Wściekły wiatr

12:22

Źródło

Dwie pierwsze części Monumentu 14., zostawiły mnie po lekturze w autentycznym zachwycie. Sięgnęłam więc po ostatnią część trylogii, Wściekły wiatr, która potwierdziła moje przypuszczenia dotyczące całej historii, utwierdziła mnie w przekonaniu, że takim oto sposobem skończyłam swoją przygodę z najlepszym cyklem postapokaliptycznym dla młodzieży i pożegnała się ze mną bez fajerwerków, ale zadowalającym uściskiem. Czy to źle? Moi drodzy, to wspaniale!

Trylogia Emmy Laybourne nie wcisnęła się na listę moich ulubionych serii, ale udało jej się zrobić na mnie  niemałe wrażenie. W trzech niezbyt obszernych częściach autorka zawarła wciągającą, niebagatelną historię z wyrazistymi, dobrze rozpisanymi postaciami - nastolatkami, z którymi bardzo łatwo jest się utożsamiać. Wartka akcja i nieoczekiwana dynamika co niektórych bohaterów to także niemałe plusy tych powieści. Co najbardziej mnie jednak zachwyciło w Monumencie 14., to inteligentne podejście do tematu oraz sprytny i prosty sposób, w jaki autorka go przedstawiła. W każdej z części bowiem bardzo dobrze widoczny jest fakt, że ta trylogia jest kierowana do młodzieży. Miejscami występują uproszczone uzasadnienia sytuacji czy załagodzony opis wydarzenia. Nie sprawia to jednak, że powieści czyta się z mniejszą ochotą czy w pewnym momencie czytelnik ma wrażenie, że Laybourne podchodzi do tematu z lekceważeniem i nonszalancją. 

Dlaczego o tym wspominam? Bardzo często, kiedy sięgam po książkę młodzieżową, dostaję mdłą papkę bez jakiegokolwiek smaku. Papierowi bohaterowie, niedorzeczny przebieg wydarzeń i nie trzymające się całości sytuacje to tylko część rzeczy, na które mogłabym się poskarżyć, a nie zahaczyłam jeszcze nawet o poruszenie w powieści jakiegoś ważnego tematu, omówienie, w interesujący sposób, dyskusyjnej kwestii, dotknięcia tematów ważnych dla grupy odbiorców, do których książka została skierowana. Czasami zastanawiam się czy pisarz, który napisał powieść X czy Y, kiedykolwiek był nastolatkiem. Może od razu urodził się dorosły? Tyle razy spotkałam się z 'nieznajomością tematu' (jak inaczej to nazwać?), że naprawdę trudno uwierzyć. Emmy Laybourne pokazuje, że można napisać powieść młodzieżową, która wciąga, posiada bohaterów z jakimi można się utożsamiać, a poza tym porusza też kilka ważnych, dla odbiorców, tematów. 

Być może nie dla wszystkich jest to ważne, nie każdy szuka podobnych rzeczy, gdy postanawia, że sięgnie po młodzieżówkę. Dla mnie jest to znaczące, dlatego też za każdym razem, gdy mam do czynienia z pozycją, gdzie dostaję nie tylko nieźle skonstruowany świat, dobrze wykreowanych bohaterów i kapitalnie poprowadzoną akcję, ale także inteligentnie poruszone, ważkie tematy, staram się podkreślić to w swoim tekście. :)

Tak jest i przy Wściekłym wietrze, który, chociaż nie przebija swojego poprzednika, Nieba w ogniu, jest przyzwoitym zakończeniem trylogii i niezłym pociągnięciem wydarzeń przedstawionych w drugiej części. Można by było przecież powiedzieć, że (prawie) wszyscy bohaterowie, których poznaliśmy w Odciętych od świata, w następnej powieści osiągają wspólny cel. Okazuje się jednak, że Laybourne ma jeszcze coś do powiedzenia. Tym sposobem czytelnicy dostają właśnie Wściekły wiatr, a w nim...  rewelacyjnie przedstawioną kwestię natury ludzkiej, opis tego, jak bardzo wcześniejsze wydarzenia wpłynęły na wszystkich ludzi - bez wyjątku czy byli to naukowcy pracujący wcześniej nad wirusem czy nastolatki uwięzieni w supermarkecie. Ostatni tom trylogii ma mocne tupnięcie już na samym początku, a potem jest po prostu trzymającą dech w piersiach dramatyczną historią o losie kilku dzieciaków, które musiały szybko dorosnąć i zająć się innymi. 

Oczywiście Wściekły wiatr, podobnie jak i poprzednie części, posiada ten mały, dość irytujący minus, jakim jest Dean. Dean, Dean, Dean... Naprawdę na początku podobał mi się, fakt, że Laybourne za sterami narracji postawiła niewyróżniającego się, skrytego w sobie i nieśmiałego chłopaka. Niestety to tyle, ponieważ z biegiem czasu bardzo trudno było mi nie stwierdzić, że Klucha (jak go sobie nazwałam) jest niewyobrażalnie uciążliwym i denerwującym bohaterem. Być może właśnie znalazłam powód, dlaczego tak rzadko pisarze decydują się na kluchowatą postać w roli głównej. Być może po prostu nie wyszło to w tym konkretnym wypadku. Jaka nie byłaby odpowiedź na to pytanie, fakt pozostaje faktem - Dean i jego losy to taki mały wrzód na fabule powieści, a sytuację ratują tylko Alex i Joasie, czyli dodatkowi narratorzy wprowadzeni kolejno w drugiej i trzeciej części trylogii. 

Sądziłam, że po zakończeniu w Niebie w ogniu, Wściekły wiatr będzie tylko takim domknięciem, ostatecznym zakończeniem wszystkich wątków. Myliłam się. Przyjmując, że pierwsza część trylogii prezentuje nam przebieg katastrofy, a druga próbę radzenia sobie z nią przez ludzi, to trzecia jest pokazaniem jak bardzo wszystkie wcześniej przedstawione wydarzenia wpłynęły na ludzi i ich ocenę sytuacji. Okazuje się, że miejsce, do którego trafili nasi bohaterowie nie jest takim rajem na ziemi (w porównaniu do ich poprzedniej sytuacji), a z zaufaniem trzeba uważać. Wprowadzenie narracji Joasie, jak wspomniałam w akapicie wyżej, było genialnym zagraniem. Nie tylko, jak w przypadku poprzedniej części i Alexa, mieliśmy, jako czytelnicy, wgląd w sytuację drugiej grupy, tutaj także dostaliśmy możliwość obserwowania zmian zachodzących w młodej dziewczynie. Jej przeżycia z poprzedniego tomu bezapelacyjnie wpłynęły na sposób postrzegania różnych sytuacji przez Joasie we Wściekłym wietrze. W Odciętych od świata nastolatka przeżyła niemałą traumę, która sprawiła, że przez kilka pierwszych rozdziałów rola bohaterki polegała przede wszystkim na nieodzywaniu się do pozostałych postaci. Wydarzenia z Nieba w ogniu zaś załamują ją, sprawiają, że traci poczucie wartości i pewność siebie, a odzyskuje je powoli, stopniowo wraz z rozwojem akcji. 

O tak, moi drodzy. Wściekły wiatr to świetne zwieńczenie trylogii, a przy okazji też dobrze napisana i przemyślana powieść,  która wcale nie musi być dodatkiem do poprzednich. Jestem pewna, że jeśli nie w smak Wam nieprzykuwające uwagi, mdłe młodzieżówki i szukacie czegoś dobrego, czegoś co Was wciągnie, powinniście sięgnąć po Monument 14. Książki Emmy Laybourne jak najbardziej są godne uwagi. Nie tylko młodzieży, choć w sumie przede wszystkim!










autor: Emmy Laybourne
tytuł: Monument 14. Wściekły wiatr
tłumaczenie: Maria Smulewska
tytuł oryginału:  Savage Drift
wydawnictwo: Rebis
data wydania: 8 października 2014
ISBN: 9788378186342
liczba stron: 352
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier


Trylogia Monument 14.:
3. Wściekły wiatr <---

Również może Ci się spodobać

2 nie zagryzła klawiatura

  1. Alicja Szerment25 grudnia 2014 14:26

    A ja mam słabość do książek wydawanych przez Wydawnictwo Rebis, a pomimo tego o tej trylogii jeszcze nie słyszałam... a pomimo tego bardzo mnie ona interesuje :) Postaram się ją przeczytać.
    Wszystkiego dobrego na świąteczny czas!

    OdpowiedzUsuń
  2. I wzajemnie! Troszkę się spóźniłam z życzeniami przez same święta, ale mam nadzieję, że spędziłaś je radośnie i w gronie rodziny, co będziesz miło wspominać. :) W takim razie hucznego sylwestra!



    A trylogię jak najbardziej polecam.

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl