"Burn, burn, burn"

21:36

Źródło

Ostatnio jestem dosyć niepocieszona, ponieważ wszelkie moje ulubione serie, jakie tylko znajdę, mają tendencję do kończenia się. I to w tym samym miesiącu! Jestem pewna, że się ze mną zgodzicie, że nawet na takie silne, czytelnicze serduszko jak moje, to już trochę za dużo. Niemniej jednak wybaczam. Wybaczam kończącym się książkom, wybaczam też autorom, którzy kończą różne serie i cykle. Trudno nie wybaczyć nadchodzącego pożegnania, kiedy na odchodne dostajemy takie wspaniałe, wciągające historie. Jak nie powiedzieć "żegnaj", kiedy wiesz, że w przyszłości otrzymasz jeszcze możliwość powrotu? Dlatego też darowałam Anecie Jadowskiej zakończenie serii, a Dorze jej urocze i leniwe, nudne wakacje. Bynajmniej nie z litości. Właściwie można powiedzieć, że dostałam za to świetną łapówkę... 


A było nią Na wojnie nie ma niewinnych, czyli ostatnia część heksalogii, na którą powinnam się gniewać, ponieważ jest tą ostatnią. Za to jestem niewyobrażalnie zachwycona! Nie tylko jak każda szanująca się fanka, która jest szczęśliwa z powodu pojawienia się następnej powieści, ale także jako blogerka pisząca o książkach, czytelniczka obserwująca zmagania Anety z pisaniem już od samych początków jej kariery. Jestem dumna, że mogę powiedzieć, że "czytałam Jadowską, gdy to jeszcze nie było modne". W ostatnim tomie heksalogii widać znaczną poprawę w warsztacie pisarskim autorki. Zauważyłam, że wydarzenia zostały bardzo zgrabnie rozłożone i połączone ze sobą, a wątki wyjaśnione miejscami subtelnie, miejscami bardziej bezpośrednio, ale nie zabrakło już tutaj równowagi pomiędzy różnymi zależnościami. Na przykład Dora, jak zwykle silna i odważna, miała swoje momenty słabości. Korzystała z mnogich umiejętności, ale nie doświadczało się takiego odczucia, że potrafi sobie dzięki nim poradzić dosłownie ze wszystkim. Napisałabym nawet, że od drugiego tomu z części na część Teodora borykała się z coraz większą ilością kłopotów związanych z posiadaniem tych mocy, zamiast łatwiejszego rozwiązywania dzięki nim wszelkich swoich problemów. Jednocześnie też możemy po raz szósty powitać niezmienny, cudowny styl pisania autorki przygód panny Wilk, który jest już dla mnie tak rozpoznawalny, że wychwycę go zawsze, gdy będę miała z nim do czynienia. 

Aneta Jadowska ma swoją unikalną manierę opisywania świata przedstawionego, wydarzeń czy tworzenia dialogów i portretów psychologicznych swoich postaci. Podobnie jak w poprzednich książkach i tutaj jej nie zabrakło. Jestem zaś ciekawa, co czeka Czytelników w następnej powieści pisarki, historii Witkacego, zatytułowanej Szamański blues. Heksalogia została bowiem przedstawiona przy pomocy pierwszoosobowej narracji, a Witkac ma tak bardzo kontrastowy charakter względem Dory. Aneta z żywej, żartobliwej energicznej i pełnej zapału bohaterki przerzuca się na melancholijnego i zdystansowanego do świata faceta. Dlatego też już nie mogę doczekać się pierwszej części nowej trylogii. 

Wracając jednak do Na wojnie nie ma niewinnych - podczas lektury zauważyłam też, że brakuje mi kilku postaci z poprzednich tomów. Wątek anielsko-diabelski został w tej części dość mocno ograniczony. Nawet Miron i Joshua przez pewien czas przemykają w książce jakby ukradkiem, załatwiając inne sprawy, które mają zostać opisane dopiero w jednym z opowiadań w nadchodzącym, zapowiedzianym przez Anetę zbiorze. Oczywiście nie mieszanie drugiego systemu zostało jak najbardziej dobrze w powieści uzasadnione, co nie zmieniło faktu, że bardzo zabrakło mi Baala, Asa czy Luca, których w poprzedniej części był przecież przesyt. Dopiero gdy to do mnie dotarło, zrozumiałam, jak bardzo przywiązałam się do bohaterów wykreowanych przez autorkę. Zżyłam się z nimi niesamowicie i zaciskam kciuki, abym miała jeszcze szansę co nieco o nich poczytać. 

Ogólnie to wybawiłam się przednio. Zaczęłam i skończyłam książkę tego samego dnia i chciałam więcej, ale niekoniecznie samej Dory. Ze zdziwieniem zauważyłam, że pożegnanie z nią nie jest takie trudne, kiedy wiem, że niedługo czekają mnie nowe przygody z Witkacym, że mam szansę na powrót do Thornu i Torunia. Rozłąkę z heksalogią ułatwiła mi także ostatnia część cyklu. Na wojnie nie ma niewinnych jest bowiem świetnym zamknięciem serii i domknięciem wątków. Dlatego też wybaczam i Anecie, i Dorze. Coś się skończyło, ale coś też się zaczyna, a ja już nie mogę się tego doczekać...

Recenzję można przeczytać również na portalu Gavran



Źródło


autorka: Aneta Jadowska
tytuł: Na wojnie nie ma niewinnych
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 19 listopada 2014
ISBN: 9788379640218
liczba stron: 600
kategoria: fantastyka, urban fantasy
język: polski
typ: papier

Również może Ci się spodobać

6 nie zagryzła klawiatura

  1. A mnie zniechęciła beznadziejność pierwszego tomu i o ile w przypadkach kiepskich jestem jeszcze o tyle łaskawa, że sięgam po drugi tom to w kwestii książek o Dorze Wilk nie wahałam się - po część drugą ani też żadną nastęoną nie sięgnę. Szkoda, że polskie urban fantasy tak bardzo kuleje w tym wydaniu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja raczej jestem zdania, że jedynka to jedna z lepszych części, później mają miejsce wydarzenia, które trochę mnie zniechęciły, ale nie będę spoilerować, skoro nie czytałaś. :) Co dokładnie ci się nie spodobało w "Złodzieju..."? Zagadka, bohaterowie, wątek magiczny?

    Czytałaś może inne polskie Urban fantasy? Jeśli nie, polecam Nomen omen Marty Kisiel i Szamankę od umarlaków Raduchowskiej Martyny. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Postać Dory mi się nie podobała, szczególnie to, że wszystkim groziła spuszczeniem manta jeżeli tylko nie zrobią wszytskiego tak, jak Dora sobie tego życzy. Wątek miłosny był beznadziejny, bo w sumie Dora zachowywała się jak rozchwiana emocjonalnie nastolatka - Mirona miała podanego na tacy, ale nie chciała go... no właśnie, czemu? Sama postać Mirona - to jego "słonko" było raz, że infantylne, a dwa, że pasowało raczej do tekstów babci do ukochaen wnusi. No i te jego zalety i zero wad... A fakt, że potrafił ustać twardo nawet przy najostrzejszych hamowaniach w tramwaju budził u mnie śmiech. W sumie to szczegóły moich zarzutów są tutaj: http://poczytalna-umyslowo.blogspot.com/2014/05/zodziej-dusz.html
    A co do innych UF to z polskiego podwórka w sumie nie czytałam, chociaż mam zmaiar. Cześciej zdarzało mi się czytać książki zagraniczne z tego gatunku, choć z chęcią sięgnę po Nomen Omen pani Kisiel, bo polecano już nie raz tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też jak najbardziej polecam. :)
    Jeśli chodzi zaś o Dorę, cóż nie jest ona i moją ulubioną bohaterką, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że znielubię za nią całą serię, która naprawdę ma potencjał. Kocham uf i dlatego też wciągnęłam się w książki Anety, jednak to, co najbardziej mnie w nich ujmuje, to świat przedstawiony, przede wszystkim ta magiczna jego część. Stworzenie miejsca, w którym występowałyby stwory ze wszystkich systemów religijnych, mitów czy legend to ogromne pole do popisu dla pisarza, a Aneta radzi sobie z tym świetnie. W następnych częściach jest tej magicznej części trochę więcej.
    Jeśli zaś sądzisz, że heksalogia po prostu nie jest dla ciebie, może za jakiś czas spróbujesz zmierzyć się z przygodami Witkaca? Książka ma wyjść pod koniec roku, a biorąc pod uwagę, że jest to postać całkowicie odmienna od Dory to i nastrój oraz jego perypetie będą zapewne całkowicie odmienne. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z systemami religijnymi się zgodzę - jest to ciekawy aspekt książki, chociaż pamiętam, że w pewnym momencie zirytowało mnie, że bodajże bóg wiatru sie pojawił w niebie, czy coś takiego, chyba był w jednej scenie z archaniołami czy coś w ten deseń. W każdym razie nie spodobało mi się to bo chyba chodziło mi o to, że systemy się "skrzyżowały" i po prostu wytwór jednego pojawił się w uniwersum drugiego, co według mnie było bez sensu.
    A tymi przygodami Witkaca to mi zrobiłaś dylemat. Bo z jednej strony mam starszny uraz do pierwszego tomu heksalogii i wiem, czego mniej więcej spodziewać się po autorce, a z drugiej strony... jestem ryzykantką i książkową masochistką. I lubię dawać drugą szansę, choć na pewno nie pierwszej serii pani Jadowskiej. Więc może skuszę się na przygody Witkaca, żeby nie było, że jestem taka bezwzględna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahah, zawsze możesz przeczekać i zobaczyć, jakie opinie się pojawią, a potem zdecydować. ;-)
    Ja Witkaca zamierzam przeczytać na pewno, bo Dora już mnie trochę zmęczyła i chętnie postawiłabym nogę w Thornie, w obecności innego głównego bohatera, a do Witkaca mam słabość, więc co poradzisz? :-D Tym bardziej, że Aneta przyznała, że Witkac będzie działał na mniejszą skalę i na pewno nie będzie to postać, do której dzwonisz, kiedy trzeba ratować świat. Jak najbardziej się więc piszę!

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl