OUaT tak bardzo frustrujące, czyli wybierzcie sobie inne guilty pleasure

19:38

Źródło
Pewnie niektórzy z Was pamiętają, jak - dość dawno temu -  krytycznie wypowiadałam się na temat serialu Once Upon a Time. Był to niezbyt dobry (ogólnie wszystko co postarzało się w końcu na blogu o rok lub więcej, oceniam jako okropne) tekst, w którym napisałam, że OUaT to zwykły odmóżdżać, w którym wszystko byłoby dobrze, gdyby twórcy trzymali się tylko tej bajkowej części. Mogłam też dodać coś o tym, że jedna bohaterka ma imię po papierze toaletowym. Cóż, praktycznie to nic się z powyższych nie zmieniło. Obejrzałam kolejne dwa sezony i teraz śledzę wytrwale czwarty, ale nie mogę Wam napisać, że dzieje się tak, ponieważ a) nagle dostałam objawienia, b) twórcy skorzystali z moich porad, c) nagle wszystko - choć takie samo - stało się bardziej jedwabiszcze, a wady przestały kłuć po oczach. Po prostu, przy tym nawale wszelkich materiałów promocyjnych i spoilerów do 4. sezonu, zaczęłam się zastanawiać, co dzieje się z moją ulubioną postacią. Poza tym serial ten miał coś, co przekształciło wady z gwałtownego dźgania zardzewiałym gwoździem w oko na delikatne kłucie igłami kaktusa po skórze. 

Bajki. 
OUaT znowu złowił mnie na tę samą przynętę. 
Na bajki.



Jesteś łatwa, powiecie. No i dobra, w tym przypadku nie będę się z Wami kłócić, bo naprawdę łatwo poszło. Pewnie wspominając, że z rozbiegu zaczęłam i skończyłam OUaT in Wonderland (tak, tego marnego spin-offa), dodam wam argumentów do ręki. Co w tym wszystkim najśmieszniejsze, oprócz Willa Scarlett żadna postać nie przypadła mi stamtąd do gustu, a ja te produkcje oglądam TYLKO dla bohaterów. Jestem słaba, tak bardzo jestem słaba. Gdyby kiedykolwiek powstała książka o bajkach i ich wielbicielach, obok opisu marnego przypadku wklejono by moje zdjęcie. Nie przesadzam. I, co najlepsze, wcale nie wchodzę w to wszystko dla księżniczek. Lubię baśni i bajki za cudowne morały, proste sposoby ich przekazywania oraz nieskomplikowanych, łatwych do rozgryzienia, #hannibal_error*, bohaterów. Bajka to wspaniały sposób na nauczenie, albo przekazanie czegoś. Różne reinterpretacje i na nowo opowiedziane historie są jeszcze lepsze! Pokazują właśnie, że nie wszystko może być takie, jakie się wydaje, a czasami punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Doskonałym tego przykładem jest choćby Maleficent, czyli wydarzenia dotyczące Aurory i Diaboliny w nowym wydaniu, czy właśnie Once Upon a Time, w którym wszelkie bajki są wzajemnie poprzeplatane, postacie znają się nie najgorzej, a ich historia wciąż jeszcze się nie skończyła. 

Żródło
"Ale fajnie", można podsumować. Nie dość, że przeżywasz przygody i dramaty we własnej bajce, to jeszcze potem żyjesz w wyimaginowanym miasteczku i przeżywasz następne. Well, nie aż tak fajne, jak można wywnioskować z obrazka powyżej. 

I pisząc, że takie całoczasowe "życie w bajce" nie jest ani trochę bajkowe, mam to jak najbardziej na myśli. Jedną z ważniejszych rzeczy, jakich dowiadujemy się przez te trzy sezony jest właśnie Najprawdziwsza Prawda, że gdziekolwiek nie pójdziesz, twoja przeszłość pójdzie z tobą. Nie ważne czy sprawisz, że o niej zapomnisz, nic nie pomoże też wymazywanie pamięci innym. Jesteś kowalem swojego losu, ale masz tylko  jedną szansę i jak coś spartolisz, to trudno będzie to ukryć. Z jednej strony bardzo mi się podoba to nawiązywanie do "ciemnej stron mocy". Takiego przypomnienia, że nasza zła część od czasu do czasu może się odezwać, nieważne jak bardzo dobrzy chcemy być. Z drugiej strony w pewnym momencie zaczynało być to już męczące. I wcale nie jęczę! Obejrzałam trzy sezony po 22. odcinki i nie mogę otrząsnąć się z wrażenia, że coś jest zdecydowanie nie tak, kiedy wciąż i wciąż powtarzają się te same schematy. Ten co przestał knuć znów zaczyna (nie potrafi przestać), ta co krzywdziła, znów zamierza ( nie potrafi przestać), ta co zaczęła godzić się ze swoimi magicznymi mocami, znów je odsuwa na bok (nie potrafi przestać), biedna Blair kończy trzeci sezon i wciąż wymyśla tylko wredne komentarze (nie potrafi przestać). Nie dość, że bohaterowie OUaT robią bardzo małe kroczki, jeśli chodzi o dynamikę postaci, to w jakimś momencie doszłam do wniosku, że oni nie idą do przodu, a kręcą się w kółko. 

Źródło
Mamy sympatyczną, pomocną bohaterkę, która zwala regał ze swoimi ulubionymi książkami na czarny charakter. Jest akcja. 
Mamy czarny charakter, który po raz 100. planuje coś złego. Nie ma akcji. 

Możecie się śmiać, ale tak to właśnie wygląda. Naprawdę lubię ten serial za połączenie i poplątanie różnych bajek, przywiązałam się niebotycznie do bohaterów i, chociaż wciąż moją faworytką jest Bella, to coraz częściej przyłapuję się na tym, że oglądam OUaT dla Reginy, Rumple'a i Hooka. Nie zrozumcie mnie więc źle, ale muszę to napisać - niech oni wezmą się w garść. Zamierzam znów pogrzebać swój burzliwy związek z OUaT, jeśli chcą skończyć 4. sezon, jak poprzednie - z magicznymi rozwiązaniami trudnych sytuacji. Nie magicznymi w sensie: "Och będzie ciężko, ale damy radę. W prawdzie magia ma swoją cenę, ale przez pół sezonu się nad tym głowiliśmy i znajdziemy rozwiązanie w odpowiednim czary-mary", a raczej: "O popatrzcie! Oto przygalopował jednorożec, aby przynieść nam odpowiedzi. Pytania takie trudne, że sami nie damy rady tego rozwikłać, jednorożce i tęcze dobre jednak na wszystko". Naprawdę tego nie rozumiem. Dlaczego twórcy serialu zawsze wykorzystują tę opcję z jednorożcem? Praktycznie pod koniec każdego sezonu nasi bohaterowie zmagają się z takimi kłopotami, które ich naprawdę przygważdżają do ziemi, jak ta półka z książkami schwarzcharaktera powyżej. Nie mają niczego, co mogłoby im pomóc, zaradzić. Ja już trzymam kciuki, że może, może ten wątek zostanie przeciągnięty na następny sezon... a tu BUM!! Co? Problem? Jaki problem? Tylko wróćmy do domu, a wszystko się załatwi. I zamiast wątki rozplątać, to są one porozrywane fioletową magią i fiolkami w dziwnych kształtach. Mało tego! Dosłownie w ostatnich minutach ostatniego odcinka dostajemy taki cliffhanger, że to nas można z ziemi zbierać, nawet jeśli później  wychodzi powtórka z rozrywki. 

Źródło
Więc czekajmy. Może kiedyś tak się stanie, że podstawą intrygi nie będzie fakt, że schwarzcharakter to znowu schwarzcharakter. 

Dlatego też właśnie tak ładnie proszę. Spójrzcie, dałam się tak łatwo złapać znów na ten sam haczyk i zaczęłam oglądać OUaT dla strony bajkowej. Polubiłam większą ilość bohaterów. Przestałam psioczyć na głupiutkie i naprawdę odmóżdżające akcje w serialu. Zaczęłam za to zachwycać się następnymi plot twistami (nie uwierzycie, jaki mistrzem jest w tej dziedzinie OUaT). Z wrażenia zaspoierowałam sobie 3. sezon wikipedią zanim go obejrzałam (wiadomo, że zdarza mi się to tylko przy serialach, które mnie wciągną). Grzecznie czekam na  kolejne odcinki 4. sezonu, chociaż to wkurzające - o wiele lepiej ogląda się OUaT jednym ciągiem. Więc niech dla odmiany OUaT zrobi coś dla mnie, stanie się mniej przewidywalne i pchnie bohaterów na przód, żeby nie kręcili się w kółko!

Źródło
Killian 'Hook' Jones świetnie się nadaje do skończenia notki. Taki pozytywny akcent x2, nie uważacie? :)

* Ten moment, w którym zastanawiasz się czy zmienić czasownik, bo fani Hannibala "przez przypadek" mogą potraktować to dosłownie. :D

Również może Ci się spodobać

4 nie zagryzła klawiatura

  1. Nie martw się. Fannibale widzą związki, gdzie ich nie ma, a ja jestem tego żyjącym dowodem. xD
    Anyway. Czy nie pisałam 50 razy, że uwielbiam czytać Twoje teksty? TAK?! A to napiszę raz jeszcze. :D W sumie opinię mam taką samą. W sensie pierwszy sezon mi się bardzo podobał (poza papierową Emmą), ale ostatnie to się pół nudziłam i pół zachwycałam, bo uwielbiam bajki. xD A ich interpretacji DOBRYCH tak mało w tym świecie, że aż żal człowieka ściska, więc przymyka oko na rozmamłanie akcji i to, że fabuły jest tylko na 12 odcinków już, a nie na cały sezon. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A dziękuję bardzo. :)
    U mnie to jest troszkę bardziej skomplikowane, bo w zasadzie IMHO 3. sezon nie byłby taki zły, gdyby nie te głupiutkie rozwiązania z końca, na które nie mogę przymykać ani przymrużać oka. :/ Pierwszy zaś złapał mnie pierwszym wrażeniem, potem było trochę trudniej. Zrobiłam sobie długą przerwę, wróciłam i w zasadzie, uogólniając, kolejne sezony niczym się nie różnią od pierwszego - te same motywy działania i schematy postępowania + fabuła odcinków bardziej rozciągnięta, żeby wystarczyło na cały sezon.

    *4 season spoiler alert*
    Co myślisz o dodaniu bohaterów z Frozen i Królowej Śniegu? IMHO jak ładnie to rozplanują, to może być ciekawie. Oczywiście znowu to całe "ale ja nie pamiętam"; "nie jestem ta zła, ale was zniszczę", "chcem być dobry, ale będę zły". Soł, akcję jak najbardziej wciąż wygrywa Magiczna Czapka Myszki Miki. xD
    No i ciekawam osochosi z Willem? O.o Chłopak tak bardzo przybity, a czy właściwie ma do tego powody? Czuję się tak, jakby coś mnie ominęło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawda, jednak akurat OUAT nie mam zamiaru porzucać, a nie miałam tyle serca dla wielu innych seriali. Ten sezon też strasznie rozciągnęli i jest tyle wątków, że co odcinek poruszają inne, a potem znów kolejne i tak w kółko.
    Hmm... Szczerze mówiąc, ja nadal Krainę Lodu uważam za średnią bajkę. Znaczy się przyjemnie się ogląda, ale staniki nie latają. :P A scenarzyści psychofanią ostro Frozen i dodają najlepsze teksty, momenty i w ogóle wszystko to takie mrugniecie do widza. Jednak według mnie jest to dość fajne, choć po 6 odcinkach wieje nudą już ten sezon... Elsa wymiata! Królowa Lodu też - aktorka jest naprawdę obłędna. Tylko, jeżeli to co zaserwowali w najnowszych epizodzie jest prawdą, dlaczego się pojawiła, to ja się tak nie bawię. Wiesz co, a jak tak dzielnie wypierałam to i z klapkami na oczach nie myślałam o ""ale ja nie pamiętam"; "nie jestem ta zła, ale was zniszczę", "chcę być dobry, ale będę zły"". XD
    Mi się wydaje, że to co się dzieje teraz z Willem, to było przed wydarzeniami z OUAT in Wonderland? Chyba tylko to tłumaczy jego zachowanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Frozen przypadło mi do gustu baaardzo i cieszę się, że twórcy OUAT postanowili popłynąć z falą i też popsychofanić przy serialu. To takie urocze. <3 Mam nadzieję też, że opłacalne, bo jakie nie byłyby spadki serialu i ile on nie miałby wad, wciąż przyjemnie się go ogląda.

    A co do Willa, to sama już nie wiem. Z tego co czytałam, OUATIW ma miejsce gdzieś pod koniec 2. sezonu, a przy takim obrocie spraw, nie potrafię wymyślić do tego żadnej teorii. :/ Sprawdzałaby się tylko - właśnie jak mówisz - opcja z faktem, że te wydarzenia dopiero będą miały miejsce. Co też ma swój słaby punkt - w OUATIW ostatni kontakt Willa z Robinem miał miejsce, kiedy ten go oszukał. Co by się nie zgadzało, bo mogę się założyć, że chłopcy się niedługo spotkają. (Jeszcze nie oglądałam 7. odcinka, ale widziałam zajawki).

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl