacje, lecz także Małego Głoda na wszelkiego rodzaju młodzieżówki, paranormalne romanse i obyczajówki. Po przejrzeniu swojej internetowej biblioteczki stwierdzam, że ta sytuacja powtarza się co rok - w żadnym miesiącu nie zdarza mi się pochłonąć takiej ilości powieści "lekkich", jak w same wakacje. Tym razem jedną z takich pozycji było Dziesięć płytkich oddechów, czyli kolejne New Adult. Jeśli mowa o samym gatunku - niewiele różnic można znaleźć pomiędzy nim, a jego bardziej znanym bratem - Young Adult. Jeśli zaś mowa o książce K.A. Tucker... jest to jedno z lepszych NA, jakie ostatnio czytałam, chociaż nie wyróżnia się za bardzo spośród innych tego typu powieści. 


Wiecie, można by było powiedzieć, że skoro jest coraz to więcej książek przypisywanych do NA na polskim rynku, to będziemy mogli znaleźć i więcej lepszych, bardziej interesujących i poruszających historii. Błąd. Jeśli chodzi o ten konkretny gatunek to sądzę, że im bardziej tłum gęstnieje, tym trudniej doszukać się w nim barw pośród szarości. Akcja w większości pozycji jest przeprowadzana w ten sam sposób, aż ciężko nie doszukiwać się tworzonego schematu. Poza tym, jak w literaturze trudno jest znaleźć ostatnio powieść, w której każdy bohater bez wyjątku mógłby umrzeć (swoją drogą, dlatego Gra o tron jest dla mnie taka ekscytująca :), tak w Young Adult i New Adult panuje powszechna niechęć do nieszczęśliwych zakończeń, a takie - wbrew niektórym opiniom - są czasami naprawdę potrzebne. 

Pisanie recenzji do Dziesięciu płytkich oddechów jest dla mnie o tyle trudne, że, chociaż książka ma swoje mankamenty, powstrzymujące mnie od całkowitego zachwytu, ta historia naprawdę mnie ujęła. K.A. Tucker napisała powieść w pełni zaliczającą się do nowo powstałego gatunku New Adult, czyli taką, gdzie znajdziemy mroczną tajemnicę, dobrze wykreowanych bohaterów po przejściach, wciąż walczących z własnymi demonami i trudne decyzje do podjęcia. Pisarka porusza tutaj takie tematy, jak pokonywanie własnych słabości, dostrzeganie szarości pośród bieli i czerni czy po prostu cieszenie się z życia. Doczytałam w podziękowaniach, że jest to pierwsza tego typu powieść autorki i jestem pełna podziwu. Jak na swojego rodzaju debiut, K.A. Tucker potrafiła ująć w swojej książce wszystko to, co jest ważne przy historii z gatunku New Adult i jeszcze nadać temu sens, sprawić, że czytelnik nie potrafi być bierny na opisywane wydarzenia, decyzje podejmowane przez bohaterów czy szargające nimi emocje. Gdybym zaś miała powiedzieć, co było tutaj wisienką na torcie, bez wahania wskazałabym na główną bohaterkę.

Kacey, protagonistka, to młoda kobieta, której cały świat od czterech lat jest roztrzaskany na kawałki, przytrzymywane razem tylko dla jednej osoby - jej młodszej siostry, którą kocha nad życie. Kiedy obydwie uciekają od koszmarnego wydarzenia z przeszłości i przeprowadzają się do Miami, trafiają na Trenta, mężczyznę z tajemnicami, posiadającego niezwykłą umiejętność sklejania i naprawiania wszystkich zniszczonych, złamanych części Kacey. Co się jednak stanie, kiedy ich sekrety wyjdą na jaw?

Właśnie! Co się wtedy stanie? Przez pewien szablon powielania wątków i rozwiązywania problemów bohaterów przez samych autorów, o jakim wspominałam już wcześniej, czytelnik niestety może od początku domyślać się odpowiedzi. Na szczęście w pewnej części Tucker sprawia, że nie wszystko jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. I gdyby tylko autorka mogła zatrzymać się właśnie przy tym zadaniu i nie próbować za wszelką cenę doprowadzać do cukierkowego zakończenia... Byłabym nie tylko wewnętrznie lekko pogruchotana, a moje serduszko by płakało z rozpaczy nad takim rozwojem spraw, ale także odczuwałabym z tego faktu pewną przyjemność. Uważam bowiem, że przy pewnych sytuacjach nie da się wszystkiego wyprostować i przyklepać. Ludzką rzeczą popełniać błędy i się na nich uczyć, lecz także ludzką rzeczą cierpieć z powodów tychże. Tucker za to postanowiła za wszelką cenę sprawić, że będziemy patrzeć na historię Kacey i Trenta przez różowe okulary. Dlatego też, końcówka pozostawiła za sobą pewien niesmak i sprawiła, że całość wyszła nieco... sztucznie. 

I chociaż wspaniale się bawiłam wraz z bohaterami - śmiałam się z nimi i płakałam, jednocześnie ciesząc się, że dostałam tak wspaniale wykreowane postacie, dla których - nawet jeśli cała reszta byłaby do niczego - potrafiłabym dokończyć całą książkę, nie mogę powiedzieć, że obyło się bez kłopotliwych błędów. Zaczynając od podróży obu sióstr autobusem do Miami, kończąc przy wydarzeniach finałowych, pisarka zaliczyła kilka ciężkich do przeoczenia wpadek, na które nie można ani przymrużyć, ani tym bardziej przymknąć oka. Tak wiem - było to pewne uproszczenie dla całej fabuły, dzięki czemu wydarzenia mogły spokojnie i płynnie mieć miejsce w odpowiednich chwilach. Szkoda jednak trochę, że stało się to kosztem logiki. 

Dziesięć płytkich oddechów to piękna, poruszająca historia, która ma swoje wady. Nie potrafiłam o nich zapomnieć czy po prostu postanowić, że zalety je przyćmiewały. Umówmy się, że małe potknięcie może jeszcze ujść w tłoku, ale jeśli bohater w książce kilka razy, że tak napiszę potocznie, wywali się na glebę, to brudu na ubraniach, jak wytworne by nie były, nie da się nie dostrzec i pominąć milczeniem. Dlatego też proponuję, abyście się zastanowili, jeśli macie kilka innych, wartych przeczytania tytułów na półce. Jeżeli zaś szukacie dobrej, wciągającej książki New Adult - takiej, która nie tylko sprawia, że wstrzymujecie dech w piersi, lecz także uczycie się, jak ważne w życiu każdego człowieka jest dziesięć płytkich oddechów, już dawno powinniście przeczytać powieść K.A. Tucker.

Źródło



tytuł: Dziesięć płytkich oddechów
autor: K.A. Tucker
tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
tytuł oryginału: Ten Tiny Breaths
wydawnictwo: Filia
data wydania: 18 czerwca 2014
ISBN: 9788379881321 
liczba stron: 421

Również może Ci się spodobać

6 nie zagryzła klawiatura

  1. Wprost nie mogę się doczekać kiedy książka wpadnie w moje ręce. Byłam jej strasznie ciekawa, a Twoja recenzja tylko pogłębiła ten stan :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może kiedyś, po przekopaniu się przez stosy zaległych książek, i dla niej najdę czas ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chwali ale szpile musi wetknąć. Uwielbiam Twoje recki

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, dziękuję! Zawsze miło wiedzieć, że wciąż się podobają. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra decyzja! ;) A podzielisz się informacją, co tam ciekawego masz w tym stosach? Taka blogerska ciekawość. :-P

    OdpowiedzUsuń
  6. To czytaj i daj mi znać czy przypadła ci do gustu, czy jednak nie. Widziałam, że wydawnictwo dość poważnie planuje wydawanie całej serii, a tych książek uzbierało się - o ile dobrze kojarzę - z pięć. Kolejna część jest jeszcze o następnej siostrze, a reszta? Bohaterowie poboczni. Podobali mi się, jednak szczerze przyznam, że trochę krzywo na to patrzę. Takie bardziej przeciąganie niż zaplanowane opisywanie historii kilku postaci. Jeszcze zobaczymy. ;)

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl